Nieco zdziwiona była tym, że Bagshot postanowił ją zaprosić na randkę przez Brennę, bo zupełnie się tego po nim nie spodziewała. Zazwyczaj był dosyć bezpośredni w swoich zamiarach, więc nie do końca jednak jej to do niego pasowało. Może ludzie się zmieniali, czy coś, z drugiej strony tyle razy udało jej się go spławić w czasach nauki w Hogwarcie, że faktycznie mógł poczuć lekki dyskomfort. Jak widać jednak nadal próbował, Yaxley też nieco się zmieniła podczas tych lat, które upłynęły kiedy faktycznie się znali. Tym razem postanowiła się zgodzić, nie wiedzieć czemu, jakby jej życie ostatnio nie było wystarczająco skomplikowane.
Nie do końca wiedziała, czego się spodziewać, randka miała raczej jednoznaczny wydźwięk, jednak wcale nie zakładała, że może się to spotkać nagłym wybuchem wielkiego uczucia. Jej życie było mocno zagmatwane, ciężko w nim było aktualnie znaleźć jakikolwiek sens, decyzje, które podejmowała nie były racjonalne.
Pojawiła się jednak rankiem, drugiego sierpnia na dworcu. Ubrana po mugolsku, skoro Isaac chciał, żeby udawali mugoli to nie zamierzała się sprzeciwiać. Przygotowała się nawet i znalazła w szafie kapelusz, który był całkiem przydatny od chronienia się przed słońcem, wyjątkowo założyła też na siebie długą, hipisowską sukienkę, tylko buty wybrała te co zawsze, nieco zniszczone, ciężkie trapery ze smoczej skóry.
Czekała na mężczyznę przed dworcem, gdzie jeszcze raczyła się ostatnimi zaciągnięciami papierosa.