02.06.2024, 18:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.06.2024, 18:08 przez Norvel Twonk.)
Zaklęcie Brenny trafiło w żywego trupa, ale nie ścięło jego głowy, choć wyraźnie nadcięło szyję. Zachwiał się, upadł na ścieżkę. Palce nieumarłego rozorały ścieżkę, gdy podnosił się z powrotem do pionu. Warknął, przyśpieszył. Odległość między nim a znajdującą się na przedzie brygadzistką zaczęła się wyraźnie kurczyć.
Drzewa, krzewy, ściółka leśna nie ożywiła się, gdy nadciągał. Najpewniej nieświadomie, w końcu trudno było oskarżyć żywego trupa o posiadanie świadomości, wędrował ścieżką. Nie zaatakował niczego, co chroniła fioletowa magia.
Kocham te ziemie bardziej niż własne życie. Szept przy uchu. Zdanie wypowiedziane tak lekko, ufnie, jakby było tylko nic nieznaczącym zwierzeniem się przyjacielowi, a nie podpisanym przypadkiem wyrokiem śmierci. Odpowiedź na pytanie, którego nie dane było Longbottom usłyszeć.
Sebastian poczuł nadciągające zimno. Może nawet mógłby pomyśleć, że to przez nieumarłego, ale wystarczyło, by zmrużył oczy i spróbował popatrzeć dalej, w stronę ruin a uderzyło w niego to samo, co musiało uderzyć i w Peregrinusa. Tam dalej las stawał się jałowy, brakowało w nim zieleni, brakowało bujnej roślinności.
Nadal tkwiły tam drzewa i krzewy, ale wydawały się ogołocone z liści a na tle dzikiej, bujnej roślinności koło nich, wyglądały na chore i umierające. Ba, była tam nawet mgła, unosząca się ledwo nad ziemią, skrywająca sobą ścieżkę. Wychodziło na to, że docierali do granicy, w której jedna magia zwyciężyła nad drugą.
@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan
Zakładam, że kolejne udane zaklęcie dobije żywego trupa; więc możecie opisać że kierujecie się dalej. Gdyby jednak kości postanowiły się postawić, walczący będą mogli napisać dwa posty w tej turze.
Drzewa, krzewy, ściółka leśna nie ożywiła się, gdy nadciągał. Najpewniej nieświadomie, w końcu trudno było oskarżyć żywego trupa o posiadanie świadomości, wędrował ścieżką. Nie zaatakował niczego, co chroniła fioletowa magia.
Kocham te ziemie bardziej niż własne życie. Szept przy uchu. Zdanie wypowiedziane tak lekko, ufnie, jakby było tylko nic nieznaczącym zwierzeniem się przyjacielowi, a nie podpisanym przypadkiem wyrokiem śmierci. Odpowiedź na pytanie, którego nie dane było Longbottom usłyszeć.
Sebastian poczuł nadciągające zimno. Może nawet mógłby pomyśleć, że to przez nieumarłego, ale wystarczyło, by zmrużył oczy i spróbował popatrzeć dalej, w stronę ruin a uderzyło w niego to samo, co musiało uderzyć i w Peregrinusa. Tam dalej las stawał się jałowy, brakowało w nim zieleni, brakowało bujnej roślinności.
Nadal tkwiły tam drzewa i krzewy, ale wydawały się ogołocone z liści a na tle dzikiej, bujnej roślinności koło nich, wyglądały na chore i umierające. Ba, była tam nawet mgła, unosząca się ledwo nad ziemią, skrywająca sobą ścieżkę. Wychodziło na to, że docierali do granicy, w której jedna magia zwyciężyła nad drugą.
@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan
Czas na odpis do 04.06, godz. 21.00
Zakładam, że kolejne udane zaklęcie dobije żywego trupa; więc możecie opisać że kierujecie się dalej. Gdyby jednak kości postanowiły się postawić, walczący będą mogli napisać dwa posty w tej turze.