03.06.2024, 09:54 ✶
- Przykro mi - powiedziała, chociaż nie było wiadomo, czy mówiła to w kontekście poznania jej, czy matki. Raczej matki, bo jej uśmiech nieco zgasł, gdy Charlie wspomniał o tym, że kobieta umarła, gdy był mały. Ostatnie miesiące sprawiały, że zaczynała weryfikować swoją relację z rodzicami. Bo to nie tak, że nie wiedziała, że ją kochają - wiedziała, że jest ich oczkiem w głowie, że się o nią troszczą i po prostu ją kochają. To chyba był właśnie problem: zbyt się troszczyli, byli za bardzo, zbytnio, za dużo. Ale gdy po raz kolejny stawała naprzeciwko osoby, która straciła rodziców lub jednego z rodziców, to siłą rzeczy zmieniała postrzeganie własnej rodziny. Którą przecież miała - i to w komplecie.
Olivia uśmiechnęła się łagodnie do Charlesa i klepnęła go niemal po przyjacielsku po ramieniu.
- Dużo przepraszasz. Trochę jak ja, a mi mówią, żeby tego słowa nie nadużywać, bo potem traci na wartości - powiedziała, starając się trochę rozładować atmosferę, która odrobinę zgęstniała po tym wyznaniu chłopaka. - Jeśli chodzi o fajki, to dobrze że po to nie sięgasz. Ciężko się od tego gówna uwolnić, a jak jeszcze palisz takie, które nie śmierdzą i nie zostawiają posmaku w ustach, to jest to w ogóle prawie niewykonalne. A szkodzą tak samo.
Dodała, upijając łyk piwa. Była przyzwyczajona do smaku piwa z Dziurawego Kotła, więc nawet się nie skrzywiła, gdy alkohol przelał się przez jej przełyk.
- Skål... Śmieszne słowo - pogodny uśmiech wrócił na jej twarz. Ale zaraz zbladł, gdy dotarło do niej, że pytał o wycofanie się z tego cyrku. Skrzywiła się. - W zasadzie to matka mnie zgłosiła. Była... Jak by to powiedzieć. Zaniepokojona tym, że panna w moim wieku jest sama. Ale to było nieporozumienie, nie zdążyłam jej po prostu kogoś przedstawić. W zasadzie to dobrze, że zobaczyłam list ze zgłoszeniem, bo kurczę, mógłby wyjść z tego niezły kwas.
Wyjaśniła, przeczesując rude włosy w zakłopotaniu. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, jak by zareagował Tristan, gdyby się dowiedział, że wzięła w czymś takim udział. Nawet nieświadomie i nie z własnej woli. Bo przecież nie zrobiłaby tu ogromnej sceny, że nie, jednak nie. W sumie sama nie wiedziała, jak by zareagowała. Dobrze, że udało się to zdusić w zarodku.
- Jak chcesz kogoś poznać, to chyba najlepiej na jakimś jarmarku czy coś? Albo w pracy. Ewentualnie na jakimś wystawnym bankiecie, na którym nie wylewają na ciebie piwa.