Deniz o mnie pytałą? Twoja mama była zaskoczona? Nie dowierzał w to co słyszał. To wszystko brzmiało co najmniej jakby miał dostać jakieś zaproszenie na urodziny Pandory w Turcji, a ktoś za wszelką cenę postarał się aby to zaproszenie nie dotarło do jego własnych rąk. Gdyby dostał ów zaproszenie to przecież nie odmówiłby Prewettównie i pojawiłby się na miejscu aby celebrować jej święto - A miałem przyjść? - dopytał z widocznym zaskoczeniem na zaistniałą sytuację. Narracje przedstawiona przez Turczynkę wyzwalała chęć na zadanie kilku jak nie kilkunastu pytań. Hjalmar musiał się jednak powstrzymać - to były jej urodziny. Nie należało psuć humoru głupimi pytaniami - Tak, nie pamiętałbym o nich, a później zostałbym zamordowany przez sen albo Twoje abraksany... Podziękuje bardzo. Już wolę pamiętać te kilka cyferek, niż podjąć takie ryzyko - zaśmiał się. Nie mógł jej tego zrobić. Może i twierdziła, że nie musiał pamiętać ale prawda była zupełnie inna - każdy lubił jak ktoś pamiętał o ich urodzinach. Sam Nordgersim był również zadowolony kiedy do jego rąk trafił pakunek przyniesiony przez Brynjólfura - Postaram się zapamiętać - zapewnił i pokiwał głową na znak zrozumienia. Nie chciał jakoś wykorzystywać haków na innych ludzi ale dobrze było je znać na wszelki wypadek. Zwłaszcza kiedy rozchodziło się o kobiety, gdzie argument siły i prawej pięści był nie do użycia.
Co by nie mówić, Prewettówna mówiła prawdę. Nie robili takich literek dla każdego, a już na pewno nie takie z grawerem gdzie nie było ani grama magii użytego do jej stworzenia. Bez dwóch zdań można było określić jej złote "P" jako coś unikatowego - biały kruk pośród jubilerstwa. Nordgersim spędził przecież kilkanaście godzin, próbując dojść do perfekcji w stworzeniu tego łańcuszka. Bo o ile sam łańcuszek był prosty do wykonania, tak grawer na literce był prawdziwą udręką - Mhm... - rzucił jakby chciał powiedzieć "nie strasz, nie strasz"... ale jak się miało za chwilę okazać, były to prorocze słowa. Z Hjalmara nie był żaden koneser, a jedynie pomniejszy alkoholik. I co by nie mówić to Azjatka sobie dobrze to wymyśliła, że dodała akurat do szampana, wszak tego pił najmniej i aż tak dobrze nie znał smaku tego trunku. Gdyby rozchodziło się o wódkę, bimber czy cokolwiek innego, byłby w stanie wyczuć jakiś niecodzienny smak. A tak to nie pozostało mu nic innego jak zaakceptować swój los. Los o którym nie miał pojęcia.
- Bo Pandora jest tam, a nie tutaj... Ciężko tak się wzdycha na odległość - przyznał, pozostając w swojej bańce nieświadomości na otoczający go świat. Było mu bardzo przyjemnie. Ignorował wszystko co było wokół. Liczyła się tylko Prewettówna i Akane, chociaż ta druga trochę mu przeszkadzała w obserwacji - Tak? Proste? Powiedz... Proszę - poprosił tak ładnie jak tylko potrafił. To mogły być informacje, których właśnie potrzebował! To mogło przechylić szalę zwycięstwa na jego stronę. Czuł w głębi duszy, że to jest ten brakujący element układanki - Coś czego się nie spodziewa? - powtórzył po niej, wydając głośny pomruk zastanowienia - Czy jeżeli zdejmę koszulę to tego się nie spodziewa? - zaproponował, spoglądając na błękit swojego odzienia. Momentalnie jednak, widząc guziki, przypomniał sobie jak ciężko się walczy z tym cholerstwem i że najchętniej to by ją rozerwał, zamiast je rozpinać - A jakbyś mogła mi pomóc? - powrócił do Azjatki, łapiąc się za swoją brodę. W końcu miał kogoś kto grał z nim do jednej bramki... Szkoda, że nie wiedział o jednym, małym fakcie - to była gra Akane, w której ona rozdawała karty i zmieniała zasady wedle własnego uznania. Nie było mowy o honorowej i uczciwej rozgrywce.
Jak Hjalmar miał reagować szybciej kiedy jego gwiazda przybyła do niego samego i siedziała obok, a wręcz na nim? Gotował się po prostu w środku, co powodowało, że musiał gdzieś oddać nadprogramową ilość ciepła, która przy jego rozmiarach była po prostu ogromna. Na spokojnie byłby w stanie ogrzać jakieś nieduże pomieszczenie, stając w nim w takim stanie jak teraz. Czy w takim razie można było uznać go za przenośny grzejniczek? - Mhmm - potwierdził po raz kolejny słowa Pandory aby Akane miała pewność, że tak rzeczywiście jest. Bo przecież było. Był zajęty, ponieważ na jego kolanach siedziała Prewettówna - więc nic nie mógł z tym faktem zrobić ale prawdę mówiąc to nawet nie chciał. Stan Nordgersima nie pozwalał mu na zbyt dużą percepcję, a przynajmniej na taką, dzięki której byłby w stanie zauważyć jej zaróżowione policzki - Widzisz... - zwrócił się do czarnowłosej - Mówiłem, że do mnie przyszła... Wiedziałem to. Nie po to ją tyle wzrokiem ściągałem... - powrócił do wzrokiem do swojej gwiazdki - Nie... Tylko kilka lampek.. Czuje... Czuję się świetnie. Po prostu tak długo siedzę i czekam... A Ty nawet nie reagujesz na mnie - przyznał zaraz po tym kiedy został zapytany. Mówił wszystko jak na jakiejś świętej spowiedzi. Zupełnie jakby to było coś normalnego.
Widząc jak Pandora wsunęła swoje gazele nogi w szpilki, wiedział, że musi reagować szybko. Lada moment, lada chwilę, wstanie i ucieknie od niego... Pogrążając go w rozpaczy - No próbujesz mnie opuścić... A dopiero przyszłaś... Co nie tak zrobiłem? Powiedz mi proszę - powtórzył, błagając wręcz o tą drugą szansę. Hjalmarowi naprawdę zależało aby otrzymać chociaż cień szansy. Chichot Akane nie robił na nim żadnego wrażenia. Prawdę mówiąc nawet go nie słyszał, po prostu go ignorując - A co ze mną? Nie zostawiaj mnie... Proszę... Może być nawet trzecia szansa - przechylił głowę na bok, starając się przechylić szalę na swoją stronę. Jego kita również opadła mu ramie. Tak. Sukienka przepiękna Pokiwał głową na zgodę - Nie wściekaj się... To moja wina - przyłożył dłoń do piersi, a następnie opuścił głowę w dół. Islandczyk starał się odpokutować swoje winy, kiwając ją raz do przodu, raz do tyłu - jakby był w jakimś transie albo w trakcie modłu. Wsłuchiwał się dalej w rozmowę dwójki kobiet, wyłapując po trochu sens ich zdań, chociaż to przychodziło mu z wielkim problemem. Pójść w lewo albo prawo? Ale ja nie chcę nigdzie iść. Tu mi dobrze Podniósł głowę chcąc sprawdzić czy jego gwiazda zamierzała dać mu rzeczywiście kolejną szansę.
Słysząc, że trzeba coś odkręcić, wiedział, że to jest jego szansa. To był ten moment, którego potrzebował. Okazja, która pozwoli mu zabłysnąć przed Pandorą - Dajcie tę butelkę... Ja ją odkręcę - zapewnił obie damy, czekając aż do jego rąk trafi obiekt ich rozważań. Butelka to był dla niego pikuś, a on nie mógł pozwolić aby któraś z nich - zwłaszcza Prewettówna - pokaleczyła sobie dłonie, próbując nierównej walki z korkiem od szampana. Kiedy poczuł brązowe tęczówki na swojej twarzy, odwrócił się w jej kierunku, pozwalając aby i jego niebieskie - choć zmęczone i zamglone - tęczówki spojrzały na nią - Nie.. Tu mi dobrze. Po co mam iść do domu jak jesteś tutaj Ty? - zapytał, nie oczekując żadnej odpowiedzi. Widząc jednak jej reakcje, zaczął rozumieć, że musiał ją bardzo zirytować swoim zachowaniem. Ale ja przecież nie chciałem źle... Próbował to z siebie wykrztusić ale nie dał rady - otworzył po prostu usta i wydał z siebie bezgłośny dźwięk - Jakie kłopoty? Nie ma żadnych kłopotów tak długo jak się na mnie obrażasz i ze mną rozmawiasz - zapewnił Pandorę. Nie robiła mu żadnych problemów czy kłopotów. Świetnie się bawił! Wypił kilka lampek szampana jak prawdziwy dżentelmen. Miał swoją gwiazdę, która dawała mu atencję. Czego mógł chcieć więcej od życia? - Nie przejmuj się. Przednia impreza - dodał, wstając po chwili i łapiąc ją za rękę - Chodź, zobaczymy na prezent skoro już jesteś. Bardzo się napracowałem... I to specjalnie dla Ciebie - powiedział, a natępnie spojrzał na jej buty - Dasz radę w tym iść czy mam Cię zanieść? - zapytał, wzdychając ponownie na jej widok kiedy po raz kolejny spojrzał na jej twarz.