02.06.2024, 19:54 ✶
No, wszystko miało sens, skojarzenia również. Skojarzenia miały nawet więcej logiki niż by się mogło wydawać, tylko najpierw trzeba było zajrzeć w pamięć i wspomnienia osoby kojarzącej. Tak czy inaczej, na pewno kiedyś może go chyba zaprosi na spotkanie w formie animaga, w końcu nie ma zbyt wielu osób, z którymi mógłby sobie tak pobiegać po łące.
Obserwował uważnie jego działania, nie komentował, nie upominał, ufał, że nic mu nie zrobi, bo przecież ktoś w jego wieku na pewno ma podstawową wiedzę, jak zadbać o takie rany. Nie chciał być jak swoja matka, która musiała wściubiać nos we wszystko i uczyć. Kochał ją, mocno, ale nieraz go denerwowała, ludzie ogólnie bywali denerwujący, ale jak się z nimi lubi być to po kłótni idzie się jeść wspólną kolację.
Zmarszczył brwi na wspomnienie o lecznicy. Oj to miejsce było ostatnim miejscem na ziemi w jakim chciałby się znaleźć, szczególnie teraz. Co by zrobił? Nie wiedział, zaraz, nie jest tam i nie będzie, nie musi się o to martwić.
-Znaczy.. No... nie litować, ale wiesz... Nie mam widocznej wymówki, żeby czegoś nie zrobić. Z resztą rannego się nie można czepiać, ani ogólnie chorego. A, tak gadam.- przewrócił oczyma, niby zrzucając tę paplaninę na głupotę swoją, co nie było w sumie nieprawdą.
Spojrzał lekko podejrzanie na maść. Nie lubił swoich alergii i czasami będąc w domu innych przypominał sobie, jak one go ograniczają. Zła herbata, zła maść na leki i będzie miał podrażnienie, czy zacznie mu się kręcić w głowie. Tym razem na maść pachniała przyjemnie, do tego cały proces bandażowania był ciekawy. Myślał, że tylko obmyje rany i zostawi go w spokoju, bo rana niewielka, ale Nikolai postarał się dużo bardziej niż wilkołak się spodziewał. Jak zaczarowany śledził ruchy jego dłoni, patrzył jak składa bandaż, owija dłoń, zawiązuje na koniec, by się nic nie rozwiązało, jak bierze drugą dłoń, by wszystko przeprowadzić ponownie.
Relacja z hipogryfem wyglądała na skomplikowaną i dużo bardziej złożoną niż myślał. Wzajemny szacunek i zaufanie, który łatwo można zburzyć. Jedna rzecz i koniec, nigdy się nie naprawi.
-W sumie to nie bardzo. Konie reagują bardziej na podstawie działań, a nie zaufania. Chociaż wzajemne zaufanie pomaga bardzo mocno. Kiedy koń ci ufa, to skoczy przez mur, nawet jak nie wie co jest za nim. Kiedy ty ufasz jemu, pojedziesz każdą przeszkodę, bo wiesz, że nie odmówi skoku.-no, z końmi było łatwiej, ale można było znaleźć podobieństwa. Zamyślił się na chwilę konkretnie.
-Więc, żebym mógł dosiąść hipogryfa, musiałbym z nim spędzić trochę więcej czasu. No to spodziewaj się mnie za tydzień w gościach.- zaśmiał się, rzucając obietnicę, niby żartem, niby serio, trochę licząc, że Petrov przytaknie i zgodzi się na ponowne spotkanie.
Obserwował uważnie jego działania, nie komentował, nie upominał, ufał, że nic mu nie zrobi, bo przecież ktoś w jego wieku na pewno ma podstawową wiedzę, jak zadbać o takie rany. Nie chciał być jak swoja matka, która musiała wściubiać nos we wszystko i uczyć. Kochał ją, mocno, ale nieraz go denerwowała, ludzie ogólnie bywali denerwujący, ale jak się z nimi lubi być to po kłótni idzie się jeść wspólną kolację.
Zmarszczył brwi na wspomnienie o lecznicy. Oj to miejsce było ostatnim miejscem na ziemi w jakim chciałby się znaleźć, szczególnie teraz. Co by zrobił? Nie wiedział, zaraz, nie jest tam i nie będzie, nie musi się o to martwić.
-Znaczy.. No... nie litować, ale wiesz... Nie mam widocznej wymówki, żeby czegoś nie zrobić. Z resztą rannego się nie można czepiać, ani ogólnie chorego. A, tak gadam.- przewrócił oczyma, niby zrzucając tę paplaninę na głupotę swoją, co nie było w sumie nieprawdą.
Spojrzał lekko podejrzanie na maść. Nie lubił swoich alergii i czasami będąc w domu innych przypominał sobie, jak one go ograniczają. Zła herbata, zła maść na leki i będzie miał podrażnienie, czy zacznie mu się kręcić w głowie. Tym razem na maść pachniała przyjemnie, do tego cały proces bandażowania był ciekawy. Myślał, że tylko obmyje rany i zostawi go w spokoju, bo rana niewielka, ale Nikolai postarał się dużo bardziej niż wilkołak się spodziewał. Jak zaczarowany śledził ruchy jego dłoni, patrzył jak składa bandaż, owija dłoń, zawiązuje na koniec, by się nic nie rozwiązało, jak bierze drugą dłoń, by wszystko przeprowadzić ponownie.
Relacja z hipogryfem wyglądała na skomplikowaną i dużo bardziej złożoną niż myślał. Wzajemny szacunek i zaufanie, który łatwo można zburzyć. Jedna rzecz i koniec, nigdy się nie naprawi.
-W sumie to nie bardzo. Konie reagują bardziej na podstawie działań, a nie zaufania. Chociaż wzajemne zaufanie pomaga bardzo mocno. Kiedy koń ci ufa, to skoczy przez mur, nawet jak nie wie co jest za nim. Kiedy ty ufasz jemu, pojedziesz każdą przeszkodę, bo wiesz, że nie odmówi skoku.-no, z końmi było łatwiej, ale można było znaleźć podobieństwa. Zamyślił się na chwilę konkretnie.
-Więc, żebym mógł dosiąść hipogryfa, musiałbym z nim spędzić trochę więcej czasu. No to spodziewaj się mnie za tydzień w gościach.- zaśmiał się, rzucając obietnicę, niby żartem, niby serio, trochę licząc, że Petrov przytaknie i zgodzi się na ponowne spotkanie.