Hjalmar nie był wielkim mistrzem gotowania. Nawet zdarzało mu się przypalić wodę w niektórych momentach, a co dopiero zrobić jakieś wytrawne danie. O nie - to nie było na jego nerwy.
- Wierzę na słowo - zapewnił. Nie dało się ukryć, że z ich dwójki to właśnie Pandora miała większy gust w kwestii dań, ponieważ Nordgersim preferował po prostu mięso. Wiele mięsa. Mięso w każdej formie.
Skoro nie denerwowała się tym, to czym? Nie musiała się bać o niego - on się nie bał. Był odważny i co miał mu zrobić jakiś tam czarnoksiężnik? Jeżeli by go spotkał i miałby możliwość pomóc go złapać, to przecież by się nie zgodził. Nie zawahałby się chociaż na sekundę. Czy było to lekkomyślne? Trochę tak. Czy było to odważne? Tak - głupio odważne. Niestety on już tak miał i niewiele mogło zmienić jego nastawienie.
Jego uwadze nie umknęła odrobina zmieszania Prewettówny, ale nic z tym faktem nie zrobił. Zapewne wynikało to z jej podejścia do świata i miłości do drugiego człowieka oraz tego jak bardzo się przejmowała wszystkim. Nim, swoją rodziną, całym światem. Pandora była po prostu taką dobrą duszyczką, która nie pasowała do tego świata. Dużo lepiej sprawowałaby się w którymś z boskich panteonów.
- Pewnie masz rację... - zgodził się z trochę przygaszonym humorem - Dobrze. Będę uważał - pokiwał głową. W zasadzie to zgodził się tylko z jednej sprawy - nie chciał jej denerwować, ani sprawiać, aby czuła się źle. Nie chciał też, aby się martwiła. I tak już pewnie miała tego za dużo na głowie - nie warto było dorzucać jej kolejnych problemów.
- Dziękuje - odparł z pogodnym uśmiechem. Hjalmar doceniał, że chciała pomóc Ivarowi i Njali, a przede wszystkim małej Lisie. W końcu byli dla niego jak rodzina, a Turczynka nie musiała im wcale pomagać. Niby taki mały gest, a jednak bardzo duży. Nie każdy mógł sobie pozwolić na jakieś sztuczki czy inne magiczne prototypy. Wziąć to, dodać męża Aurora i był prawdziwy duet ochronny. Coś wspaniałego!
- Chcę, abyś po prostu na siebie uważała. To działa w dwie strony. Skoro ja mam uważać na siebie, Ty musisz zrobić to samo - odbił piłęczkę, przedstawiając jej ofertę bez możliwości odrzucenia. Znaczy w teorii mogła, ale i tak by tego nie zrobiła. Trochę się już znali i Nordgersim był skłonny obstawić w ciemno swoją rękę, że tak by się własnie stało.
Brenna zawsze była zajęta. Zawsze miała pełno rzeczy do roboty. Ona po prostu nie potrafiła się nudzić albo nie potrafiła odpoczywać. Któreś z tych musiało być odpowiedzią na to wszystko. Robiła bardzo dobrą robotę - ale na brodę samego Merlina - mogła odpocząć trochę.
- Hah! Pewnie tak. Nie mógł skosztować dobrych kanapek na ciepło i tak się właśnie skończyło - zaśmiał się pod nosem, ponieważ było to na swój sposób zabawne. Pomyśleć, że jedna kanapka w tę czy we wtę i tak to się właśnie kończyło - Pewnie koło dziewiętnastej. Może dwudziestej? Coś na pewno da radę wykombinować - zapewnił, biorąc gryza tej swojej ciepłej kanapki. W końcu nie chciał skończyć jak ten cały Czarny Pan czy jak mu tam było.