03.06.2024, 15:03 ✶
- Może ich to kręci - wzruszył ramionami, chociaż nie był jakoś specjalnie entuzjastycznie nastawiony do takiej wersji wydarzeń. Drinki z efektami zawsze były śmiesznym urozmaiceniem wszelkiego rodzaju spędów i nawet był w stanie wybaczyć tego obrzydliwego sierściucha, w którego go zmieniło, ale amortencja? W duchu gratulował sam sobie, że nie klęknął przed Millie na jedno kolano i nie próbował się jej tam oświadczyć, ale może eliksir był w zbyt małym stężeniu, albo to samej Moody czegoś brakowało, żeby rozbujać go do tego stopnia.
Jego samego niekoniecznie te wszystkie zabiegi ze sztuczną miłością bawiły. Czy to w stosunku do niego samego, czy to jeśli chodziło o innych. Nawet jeśli były to pobieżne miłostki na dwie minuty, było w nich coś zwyczajnie niewłaściwego. W nieprzyjemny sposób ocierającego się o zbyt duże próby manipulacji i podporządkowania sobie ludzi. Może wynikało to z samego faktu, że eliksir ten został uznany za władze za niebezpieczny, a może i z tego jak bardzo Atreus nie lubił, gdy ktoś przy nim majstrował.
Grzecznie wyszedł naprzeciw żądaniom Christophera i podsunął mu papierośnicę, nawet mu też go zaraz odpalając za pomocą różdżki. Zamknął puzderko i schował je zaraz do kieszeni, a potem się skrzywił, słysząc co ten miał do powiedzenia.
- Czy ja wiem? Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie - ale kiedy się tak nad tym zastanowił, to z pewną niechęcią chyba musiał przyznać Rosierowi rację. Coś w tym było, nawet jeśli bardzo lubił ładne, dobrze wychowane panny, które z gracją prezentowały się na salonach. Tego typu gusta zdawał się mieć od szczeniackich lat, co zapoczątkowała z przytupem Lorraine, teraz jednak, zaciągając się papierosem i myśląc o Moody, odnosił wrażenie że o wiele bardziej widział się z kimś jej pokroju. Kimś, kto byłby w stanie skopać mu dupę, gdyby zaszła taka potrzeba. Oczywiście, nie nią samą, bo ta wizja była skrajnie głupia i śmieszna.
- Ale co ci powiem, to akurat ja odniosłem wrażenie, że ona nie jest w twoim typie - machnął dłonią, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Nie wiem co by cię mogło w niej zainspirować do ubierania jej, ale zakładam że cokolwiek to było, nie miało wiele wspólnego z tym jak milutka być potrafi - i jak niewybrednie się wysławiać, pierdolić trzy po trzy i zachowywać jakby miała iść zaraz na pięści za najmniejsze przewinienie. Nie wątpił, że obraz Millie był dla niego mocno zniekształcony, ale cholera, no nie miał możliwego podejścia do niej w inny sposób.
- Bardzo ładna. Ta sukienka - pomimo modelki, ale to akurat zostawił dla siebie, uśmiechając się przy tym grzecznie. - Uwierz mi lub nie, ale nie jest to moja typowa praktyka. Chyba musiałaby to być moja narzeczona, a i to mocno zależy - Florence bardzo trafnie spodziewała się po nim właśnie takiego zachowania, a to co miało miejsce na parkiecie... cóż, nawet jeśli trafiłoby na jakąś inną dziewczynę i tak czuł się tak samo zażenowany całą tą sytuacją. Bić się na jarmarku, klubie czy w zaułku to jedno, ale na tego typu imprezie? To był koszmar.
Jego samego niekoniecznie te wszystkie zabiegi ze sztuczną miłością bawiły. Czy to w stosunku do niego samego, czy to jeśli chodziło o innych. Nawet jeśli były to pobieżne miłostki na dwie minuty, było w nich coś zwyczajnie niewłaściwego. W nieprzyjemny sposób ocierającego się o zbyt duże próby manipulacji i podporządkowania sobie ludzi. Może wynikało to z samego faktu, że eliksir ten został uznany za władze za niebezpieczny, a może i z tego jak bardzo Atreus nie lubił, gdy ktoś przy nim majstrował.
Grzecznie wyszedł naprzeciw żądaniom Christophera i podsunął mu papierośnicę, nawet mu też go zaraz odpalając za pomocą różdżki. Zamknął puzderko i schował je zaraz do kieszeni, a potem się skrzywił, słysząc co ten miał do powiedzenia.
- Czy ja wiem? Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie - ale kiedy się tak nad tym zastanowił, to z pewną niechęcią chyba musiał przyznać Rosierowi rację. Coś w tym było, nawet jeśli bardzo lubił ładne, dobrze wychowane panny, które z gracją prezentowały się na salonach. Tego typu gusta zdawał się mieć od szczeniackich lat, co zapoczątkowała z przytupem Lorraine, teraz jednak, zaciągając się papierosem i myśląc o Moody, odnosił wrażenie że o wiele bardziej widział się z kimś jej pokroju. Kimś, kto byłby w stanie skopać mu dupę, gdyby zaszła taka potrzeba. Oczywiście, nie nią samą, bo ta wizja była skrajnie głupia i śmieszna.
- Ale co ci powiem, to akurat ja odniosłem wrażenie, że ona nie jest w twoim typie - machnął dłonią, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Nie wiem co by cię mogło w niej zainspirować do ubierania jej, ale zakładam że cokolwiek to było, nie miało wiele wspólnego z tym jak milutka być potrafi - i jak niewybrednie się wysławiać, pierdolić trzy po trzy i zachowywać jakby miała iść zaraz na pięści za najmniejsze przewinienie. Nie wątpił, że obraz Millie był dla niego mocno zniekształcony, ale cholera, no nie miał możliwego podejścia do niej w inny sposób.
- Bardzo ładna. Ta sukienka - pomimo modelki, ale to akurat zostawił dla siebie, uśmiechając się przy tym grzecznie. - Uwierz mi lub nie, ale nie jest to moja typowa praktyka. Chyba musiałaby to być moja narzeczona, a i to mocno zależy - Florence bardzo trafnie spodziewała się po nim właśnie takiego zachowania, a to co miało miejsce na parkiecie... cóż, nawet jeśli trafiłoby na jakąś inną dziewczynę i tak czuł się tak samo zażenowany całą tą sytuacją. Bić się na jarmarku, klubie czy w zaułku to jedno, ale na tego typu imprezie? To był koszmar.