03.06.2024, 08:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 08:52 przez Charlotte Kelly.)
Szczęście czy pech? Ich drinki, chociaż magiczne, nie mogły wywrzeć wielkiego efektu, bo Jonathan przez swój stawał się po prostu Jonathanem, a Perseusa Blacka nigdzie nie było na horyzoncie, aby Charlotte mogła do niego podejść i zapytać, czy zamierza być wierny żonie, bo jeżeli nie, to może pokaże jej małżeńską sypialnię? Rozejrzała się tylko po tłumie, szukając go wzrokiem, a po jej głowie krążyły jakieś myśli o alabastrach i onyksach, takie zupełnie niecharlottowe, że starły się w pewnej chwili z inną myślą: czy opętał mnie Anthony?
Gdyby był legimenta, pomyślałaby, że wlazł jej do głowy.
W każdym razie, Perseus Black umknął jej z widoku akurat, gdy się w nim zakochała. Bezczelność.
- Gdzie jest ten cholerny pan młody? - spytała nagle Jonathana z pewną irytacją, pozwalając mu się przytulić, i zapominając na moment o matce oraz o wszystkich ślubnych skandalach.
Cóż, faktycznie nie trafiła z rodziną dobrze. Ale prawda była i taka, że sama Charlotte nie była do końca przyjemnym człowiekiem, i pozostawała nawet po latach córką swojej matki: umiała być absolutnie bezlitosna wobec ludzi, na których jej nie zależało, a zapewne gdyby zaczęła komentować niektórych gości, niejedna osoba podsumowałaby ją bardzo krótkim: suka. Wdała się pod pewnymi względami w swoją matkę. Tak, była swobodniejsza od niej, znacznie weselsza, chętna do przygód i znacznie mniej przejęta tym, co ludzie powiedzą albo statusem czystej krwi (głównie dlatego, że się zakochała, w końcu tak do piętnastego roku życia nie używała słówka „szlama” głównie ze względu na Selwyna). Jednak na przykład… przed laty postanowiła wynieść się do USA z wielu różnych powodów, ale jeden z nich brzmiał: nie zdziwię się, jeśli matka zatrudni kogoś, by zamordował mi męża.
I teraz, gdy dojrzała Morpheusa u boku Vakela, przez głowę Charlotte przeszło, kogo powinna pytać o znalezienie płatnego mordercy. Czy może powinna zająć się sprawą sama? Nie znała ich pełnej historii, ale wiedziała jedno, jej przyjaciel przez Vakela przed laty cierpiał i to Charlotte w zupełności wystarczało.
– Och na litość bogini – wyrwało się jej i jednym haustem wychyliła kolejnego drinka. – Johny, czy ty widzisz to, co ja? Bardzo proszę, powiedz, że się upiłam i halucynuję, i nasz niski król krainy snów wcale nie powędrował do tego nadętego celebryty – syknęła cicho Charlotte, która była prawdopodobnie jedną z najbardziej nadętych osób na tym przyjęciu.
!weselnedrinki
Gdyby był legimenta, pomyślałaby, że wlazł jej do głowy.
W każdym razie, Perseus Black umknął jej z widoku akurat, gdy się w nim zakochała. Bezczelność.
- Gdzie jest ten cholerny pan młody? - spytała nagle Jonathana z pewną irytacją, pozwalając mu się przytulić, i zapominając na moment o matce oraz o wszystkich ślubnych skandalach.
Cóż, faktycznie nie trafiła z rodziną dobrze. Ale prawda była i taka, że sama Charlotte nie była do końca przyjemnym człowiekiem, i pozostawała nawet po latach córką swojej matki: umiała być absolutnie bezlitosna wobec ludzi, na których jej nie zależało, a zapewne gdyby zaczęła komentować niektórych gości, niejedna osoba podsumowałaby ją bardzo krótkim: suka. Wdała się pod pewnymi względami w swoją matkę. Tak, była swobodniejsza od niej, znacznie weselsza, chętna do przygód i znacznie mniej przejęta tym, co ludzie powiedzą albo statusem czystej krwi (głównie dlatego, że się zakochała, w końcu tak do piętnastego roku życia nie używała słówka „szlama” głównie ze względu na Selwyna). Jednak na przykład… przed laty postanowiła wynieść się do USA z wielu różnych powodów, ale jeden z nich brzmiał: nie zdziwię się, jeśli matka zatrudni kogoś, by zamordował mi męża.
I teraz, gdy dojrzała Morpheusa u boku Vakela, przez głowę Charlotte przeszło, kogo powinna pytać o znalezienie płatnego mordercy. Czy może powinna zająć się sprawą sama? Nie znała ich pełnej historii, ale wiedziała jedno, jej przyjaciel przez Vakela przed laty cierpiał i to Charlotte w zupełności wystarczało.
– Och na litość bogini – wyrwało się jej i jednym haustem wychyliła kolejnego drinka. – Johny, czy ty widzisz to, co ja? Bardzo proszę, powiedz, że się upiłam i halucynuję, i nasz niski król krainy snów wcale nie powędrował do tego nadętego celebryty – syknęła cicho Charlotte, która była prawdopodobnie jedną z najbardziej nadętych osób na tym przyjęciu.
!weselnedrinki