02.06.2024, 16:05 ✶
To był przejebany dzień.
Zacznijmy od tego, że wczoraj się najebała z ekipą. Dobrze jest się od czasu do czasu najebać, gorzej jak ktoś z Twoich ziomeczków podłoży Ci świnię. Albo konkretniej kaktusa. Nie był to (na szczęście?) dosłowny kaktus, tylko jebany flakonik z szamponem, który napierdoliła sobie na głowę na kacu, nienawidząc świata i okolic, wciąż mając sążnistego pilota i odbijając się od ścian ciasnej prysznicowej klitki. Nienawidziła tego stanu i najlepiej byłoby wlać w siebie dalej alko, żeby przestać się tak chujowo czuć ale dzisiaj obiecała Brennie że rzuci okiem na jednego lalusia, który ponoć był godny zaufania, anty czarnopanowy blabla. Jakiś ministerialny gryzipiórek do obczajki. Nie spodziewała się cudów, ale z kaktusem na głowie ciężko było robić cokolwiek. Można było go próbować odciąć, ale gdzieś czytała że to gwarantuje obrzydliwą migrenę i korzenie i tak zostają pod skóra (obrzy-kurwa-dliwe!), więc lepiej było po prostu przeczekać i poczekać aż samo odpadnie.
No ale picuś-glancuś, no trzeba było się ogarnąć. Po krótkim zastanowieniu wzięła przydługie czarne kłaki i stworzyła coś. Fikuśna fryzura całkiem nieźle się trzymała (te igły na coś się przydały), trochę lakieru, trochę magii, objebać brokatem i wyglądała na całkiem celowe uczesanie eksponujące ładną szyję. Narzuciła przyduży męski t-shirt bury sweter, na nogi wciągnęła glany no i obowiązkowo super-duper mroczny płaszcz szpiegoski. Dobrze, że nie musiała na tym evencie populać w szarej, bumowskiej pelerynce. A potem się teleportowała na umówione miejsce
– Hej Erik, co tu... – zagadała go podchodząc od tyłu i zastygła w pół zdania i w pół drogi do odpalanego papierosa, gdy gościu się odwrócił. Był starszy, ale podobnej postury. No i był ewidentnie dupkiem. Dupkowatość i snobizm wyzierała mu z oczu. Niewątpliwie zyskał tym zainteresowanie Moody, której życie romantyczne oscylowało wokół bardzo podobnego typu. W tych wszystkich chwilach gdy nie leżała w łóżku i nie użalała się nad sobą. – Emm... Siema, jestem Miles. Robimy dzisiaj razem hę? – zaciągnęła się mocno papierosem, mrużąc złociste oczy i obcinając go bezczelnie od czubka głowy po czubki palców u nóg i z powrotem. Lubiła takie niespodzianki. Ciekawa była, czy Brenna chciała ją tutaj jebnąć jakimś shipem w głowę.
Być może zgodnie z oczekiwaniami, gdy tylko oczy Jonathana przywykły do wykrywania aur zobaczył, że Moody płonie jak wiedźma na stosie. Dosłownie. Tuż przy niej ogniki aury były pomarańczowe a dalej przechodziły w karminową, impulsywną czerwień.
– Dobra to jaki jest plan? Śledzimy ją, a jak zobaczymy debila co ją śledzi to ładuje mu się na plecy i cyk na przesłuchanie? W czym w ogóle jesteś dobry, poza zajebistym wyglądaniem? – dopytywała, pozostawiając dla siebie, że pewnie nie w pościgach, bo w tym wieku i w zawodzie gryzipiórka mało było możliwości, żeby dbać o kondychę. Nie przeszkadzało jej to, w puszczeniu wodzy fantazji. Jak dla niej, mógł po prostu leżeć.