03.06.2024, 11:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 11:22 przez Millie Moody.)
Leon działał jej na nerwy. No trudno, taka była, kije w dupie działały na nią jak płachta na byka. Strofował ją i pouczał na każdym kroku, na chuj więc podchodził? Mięła w głowie jego wyrzuty i punktowanie tego jak mówi i jak wróży, ale jak już dopierdolił jej własną matką (dobrze, że nie wspomniał o tym, że Miles była półsierotą, bo wtedy by z pewnością poszła lepa w ryj), to tak jej pojechał po ambicji, że sapnęła gniewnie i skupiła złoto kocich oczu na kartach ponownie.
– Okej dupa z Twojego roku tak? Fantastycznie. Ładna chociaż? Nie, na chuj pytam, krukonka, a Ty nie lecisz na jej ryj tylko na intelekt – wywróciła oczami, opierając się na stereotypach, bo czemu nie? – Pewnie razem dostajecie zadyszki wspinając się na te swoją wieżę i nawet nie proponujesz, że poniesiesz jej książki, bo by Cię to kurwa zabiło. – sarknęła złośliwie, wciąż analizując układ, choć nie wątpiła, że zaraz Leon nie będzie wcale chciał go słuchać. Sam zaczął!
– Dobra, no to patrz, patrz jak Twoja kuzynka się na tym kurwa nie zna. Patrz! Jesteś paziem pentakli, ale wyjebanym do góry nogami, więc energia ziemi jest w Tobie przyblokowana. Jesteś głową w dół, zamiast skupiać się na swoich walorach, drążysz wady i to czego Ci brakuje. Chciałbyś o tu paziem buław coś ogarnąć, coś zacząć ale chuja nie wiesz jak się za to zabrać. Dwa paźki to prawie jak Głupiec i jego początek wędrówki, lampisz się na nią i wzdychasz, ale jeszcze nie wszedłeś na porządną drogę ku jakiejkolwiek relacji. Z resztą, to blotki, małe arkana, więc nawet nie uważasz za bardzo, żeby było to cokolwiek istotnego w Twoim życiu.
No oczywiście, że tak uważał. By krukonem, a więc emocje to były wypadki przy pracy, nic więcej. Banda parszywych robotów. Mildred lubiła ściągać od krukonów zadania domowe, podkradać im żarcie i robić kretyńskie dowcipy, ale na dłuższą metę dostawała z nimi w łeb.
– Tu w koronie proszę odwrócona dwójka buław, koleś co nie wie czy ma wyjechać czy zostać w domu więc ostatecznie nic nie robi. To tylko potwierdza mały krzyż. I w korzeniach... – przeniosła palec na mężczyznę z wagą otoczony przez złociste denary oznaczone pentagramem – Cały czas kalkulujesz ile się zaangazować, żeby jak najmniej bolało bo... – tu jej kościsty palec zasadził się na płaczącą w łóżku niewiastę. – Ktoś kiedyś już złamał Ci serce, więc sie nie chcesz kurwa angażować. I prosze trzeci pazio do kompletu, ten z mieczem, jako wpływy które rosną. Ty chcesz se te miłośc porządnie wykalkulować, obliczyć i kurwa podejść do panny z planem emerytalnym i wykazem plusów i minusów ewentualnego związku. I wiesz co mnie najbardziej w tym rozpierdala? – ujęła ostatnią kartę z kielichem nad którym latał gołąb. – Że to zadziała, bo wy krukoni jesteście kurwa wszyscy tacy sami. – żachnęła się. – To nie jest ważne ani dla niej, ani dla Ciebie, pewnie rozstaniecie się za jakiś czas żadnej życiowej lekcji, ja pierdole co za powierzchwona relacja. – sakała zupełnie jakby Leon był już po rozwodzie. – No ale dobra chuj, zyczę Ci udanych łowów Romeo, korzystaj póki los Ci sprzyja, ja muszę iść się uczyć okej? Nie wszystkim rzeczy przychodzą tak łatwo jak kurwa Tobie.
Zgarnęła karty i wrzuciła je niedbale do torby, podobnie jak notes i książkę o tarocie, którą czytała. Była wściekła, gniew rozsadzał ją, choć do końca nie wiedziała dlaczego. Może po prostu zazdrościła kuzynowi, że potrafi być taki elegancki i opanowany, jak ona nigdy. Może wkurwiała ją myśl, że - zgodnie z tym co powiedziały karty - rzeczywiście Leona czeka w miarę pogodny związek, w momencie gdy ona tkwiła tutaj w zamkowych ścianach sama jak palec. Oczywiście nie była sama. Oczywiście miała tonę przyjaciół. Oczywiście.
A jednak czuła dojmująca samotność w sercu i głód dotyku do którego niekomu nigdy by się nawet na torturach nie przyznała. Czuła, że jej serce rozrywane jest brakiem Alastora w okolicy, a wszystkie związki i miłostki przychodzą i odchodzą falami, wodą, której było bardzo mało w układzie dla Leona. Gdy jednak on miał jakieś szanse, ona nawet nie próbowała pytać kart o miłość dla siebie. O nie... to było zbyt... niebezpieczne. Znów zobaczyć bagaż przeszłości, znów zobaczyć nierozwiązane sprawy. Burcząc pod nosem coś między "na razie" a "spierdalaj" poszła sobie z biblioteki. Burza hormonów. Powiedzy. Tylko Mildred z wiekiem nie zamierzało to wcale przechodzić.
– Okej dupa z Twojego roku tak? Fantastycznie. Ładna chociaż? Nie, na chuj pytam, krukonka, a Ty nie lecisz na jej ryj tylko na intelekt – wywróciła oczami, opierając się na stereotypach, bo czemu nie? – Pewnie razem dostajecie zadyszki wspinając się na te swoją wieżę i nawet nie proponujesz, że poniesiesz jej książki, bo by Cię to kurwa zabiło. – sarknęła złośliwie, wciąż analizując układ, choć nie wątpiła, że zaraz Leon nie będzie wcale chciał go słuchać. Sam zaczął!
– Dobra, no to patrz, patrz jak Twoja kuzynka się na tym kurwa nie zna. Patrz! Jesteś paziem pentakli, ale wyjebanym do góry nogami, więc energia ziemi jest w Tobie przyblokowana. Jesteś głową w dół, zamiast skupiać się na swoich walorach, drążysz wady i to czego Ci brakuje. Chciałbyś o tu paziem buław coś ogarnąć, coś zacząć ale chuja nie wiesz jak się za to zabrać. Dwa paźki to prawie jak Głupiec i jego początek wędrówki, lampisz się na nią i wzdychasz, ale jeszcze nie wszedłeś na porządną drogę ku jakiejkolwiek relacji. Z resztą, to blotki, małe arkana, więc nawet nie uważasz za bardzo, żeby było to cokolwiek istotnego w Twoim życiu.
No oczywiście, że tak uważał. By krukonem, a więc emocje to były wypadki przy pracy, nic więcej. Banda parszywych robotów. Mildred lubiła ściągać od krukonów zadania domowe, podkradać im żarcie i robić kretyńskie dowcipy, ale na dłuższą metę dostawała z nimi w łeb.
– Tu w koronie proszę odwrócona dwójka buław, koleś co nie wie czy ma wyjechać czy zostać w domu więc ostatecznie nic nie robi. To tylko potwierdza mały krzyż. I w korzeniach... – przeniosła palec na mężczyznę z wagą otoczony przez złociste denary oznaczone pentagramem – Cały czas kalkulujesz ile się zaangazować, żeby jak najmniej bolało bo... – tu jej kościsty palec zasadził się na płaczącą w łóżku niewiastę. – Ktoś kiedyś już złamał Ci serce, więc sie nie chcesz kurwa angażować. I prosze trzeci pazio do kompletu, ten z mieczem, jako wpływy które rosną. Ty chcesz se te miłośc porządnie wykalkulować, obliczyć i kurwa podejść do panny z planem emerytalnym i wykazem plusów i minusów ewentualnego związku. I wiesz co mnie najbardziej w tym rozpierdala? – ujęła ostatnią kartę z kielichem nad którym latał gołąb. – Że to zadziała, bo wy krukoni jesteście kurwa wszyscy tacy sami. – żachnęła się. – To nie jest ważne ani dla niej, ani dla Ciebie, pewnie rozstaniecie się za jakiś czas żadnej życiowej lekcji, ja pierdole co za powierzchwona relacja. – sakała zupełnie jakby Leon był już po rozwodzie. – No ale dobra chuj, zyczę Ci udanych łowów Romeo, korzystaj póki los Ci sprzyja, ja muszę iść się uczyć okej? Nie wszystkim rzeczy przychodzą tak łatwo jak kurwa Tobie.
Zgarnęła karty i wrzuciła je niedbale do torby, podobnie jak notes i książkę o tarocie, którą czytała. Była wściekła, gniew rozsadzał ją, choć do końca nie wiedziała dlaczego. Może po prostu zazdrościła kuzynowi, że potrafi być taki elegancki i opanowany, jak ona nigdy. Może wkurwiała ją myśl, że - zgodnie z tym co powiedziały karty - rzeczywiście Leona czeka w miarę pogodny związek, w momencie gdy ona tkwiła tutaj w zamkowych ścianach sama jak palec. Oczywiście nie była sama. Oczywiście miała tonę przyjaciół. Oczywiście.
A jednak czuła dojmująca samotność w sercu i głód dotyku do którego niekomu nigdy by się nawet na torturach nie przyznała. Czuła, że jej serce rozrywane jest brakiem Alastora w okolicy, a wszystkie związki i miłostki przychodzą i odchodzą falami, wodą, której było bardzo mało w układzie dla Leona. Gdy jednak on miał jakieś szanse, ona nawet nie próbowała pytać kart o miłość dla siebie. O nie... to było zbyt... niebezpieczne. Znów zobaczyć bagaż przeszłości, znów zobaczyć nierozwiązane sprawy. Burcząc pod nosem coś między "na razie" a "spierdalaj" poszła sobie z biblioteki. Burza hormonów. Powiedzy. Tylko Mildred z wiekiem nie zamierzało to wcale przechodzić.