Czyli według Sophie to co się tam stało, było po cichu? Cóż, ewidentnie mieli osobne pojęcia odnośnie definicji słowa "po cichu". Może dobrze, że preferowała pieczenie ciasteczek od czynnego udziału w bojówkach Czarnego Pana? Bo jeżeli miałaby działać, aż tak "po cichu", to zaraz zebrałaby pełno rozgłosu odnośnie swoich akcji. To tak jakby wysłać ją na pierwszą akcję, gdzie miałaby uzyskać swój znak, a ona przyszła w różowym płaszczu, dając o sobie znać.
Czy Stanley nigdy nie był dzieckiem? Był ale w rodzinnym domu Borginów nie było miejsca na takie wybryki. Dziadek bardzo nie lubił kiedy ktoś zaburzał porządki rodzinnych spotkań czy posiłków, więc z szacunku do niego i jego osiągnięć oraz faktu bycia nestorem ich rodu - nikt nie działał przeciwko niemu. Nikt nie odważył się sprzeciwić czy zaprzeczyć takim zasadom. Wiadomo, że małe dzieci były traktowane z przymknięciem oka, ale na brodę samego Merlina, Sophie i synowie Richarda byli już pełnoletni, więc nie powinny były obowiązywać ich żadne ulgowe traktowanie.
Stanley tylko pokiwał głową. Nie miał zamiaru robić żadnych psikusów nikomu, ponieważ miał na swojej głowie inne zmartwienia i naprawdę by chciał, aby myśl o zrobieniu psikusa była jedyną, którą miałby się zadręczać. Czyżby trochę zaczął żałować swojego zaangażowania w konflikt, które pozbawiło go beztroskiego życia?
- A na pewno skuszę się na jedno - odparł na słowa Sophie, a następnie odstawił tackę na stolik. Przez chwilę przyglądał się Lorien, a następnie Richardowi. Temu ostatniemu kiwnął porozumiewawczo głową z lekko przymkniętymi oczami jakby chciał mu zakomunikować wszystko w porządku. W zasadzie to nic nie znaczący gest, ale lepiej było mieć możliwość komunikować się w ten sposób, niż żaden - zwłaszcza kiedy nie potrafiło się wykorzystywać fal.
- Coś nas ominęło? - zapytał spokojnym głosem, przyglądając się zamienionym miejscom przy stole. Czyżby Robert wprowadził swoją żelazną rękę i postanowił poustawiać wszystkich jak książki na półkach? I to wszystko według własnych zasad.
Nie czekając jednak na większe wyjaśnienia, Stanley podszedł do swojego ostatniego miejsca, aby zasiąść ponownie. Zanim jednak to zrobił, odsunął krzesło dla młodej Mulciberówny i zaczekał, aż usiądzie by następni móc ją odrobinę przysunąć do stolika. Nie omieszkał też wskazać tego miejsca gestem otwartej dłoni, trochę jakby zapraszał ją do zajęcia miejsca.
Po chwili jednak sam zdecydował się usiąść, biorąc jedno ciastko na swój talerz. W końcu lepsze takie śniadanie, niż żadne, a przecież było mu dane tylko napić się łyka kawy zanim został "zaatakowany".
Stanley zdecydował się na łyk kawy, a następnie zaczął przyglądać się pozostałym współtowarzyszom tego posiłku. Atmosfera była tak napięta, że uparty najpewniej byłby w stanie powiesić tutaj siekierę, a ta by po prostu zawisła w powietrzu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972