W tym momencie nie dziwił się czemu Bartholomeus stosował wobec Anthony'ego takie, a nie inne metody. Może sam by nigdy nie podniósł ręki na niego, ale zaczynał powoli rozumieć jak bardzo irytujące takie zachowanie mogło być. Księżniczka... Od razu zaczęło się przewijać przez jego myśli. Czego on nie rozumiał? Próbowali mu przecież wytłumaczyć to w jakiś normalny sposób. Tak, aby zrozumiał z czego wynikają pewne rzeczy. Nikt nie chciał dla niego źle.
"o ja przepraszam, wybuchłem, zupełnie niepotrzebnie..." słowa wypowiadane przez młodego Borgina trzeba było wziąć z pewną, bardzo dużą dozą nieprawdy. Każdy kto go znał wiedział, że Anthony właśnie się wkurwił. Rzucał w ten swój ostentacyjny sposób odpowiedziami, sugerując, że "nic się nie stało", chociaż prawda była oczywiście inna. Kolejne słowa które wypowiedział tylko to podkreślany. Tosiek był po prostu obrażony - na Stanleya, na Roberta, na nich, na cały świat. Ot, taki wielce był dorosły, a nie rozumiał podstawowych zasad, które działały na tym świecie.
Sprawy w Ministerstwie. Oczywiście, że tak. Najlepszy sposób wymówki. Najłatwiejszy sposób wymówki. Po co stawiać czoło pewnych rzeczom, kiedy można było uciec. A to Stanleyowi sugerowano taki obrót spraw. Że to podobno on uciekał od odpowiedzialności. Od tego, co było nieuniknione. Tylko czy tak było naprawdę? Zwłaszcza, kiedy miało się cały pryzmat i ogląd na dwóch Borginów w tym momencie.
- Jasne. Czemu nie - dodał ze zrezygnowaniem na odchodne, chcąc podsumować nieco słowa swojego kuzyna - Ty również bywaj. Uważaj jak tam będziesz pędził do Ministerstwa... - rzucił jeszcze ciszej zanim Anthony zdążył zniknąć. Po tym wszystkim wpatrywał się w swój talerz przez dłuższą chwilę, zastanawiając się nad tym wszystkim co tu się wydarzyło. Czy to wszystko było konieczne? Czy Robert naprawdę nie mógł najpierw ustalić jakiejś wersji ze Stanleyem? Tak, aby dużo wolniej wprowadzić młodszego Borgina w to wszystko?
- Tak to sobie wyobrażałeś? - zapytał, podnosząc wzrok w kierunku swojego ojca - Bo ja nie - odparł w zasadzie za siebie, chociaż chyba też odrobinę za niego - Przejdzie mu prędzej czy później. Zawsze przechodzi. Nie ma co się za bardzo przejmować - usprawiedliwiał zachowanie przyszłego nestora swojego rodu - Po prostu jest to dla niego duży szok i nie potrafi sobie jeszcze z nim poradzić. Jutro czy pojutrze pewnie go odwiedzę i spróbuje mu to lepiej wytłumaczyć. Może coś rozjaśnić - westchnął, biorąc mały łyk ze szklanki. Kurwa, że to tak musiało wyjść Zadręczał się odrobinę, ale przynajmniej stanął za Tośkiem i spróbował go jakoś obronić - wytłumaczyć. Stanley nie chciał, aby Robert miał najmłodszemu z ich trójki za złe takie zachowanie. Czy były ku temu podstawy? Oczywiście, ale może powinni dać mu taryfę ulgową?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972