02.06.2024, 16:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.06.2024, 16:28 przez Bard Beedle.)
Płatki śniegu wirowały w powietrzu, osiadały na wymyślnym koku Millie (skryty pod nim kaktus zapewne nie znosił dobrze takich mrozów) i na eleganckim płaszczu Jonathana. Ktoś minął ich, spiesząc we własnych sprawach na ulicy Pokątnej, ale w taką pogodę i późną porą w okolicy nie było bardzo wielu przechodniów. Czy była to dobra pora i dobre miejsce na atak? I tak, i nie. Większość ludzi zapewne bałaby się zareagować, ciężko jednak pozostać niezauważonym.
Ale za Clarą ktoś chodził.
Może czekał na okazję lub próbował wybrać odpowiednie miejsce…?
Tylne drzwi otworzyły się i z budynku wyszła Clara. Była odziana w nijaki płaszcz, na pewno raniący estetyczne odczucia Selwyna, ale jako sprzątaczka na pewno nie zarabiała dużo i zakładała go na siebie po całym dniu pracy – nawet jeżeli w sprzątaniu pomagały jej zaklęcia. Odwróciła się i starannie zamknęła klucz, a potem zaciągnęła ochronny czar.
Aura kobiety była przygaszona i emanowała pewną nerwowością, podobnie zresztą jak jej cała postawa i zachowanie – rozejrzała się, a kiedy jej wzrok zatrzymał się na nich, odruchowo skuliła ramiona i wsunęła dłoń do płaszcza. Musiała dostrzec dwie ciemne sylwetki, i choć w mroku nie wiedziała, z kim ma do czynienia i czy nie są przypadkowymi osobami, spotykającymi się na ulicy, i tak chyba poczuła się zaniepokojona.
Zeszła ze schodów na tyle szybko, na ile mogła, nie ryzykując potknięcia na stopniach śliskich od śniegu, mimo tego, że niedawno sama je zamiatała, a potem posypała piaskiem, i później bardzo szybkim krokiem ruszyła ulicą.
Ale za Clarą ktoś chodził.
Może czekał na okazję lub próbował wybrać odpowiednie miejsce…?
Tylne drzwi otworzyły się i z budynku wyszła Clara. Była odziana w nijaki płaszcz, na pewno raniący estetyczne odczucia Selwyna, ale jako sprzątaczka na pewno nie zarabiała dużo i zakładała go na siebie po całym dniu pracy – nawet jeżeli w sprzątaniu pomagały jej zaklęcia. Odwróciła się i starannie zamknęła klucz, a potem zaciągnęła ochronny czar.
Aura kobiety była przygaszona i emanowała pewną nerwowością, podobnie zresztą jak jej cała postawa i zachowanie – rozejrzała się, a kiedy jej wzrok zatrzymał się na nich, odruchowo skuliła ramiona i wsunęła dłoń do płaszcza. Musiała dostrzec dwie ciemne sylwetki, i choć w mroku nie wiedziała, z kim ma do czynienia i czy nie są przypadkowymi osobami, spotykającymi się na ulicy, i tak chyba poczuła się zaniepokojona.
Zeszła ze schodów na tyle szybko, na ile mogła, nie ryzykując potknięcia na stopniach śliskich od śniegu, mimo tego, że niedawno sama je zamiatała, a potem posypała piaskiem, i później bardzo szybkim krokiem ruszyła ulicą.