Czy była to wrodzona wyrozumiałość, czy może zwykła świadomość, że żyli nie w tym kraju, w którym się urodzili i wychowali, tego już można było się tylko domyślać. W końcu "co kraj, to obyczaj" - Nikolai już chyba przywykł do tego szoku kulturowego na tyle, by szczęka nie opadała mu na każdą napotkaną "inność".
Nikolai nie znał za bardzo właściwości aloesu. Coś tam słyszał, że jego miąższ ma właściwości bardzo nawilżające, ale niespecjalnie się w to wczytywał. Wiedział jednak, że gadzinę ciężko jest zabić, nie żeby próbował, co w przypadku Nikolaia było bardzo dobrą cechą na pierwszą roślinkę do hodowania.
Kolejny łyk kawy, głowa opadła lekko w bok, gdy wzrok przesuwał się z bandaży na długie paznokcie.
-Właściwie z jakiego powodu są takie długie? Nie przeszkadza ci to na co dzień? Znaczy... Nie zrozum mnie źle, są ładne, ale... Nie byłoby ci wygodnie z krótkimi? Nie, żebym cię namawiał do ścinania ich, czy coś - dodał szybko, co by jakiegoś nieporozumienia nie zacząć.
To nie była jego sprawa, czy paznokcie Neila będą długie, czy krótkie, ale było to ciekawe. Wśród mężczyzn raczej nie było modne noszenie długich paznokci albo po prostu wielu rzeczy jeszcze w Anglii nie widział. Ciekawość jednak była domeną młodości i czasami nie pozwalała na trzymanie języka za zębami.
-Niby tak, ale przecież obiecałem, że ci ją dam, jeśli klątwa nie będzie niebezpieczna. I... Co to jest ta "hiena cmentarna"? - nie przypominał sobie, by słyszał wcześniej to określenie, a brzmiało bardzo... ciekawie.
Pytanie nie było zadane w złej intencji, a więc złym pytaniem nie było. Ot, zwykła kontynuacja rozmowy. Nikolai już chciał odpowiedzieć, kiedy zdarzył się herbaciany wypadek i Nikolai podskoczył odruchowo, gdyby herbata miała go ochlapać i oparzyć. Ta jednak skapnęła na kant stołu i sam jego blat, gdy szklanka znalazła się bezpiecznie na stole.
-Nic cię nie stało, zdarza się. Nie oparzyłeś się? - wstając, zerknął jeszcze szybko na dłonie Neila, upewniając się, że ciepły napój nie chlapnął na jego skórę, parząc ją.
Przyniósł ścierkę, ale nie dał jej Neilowi, jak drugi chłopak prosił. W końcu był gościem - nie mógł pozwolić gościowi sprzątać, kiedy sam będzie siedział, prawda? Starł straconą herbatę ze stołu i zerknął jeszcze na dywan, ale ten szczęśliwie uniknął ochlapania.
-Podobno na świecie jest mnóstwo tradycji i przesądów. Gdzieś musi być taki, według którego rozlanie herbaty przynosi szczęście - palnął, żeby Neil nie czuł się przypadkiem źle.
To nie był dom Vitaliiego Petrova, by robić ze zwykłego wypadku awanturę.
-Mój stryj załatwia jakieś swoje sprawy i pewnie wróci dopiero wieczorem. A twoja rodzina? Mieszkasz gdzieś niedaleko?