03.06.2024, 12:20 ✶
Z Laurencem, stolik z drinkami
Ostatnio miała sporo na głowie, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że kiedykolwiek miała luźniejszy tydzień. Pracowała nie tylko w Mungu, ale i zajmowała się bardziej skomplikowanymi przypadkami klątw, które ostatnio spędzały jej sen z powiek. Camille naprawdę starała się zachować rozwagę i dbać o to, by praca nie wypełniała jej większości dni, ale to było okropnie trudne zadanie. Dlatego też, gdy Laurence przysłał sowę z pytaniem, czy zechce iść na ślub Perseusa i Vespery, nie była pewna czy się zgodzić. Czasy, gdy chętnie chodziła na przyjęcia, minęły bezpowrotnie - dlatego też w szpitalu wiedzieli, że jeżeli brakowało rąk do pracy, to mogli śmiało wpisywać w grafik właśnie ją. Teraz jednak, gdy postanowiła dać Laurencowi drugą szansę, pewne przyzwyczajenia innych ludzi musiały ulec zmianie. Odpisała, że z przyjemnością pójdzie na ten ślub, chociaż sama nie była pewna, czy chciała celebrować miłość z mężczyzną, który lata temu złamał jej serce. I to jeszcze u jego rodziny. Ale niepokazanie się byłoby nietaktem, już słyszała wyjca od matki, którego ta by wysłała, gdyby tylko dowiedziała się o weselu. Dopiero później, gdy przeglądała korespondencję, dostrzegła własne zaproszenie. Klamka zapadła już wcześniej, ale teraz po prostu nie można było się wycofać.
Tak więc przyszła, ubrana w długą do kostek czarną sukienkę na cienkich ramiączkach i z niewielkim dekoltem, odsłaniającą plecy. Usta zdecydowała się pociągnąć czerwoną szminką, by wpasować się w kolorystyczną tematykę tego wydarzenia. Bardziej pasowała do pogrzebu niż wesela, lecz w zasadzie czy to poniekąd nie było to samo? Przynajmniej w przypadku Blacka i Rookwoodówny.
Nie miała nic przeciwko, by rozmawiać z innymi czy nawet tańczyć. Wychowała się w rodzinie artystów - to ona się wyłamała i postanowiła podążać swoją ścieżką. Potrafiła jednak poruszać się w tańcu, szlifowała tę umiejętność nie tylko w szkole, ale również podczas różnych przyjęć, które organizowali Delacourowie. Intuicyjnie wyczuwała rytm, a sama sunęła po parkiecie z gracją, co tylko ułatwiał fakt, że przyszła tutaj z mężczyzną, którego tak naprawdę nigdy nie przestała kochać. I mimo iż sama była sceptycznie nastawiona do ślubów w młodym wieku, szczególnie jeżeli kobieta miała porzucić swoją karierę zawodową, tak wyglądało na to, że Camille bawiła się dobrze. W przeciwieństwie do niektórych tu obecnych.
- Myślałam, że wesela w Anglii są... weselsze - szepnęła do Lestrange'a, nachylając się lekko, niby to sięgając po białe wino. Wolała nie mówić głośniej, by nikt nie odebrał tego jako nieprzyjemnej uwagi. Mówiła z lekkim francuskim akcentem, wyraźnie słyszalnym, chociaż nieco już zacierającym się przez fakt, że tyle lat mieszkała w Londynie. - A na pewno że wśród tylu szlachetnych rodzin obejdzie się bez nieprzyjemnych incydentów.
Dodała jeszcze, poprawiając rozpuszczone blond włosy. Przerzuciła je na jedno ramię, nie odstępując Laurenca na krok. Wolałaby nie zostać rzuconą na pożarcie jego rodzinie, bo sama nie do końca wiedziała, na czym stoją i kim dla siebie byli. I wolałaby na razie na to pytanie nie odpowiadać, a na pewno nie obcym jej ludziom.