Norka nikogo nie namawiała, aby próbował jej wypieków, rozumiała, że ktoś może nie mieć ochoty w danej chwili sięgać po słodycze. Jeśli być szczerym to panna Figg należała do tych osób, które same jakoś specjalnie nie przepadały za słodkim smakiem. Zdarzało jej się sięgać po słodycze, ale zazwyczaj był to moment, w którym była zdenerwowana i zajadała te uczucie. Także zdawała sobie sprawę, że nie jest jedyna i na pewno są też osoby, jak ona.
- Jak Pan sobie życzy, jakby coś proszę wołać, gdyby naszła ochota na coś więcej.- Zdarzało jej się znikać na zapleczu, w końcu musiała również dopilnować kuchni, wolała więc uprzedzić mężczyznę, że jakby coś po prostu zawołał. Mógł nie wiedzieć o tym, że Figg zajmuje się tu dosłownie wszystkim, a wolałaby aby zbyt długo nie czekał. Jeszcze by się zraził i tu więcej nie przyszedł, a nie o to w końcu jej chodziło.
Norka zrobiła sobie wielki kubek herbaty i usiadła na krześle przy ladzie. Dmuchała na gorący napój, aby go nieco ostudzić. Upiła powoli łyk napoju. - To podobnie do mnie, chociaż myślałam, że może trochę się zmienił, jak widać jednak na załączonym obrazku nie do końca miałam rację. - Figg nie przestawała obserwować muzyka, który nadal próbował jakoś przygotować się do występu. Miała nadzieję, że dalsza część pójdzie gładko. Oby się nie przeliczyła. Może powinna jednak zainwestować w kogoś bardziej profesjonalnego, albo nie zapraszać tu nikogo więcej poza Saurielem - w jego przypadku wiedziała, że potrafi wszystkim się zająć bez rozwalania połowy cukierni.
- Może i nie opuści, ale czy ktoś będzie na niego czekał do tych godzin nocnych? - Podzieliła się swoimi wątpliwościami. Szczerze w to wątpiła, Jack chyba nie cieszył się zbyt ogromną publicznością. - Nie byliśmy sobie specjalnie bliscy, spotykaliśmy się na korytarzach Hogwartu, gdy byliśmy dziećmi, jakoś tak wyszło, że kiedyś mu pomogłam, opowiadał o tym, jak to świetnie gra. Nigdy nie było mi dane tego zobaczyć, widzę jednak, że w tej dziedzinie jest równie niezdarny, co we wszystkich pozostałych. - Powinna się była tego spodziewać i brać raczej z przymrużeniem oka opowieści Jacka o tym, jaki to z niego nie jest wspaniały muzyk. - Skoro już tak sobie gawędzimy o naszym wspólnym znajomym, to - wyciągnęła rękę zza lady, musiała się dość mocno wychylić, aby dosięgnąć - Jestem Nora, Figg... - Postanowiła się przedstawić.