03.06.2024, 08:34 ✶
Tak naprawdę Brenna też nigdy nie chciała żyć w ciekawych czasach.
Byłaby szczęśliwa w pracy tłumacząc pani Turpin, że jej sąsiad nie jest czarnoksiężnikiem, zamiast gnać w ślepym pośpiechu przez las, ścigana strachem o Patricka i nadzieją, że jeśli czaszka jest źródłem, jej usunięcie pomoże ludziom, którzy zostali na kempingu. Chętniej wybrałaby się z bratem do teatru niż na wypełnioną mrokiem wyspę, wolałaby przy biurku pochylać się nad rysunkami Mabel niż nad listami ofiar śmierciożerców, a całe jej zamiłowanie do przygód mogłoby znaleźć ujście w podróżach, rozmowach z duchami czy górskich wspinaczkach, zamiast w sytuacjach, gdy ludziom działa się krzywda.
Nikt z nich jednak nie wybrał czasu, jaki dostał: mogli tylko zdecydować, co z nim zrobią.
Nie odpowiedziała już na słowa Sebastiana, nie chcąc tracić oddechu - zwłaszcza że zaraz pojawił się trup, a w jej głowie odbiły się echem słowa Triony. Oto dlaczego zaklęcie było tak potężne: życie, nekromancji biskupa, jego magia i jej miłość, jakby przedziwna wariacja protego amare, nie rzucona na jednego człowieka, a na ludzi i ziemię.
Gdyby ją poprosił, może nawet sama zgodziłaby się tak umrzeć.
Ofiara, która zapewniła bezpieczeństwo tej krainie, a która teraz została wypaczona przez czarnoksiężnika.
Było w tym coś niesamowicie gorzkiego, w wyborze właśnie w Triony, w przemienieniu zaklęcia, podobnie jak w widoku przewracającego się trupa, pozostałości po kimś, kto umarł po części na skutek tej magii i tego, co zrobiła z nią czaszka. Brenna uniosła różdżkę, gdy pojawił się płomień, pośpiesznie, nie chcąc pozwolić, by ogień sięgnął i roślin: skupiona na nieumarłym nie dostrzegła jeszcze, że tu jest granica, że wszystko zaczyna umierać, wyssane z energii czarną magią. Nie była pewna ani czy nie wywołają pożaru lasu, ani czy rozzłoszczone gałęzie nie zaatakują Sebastiana za ten ogień. Spróbowała więc za pomocą aquamenti dopilnować, by płomień nie rozprzestrzenił się poza podpalonego trupa. I tylko jeśli ten nie stanowiłby zagrożenia, i nic chwilowo nie próbowałoby ich zabić, była gotowa ruszać dalej: ku ruinom, otoczonym umierającą przyrodą.
Kształtowanie. Próbuję rzucić wodę tak, żeby przypadkiem ogień nie sięgnął gdzieś dalej
Byłaby szczęśliwa w pracy tłumacząc pani Turpin, że jej sąsiad nie jest czarnoksiężnikiem, zamiast gnać w ślepym pośpiechu przez las, ścigana strachem o Patricka i nadzieją, że jeśli czaszka jest źródłem, jej usunięcie pomoże ludziom, którzy zostali na kempingu. Chętniej wybrałaby się z bratem do teatru niż na wypełnioną mrokiem wyspę, wolałaby przy biurku pochylać się nad rysunkami Mabel niż nad listami ofiar śmierciożerców, a całe jej zamiłowanie do przygód mogłoby znaleźć ujście w podróżach, rozmowach z duchami czy górskich wspinaczkach, zamiast w sytuacjach, gdy ludziom działa się krzywda.
Nikt z nich jednak nie wybrał czasu, jaki dostał: mogli tylko zdecydować, co z nim zrobią.
Nie odpowiedziała już na słowa Sebastiana, nie chcąc tracić oddechu - zwłaszcza że zaraz pojawił się trup, a w jej głowie odbiły się echem słowa Triony. Oto dlaczego zaklęcie było tak potężne: życie, nekromancji biskupa, jego magia i jej miłość, jakby przedziwna wariacja protego amare, nie rzucona na jednego człowieka, a na ludzi i ziemię.
Gdyby ją poprosił, może nawet sama zgodziłaby się tak umrzeć.
Ofiara, która zapewniła bezpieczeństwo tej krainie, a która teraz została wypaczona przez czarnoksiężnika.
Było w tym coś niesamowicie gorzkiego, w wyborze właśnie w Triony, w przemienieniu zaklęcia, podobnie jak w widoku przewracającego się trupa, pozostałości po kimś, kto umarł po części na skutek tej magii i tego, co zrobiła z nią czaszka. Brenna uniosła różdżkę, gdy pojawił się płomień, pośpiesznie, nie chcąc pozwolić, by ogień sięgnął i roślin: skupiona na nieumarłym nie dostrzegła jeszcze, że tu jest granica, że wszystko zaczyna umierać, wyssane z energii czarną magią. Nie była pewna ani czy nie wywołają pożaru lasu, ani czy rozzłoszczone gałęzie nie zaatakują Sebastiana za ten ogień. Spróbowała więc za pomocą aquamenti dopilnować, by płomień nie rozprzestrzenił się poza podpalonego trupa. I tylko jeśli ten nie stanowiłby zagrożenia, i nic chwilowo nie próbowałoby ich zabić, była gotowa ruszać dalej: ku ruinom, otoczonym umierającą przyrodą.
Kształtowanie. Próbuję rzucić wodę tak, żeby przypadkiem ogień nie sięgnął gdzieś dalej
Rzut W 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.