02.06.2024, 17:55 ✶
Popijał wino z kruchej, pięknej filiżanki, obserwował słodki chaos, który wywołali i nie mógł szczerze mówiąc przestać się uśmiechać. Wiedział, że to jedna z tych chwil, które kiedyś będzie przywoływał, gdy przyjdzie mu wyczarować patronusa. Spokojna, radosna, pełna życia.
Cieszył się, że Brenna robiła te nieszczęsne zdjęcia, bo wiedział, że często będzie chciał wracać do tych wspomnień.
Zaśmiał się, widząc radość Erika, który rzeczywiście skoczył jako wybraniec, który nie musiał robić teraz rundki do łazienki, lub ratować się zaklęciami czyszczącymi. Stuknął się swoją filiżanką, z jego uniesioną do góry, spoglądając na ogród.
- Za częstsze wychodzenie bez szwanku, na godności też - mrugnął do Erika.
A potem musiał zająć się sobą, szczególnie w kwestii tej przyciasnej sukienki.
Jakiś czas później, w miarę czysty, jedynie z dziwnym śladem na przywróconej do normalnego stanu sukience, oraz w dodatkowej ochronie w postaci nałożonych pod nią krótkich spodenek, siedział koło rysującej coś millie, samemu brzdąkając na gitarze, wpierw bliżej nieokreślone dźwięki, które potem przekształciły się w spokojną, lekko nostalgiczną melodię. Mógłby dołożyć do tego oczywiście głos, bał się jednak, że popsuje jakąś magiczną chwilę, która mogła według niego trwać wiecznie.
A jednak zakłócił ją w końcu, widząc coraz bardziej szaleńcze pociągnięcia grafitem gdzieś z boku.
- Mam nadzieję, że przyjęcie uznajesz za udane? - zagaił Millie, nie przerywając brzdąkania.
Cieszył się, że Brenna robiła te nieszczęsne zdjęcia, bo wiedział, że często będzie chciał wracać do tych wspomnień.
Zaśmiał się, widząc radość Erika, który rzeczywiście skoczył jako wybraniec, który nie musiał robić teraz rundki do łazienki, lub ratować się zaklęciami czyszczącymi. Stuknął się swoją filiżanką, z jego uniesioną do góry, spoglądając na ogród.
- Za częstsze wychodzenie bez szwanku, na godności też - mrugnął do Erika.
A potem musiał zająć się sobą, szczególnie w kwestii tej przyciasnej sukienki.
Jakiś czas później, w miarę czysty, jedynie z dziwnym śladem na przywróconej do normalnego stanu sukience, oraz w dodatkowej ochronie w postaci nałożonych pod nią krótkich spodenek, siedział koło rysującej coś millie, samemu brzdąkając na gitarze, wpierw bliżej nieokreślone dźwięki, które potem przekształciły się w spokojną, lekko nostalgiczną melodię. Mógłby dołożyć do tego oczywiście głos, bał się jednak, że popsuje jakąś magiczną chwilę, która mogła według niego trwać wiecznie.
A jednak zakłócił ją w końcu, widząc coraz bardziej szaleńcze pociągnięcia grafitem gdzieś z boku.
- Mam nadzieję, że przyjęcie uznajesz za udane? - zagaił Millie, nie przerywając brzdąkania.