Brak werbalnej odpowiedzi trochę go zmartwił. Chciał to usłyszeć. Chciał mieć pewność, że Samuel zrozumiał. Że jego słowa dotarły do uszu i umysłu drugiego animaga. Nie zabierał ręki, kciukiem głaszcząc jego brodę i policzek, czekając, czy Samuel mu odpowie.
Skinienie głową było tak bardzo niesatysfakcjonujące, ale musiało mu starczyć. Kim był, by wymagać? By zmuszać kogokolwiek do składania jakichkolwiek obietnic? Przełknął gorycz i przyjął tę smutną myśl, że będzie musiał wierzyć, że to skinienie głową wystarczy. Że chociaż nie usłyszał wyraźnego Obiecuję, to Samuel zapamięta, że byli ludzie... Był ktoś, kto będzie na niego czekał. Kto będzie się o niego martwił, kto będzie czekał na jakiekolwiek wieści od niego. Kto rzuci się na jego szyję, gdy wróci, ale będzie rozpaczał, jeśli... Nie, to nie był czas na ponure myśli. Te należało zostawić żonom, których mężowie ruszali na wojnę.
Podniósł się z kanapy i cofnął, by dać Samuelowi miejsce, gdzie jego ciało ulegało przemianie. Czubek mahoniowej różdżki nacisnął na jasną skórę, i świat jakby nabrał intensywniejszych kolorów, gdy to zwierzęce oczu, nie ludzkie, przyjmowały wizję świata, salon zrobił się cieplejszy, gdy osłaniało go futro, nie naga skóra. Ciężkie łapy opadły na podłogę, policzek otarł się o ten, należący do drugiego niedźwiedzia, którego ciepły język gładził jego futro, a czuły nos kodował w pamięci jego zapach.
Oby tylko Vlad teraz niespodziewanie nie zszedł
Dwa niedźwiedzie, splątane w zwierzęcym uścisku, z nosami wtulonymi w futra o podobnym, lecz nie takim samym ubarwieniu, powoli opadły na podłogę, jak na najwygodniejsze łóżko. Ogień w kominku powoli przygasał, zalewając salon półmrokiem, który wzywał do zamknięcia oczu i odpłynięcia w Krainę Morfeusza.
Nikolai jeszcze długo po Samuelu nie zamykał oczu. Bezsenność miała to do siebie, że nigdy nie wiadomo było, kiedy po zamknięciu oczu i ponownym ich otwarciu nastanie ranem, a kiedy gwiazdy wziąć będą zdobić niebo, jak cekiny czarną suknię. Cały dzień przetrwał ze świadomością, że ta noc nie była tą, która pozwoli mu na kojący sen, ale teraz, gdy leżał w swojej niedźwiedziej skórze, wtulony w... brata?... czuł, jak jego powieki zaczynają mu ciążyć.
Jego brat. Nawet w jego głowie to brzmiało... dziwnie... Tak kojąco, gdy ciepło rozlewało się powoli po jego całym ciele.
Miał starszego i młodszego brata, z którymi łączyła go krew. Starszego nigdy jednak nie chciał nazywać "bratem", język zawsze z trudem wypychał to słowo, jakby było jadem. Z młodszym... Grigorij i Galina byli uroczymi maluchami, ale wkrótce zostaną zepsuci przez ogrom zasad i dziwną manię, jakby spaczenie, ojca, a Nikolaia nawet tak nie będzie, by ich uratować.
Miał rodzeństwo, z którym dzieliła go krew, ale teraz, gdy tak leżał obok drugiego animaga, miał wrażenie, że Samuel jest mu bliższy, niż oni.
Jego niedźwiedzi brat.
I nie waż się złamać danego słowa. Będę na ciebie czekał.