03.06.2024, 12:59 ✶
Ten niespodziany dotyk nie spotkał się z brakiem reakcji. Wręcz przeciwnie, niemal natychmiast po tym jak palce dotknęły dość gęstej jasnej brody, zatapiając się w niej trochę jakby była nie włosami a futrem, głowa osłabionego mężczyzny opadła na dłoń, z całym ciężarem i pragnieniem bliskości, które się z tym wiązało. Ciężko było stwierdzić, czy w ogóle słyszy co Nikolai do niego mówi, choć błękitne oczy ześlizgiwały się po twarzy chłopaka, pełne spokoju i ufności, jakby teraz tu przykryty kocem nie leżał człowiek, a zwierz jakiś z kniei wyrwany, który w końcu się zorientował, że nie musi się więcej bać.
Ów powtarzana prośba o to co musi zrobić, podszyta desperacją i pragnieniem nie tylko przeżycia, ale gdzieś życia razem, we wspólnoście, bo przecież "nas" miał wrócić do "nich", to było tak nierealnie piękne, że rychło zeszkliło oczy Samuela, któremu nikt nigdy nie zabraniał płakać. Skinął tylko głową, z gardłem zaciśniętym wzruszeniem głową wciąż ciążącą na dłoni, która jeszcze przed kilkoma godzinami była straszliwą łapą próbującą wbić go w ziemię.
W końcu wypił eliksir i sięgnął po różdżkę, a moc przepływającą przez kasztan skrywający włosie testrala przyjął z westchnieniem ulgi. Jego przemiana postępowała płynnie. Zsunął się z kanapy na której leżał, aby jej nie zniszczyć i momentalnie, gdy tylko łapy sięgnęły podłogi zatopił pysk w karku Nikolaia, w miejscu w którym zranił tego, którego chciał teraz widzieć jako swojego brata. Zamiast zębów jednak, pojawił się ciepły, gorący język na przeprosiny bez słów, na opiekę i troskę, której nie miał zasobów wyrazić w ograniczonej ludzkiej formie. Wtulał się w drugi futro ciasno, pomrukując bo słów mu poskąpiono, znów wąchając poznając i ciesząc się z takiej unikatowej chwili, gdy nie przemoc, a więź spoiła dwóch zagubionych chłopców. Ciężkie łapy spoczęły na mniejszym, zdobnym w ciemniejsze umaszczenie niedźwiedziu, uścisk dla człowieka byłby trudny do zniesienia, lecz drugie zwierzę o podobnej jeśli nie tej samej posturze mogło przyjąć je z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Obiecuję
Ów powtarzana prośba o to co musi zrobić, podszyta desperacją i pragnieniem nie tylko przeżycia, ale gdzieś życia razem, we wspólnoście, bo przecież "nas" miał wrócić do "nich", to było tak nierealnie piękne, że rychło zeszkliło oczy Samuela, któremu nikt nigdy nie zabraniał płakać. Skinął tylko głową, z gardłem zaciśniętym wzruszeniem głową wciąż ciążącą na dłoni, która jeszcze przed kilkoma godzinami była straszliwą łapą próbującą wbić go w ziemię.
W końcu wypił eliksir i sięgnął po różdżkę, a moc przepływającą przez kasztan skrywający włosie testrala przyjął z westchnieniem ulgi. Jego przemiana postępowała płynnie. Zsunął się z kanapy na której leżał, aby jej nie zniszczyć i momentalnie, gdy tylko łapy sięgnęły podłogi zatopił pysk w karku Nikolaia, w miejscu w którym zranił tego, którego chciał teraz widzieć jako swojego brata. Zamiast zębów jednak, pojawił się ciepły, gorący język na przeprosiny bez słów, na opiekę i troskę, której nie miał zasobów wyrazić w ograniczonej ludzkiej formie. Wtulał się w drugi futro ciasno, pomrukując bo słów mu poskąpiono, znów wąchając poznając i ciesząc się z takiej unikatowej chwili, gdy nie przemoc, a więź spoiła dwóch zagubionych chłopców. Ciężkie łapy spoczęły na mniejszym, zdobnym w ciemniejsze umaszczenie niedźwiedziu, uścisk dla człowieka byłby trudny do zniesienia, lecz drugie zwierzę o podobnej jeśli nie tej samej posturze mogło przyjąć je z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Obiecuję