03.06.2024, 16:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 16:42 przez Christopher Rosier.)
- Przestanie, gdy panna młoda wyzna miłość teściowi. Nie spodziewałbym się czegoś takiego na weselu Blacków akurat. Slughornowie miewają specyficzne poczucie humoru, Prewettowie kochają chaos, ale oni?
Słynęli jako ród ceniący czystą krew, konserwatywny, unikający skandali. Jego przedstawicieli wypalano z drzewa genealogicznego za byle przewinienie, a Chris kojarzył ich z taką idealną Bellatrix czy dumną panią Black, tępiącą szlamy. Nie z kimś, kogo bawiłaby kapibara, pojawiająca się nagle na parkiecie.
Zaciągnął się dymem, a potem jego wzrok padł na obserwujących ich z oddala ludzi. Nie rozpoznał z tej odległości Laurenta, ale już Perseusa owszem.
- Lubię, co mogą zmienić w niej moje suknie. Poza tym podoba mi się, jaki potrafi zasiać chaos. Chciałem pozbyć się pewnej dziewczyny i mi w tym pomogła, a w końcu z nią tańczę, nie się żenię - wyjaśnił, tylko połowicznie mówiąc prawdę. Ciekawiło go do pewnego stopnia to, jak reagowała na niektóre jego projekty - jak patrzyła na leśną suknię i jaki miała wzrok, gdy pokazał jej projekt sporządzony z myślą o niej. Bawiło go jej bezczelność i pewność siebie, którą ani o jotę nie ustępowała jemu.
Christopher obstawiałby, że Millie może być w gustach Atreusa, bo drobna, o twarzy elfa, miała tę delikatną urodę - całkiem podobną do Elaine Delecour, a i wpisującą się w ten sam typ Changówny czy Malfoyówny. Jasne, nie była damą czystej krwi, ale przecież część dziewczyn Atreusa niekoniecznie gościła głównie na salonach. (O naiwności, Christopher nie miał pojęcia, że jakaś Changówna też właśnie ich obserwuje!) Sam zwyczajnie ze strony bicia pięściami czy przekleństw... Miliie Moody nigdy nie poznał. Wyzwała go raz, gdy wkurwiony warczał na nią, że go wystawiła, a ona wykrzyczała, że leżała w śpiączce. W ich głowach tkwił zupełnie inny obraz tej dziewczyny, którą poznali z zupełnie innych stron.
Pewnie gdyby zaczęli znajomość od wiązanek przekleństw i pięści, myślałby o tańczeniu z nią dokładnie to samo, co Bulstrode.
– Czekaj, jak to szło… „Atreus Bulstrode bije Philipa Notta kutasem”? – zakpił lekko, cytując jeden z nagłówków, na jakie natknął się niedawno. – Ale właściwie to nawet wierzę. Po tobie spodziewałbym się raczej, że poczekasz aż taki delikwent wyjdzie i pobijesz go gdzieś, gdzie nikt nie przeszkodzi – mruknął, ostatni raz zaciągnął się papierosem i wypuścił go, a potem zdeptał. Dalej był trochę zirytowany na Atreusa, ale szkolna znajomość i naćpanie amortencją działały na jego korzyść.
Postanowił więc, że chwilowo pozłości się głównie na Blacków.
– Najwyraźniej twój prawy sierpowy nie zrobił wrażenia na Mildred, ale przyciągnął inną pannę – powiedział, wskazując na dziewczynę, w której nie miał szans rozpoznać Maeve Chang. – A ja mam zamiar wyjaśnić sobie parę rzeczy z panem młodym – dodał, skinął mu głową i ruszył w stronę Perseusa i Laurenta… może nie wypadałoby robić Panu młodemu awantury na jego własnym weselu, ale w końcu to na tym weselu serwowano drinki niebezpieczne dla zdrowia. Psychicznego (Chris wzdragał się na myśl o tym, że mógłby się oświadczyć na przykład jakiejś kelnerce czy o zgrozo, kelnerowi) i fizycznego (to oko dalej bolało: Atreus miał niestety naprawdę bardzo mocny cios).
Słynęli jako ród ceniący czystą krew, konserwatywny, unikający skandali. Jego przedstawicieli wypalano z drzewa genealogicznego za byle przewinienie, a Chris kojarzył ich z taką idealną Bellatrix czy dumną panią Black, tępiącą szlamy. Nie z kimś, kogo bawiłaby kapibara, pojawiająca się nagle na parkiecie.
Zaciągnął się dymem, a potem jego wzrok padł na obserwujących ich z oddala ludzi. Nie rozpoznał z tej odległości Laurenta, ale już Perseusa owszem.
- Lubię, co mogą zmienić w niej moje suknie. Poza tym podoba mi się, jaki potrafi zasiać chaos. Chciałem pozbyć się pewnej dziewczyny i mi w tym pomogła, a w końcu z nią tańczę, nie się żenię - wyjaśnił, tylko połowicznie mówiąc prawdę. Ciekawiło go do pewnego stopnia to, jak reagowała na niektóre jego projekty - jak patrzyła na leśną suknię i jaki miała wzrok, gdy pokazał jej projekt sporządzony z myślą o niej. Bawiło go jej bezczelność i pewność siebie, którą ani o jotę nie ustępowała jemu.
Christopher obstawiałby, że Millie może być w gustach Atreusa, bo drobna, o twarzy elfa, miała tę delikatną urodę - całkiem podobną do Elaine Delecour, a i wpisującą się w ten sam typ Changówny czy Malfoyówny. Jasne, nie była damą czystej krwi, ale przecież część dziewczyn Atreusa niekoniecznie gościła głównie na salonach. (O naiwności, Christopher nie miał pojęcia, że jakaś Changówna też właśnie ich obserwuje!) Sam zwyczajnie ze strony bicia pięściami czy przekleństw... Miliie Moody nigdy nie poznał. Wyzwała go raz, gdy wkurwiony warczał na nią, że go wystawiła, a ona wykrzyczała, że leżała w śpiączce. W ich głowach tkwił zupełnie inny obraz tej dziewczyny, którą poznali z zupełnie innych stron.
Pewnie gdyby zaczęli znajomość od wiązanek przekleństw i pięści, myślałby o tańczeniu z nią dokładnie to samo, co Bulstrode.
– Czekaj, jak to szło… „Atreus Bulstrode bije Philipa Notta kutasem”? – zakpił lekko, cytując jeden z nagłówków, na jakie natknął się niedawno. – Ale właściwie to nawet wierzę. Po tobie spodziewałbym się raczej, że poczekasz aż taki delikwent wyjdzie i pobijesz go gdzieś, gdzie nikt nie przeszkodzi – mruknął, ostatni raz zaciągnął się papierosem i wypuścił go, a potem zdeptał. Dalej był trochę zirytowany na Atreusa, ale szkolna znajomość i naćpanie amortencją działały na jego korzyść.
Postanowił więc, że chwilowo pozłości się głównie na Blacków.
– Najwyraźniej twój prawy sierpowy nie zrobił wrażenia na Mildred, ale przyciągnął inną pannę – powiedział, wskazując na dziewczynę, w której nie miał szans rozpoznać Maeve Chang. – A ja mam zamiar wyjaśnić sobie parę rzeczy z panem młodym – dodał, skinął mu głową i ruszył w stronę Perseusa i Laurenta… może nie wypadałoby robić Panu młodemu awantury na jego własnym weselu, ale w końcu to na tym weselu serwowano drinki niebezpieczne dla zdrowia. Psychicznego (Chris wzdragał się na myśl o tym, że mógłby się oświadczyć na przykład jakiejś kelnerce czy o zgrozo, kelnerowi) i fizycznego (to oko dalej bolało: Atreus miał niestety naprawdę bardzo mocny cios).