03.06.2024, 20:13 ✶
Niech mu kiedyś pokaże ten aloes, to się dowie do czego go używać. Może nawet da mu jakieś swoje rośliny, nieco bardziej wymagające, na przykład takie, które jednak raz na tydzień wypadałoby podlać, bo krzaków w jego mieszkaniu nie brakuje.
Pytania dla rozwinięcia wypowiedzi? Tak, no właśnie na tym polega rozmowa. Zapomniał na chwilę. Musiał rozmawiać częściej z ludźmi w normalnych warunkach. Do tego to dopytywanie o jego stan i zachowania było... ciekawe. Nie chciał całej ten uwagi, dostawanie jej go zaskakiwało.
-Może. Kiedyś nie miałem takich długich, ale nimi wygodniej rozkopuje się ziemię gdy nie ma nic obok, łatwiej rozdziela się zioła. No i podoba i się dźwięk jaki wydają gdy uderza się nimi o blat i dużo przyjemniej się nimi drapie.- zwykłe, prozaiczne rzeczy, nad którymi nie bardzo się zastanawiał.- No i możesz podrapać kogoś, jak cię napadną.- zaśmiał się, przypominając sobie, jak bardzo na nic mu się paznokcie nie przydały, gdy w uliczce rzucono na niego czar i okradziono. Sobie podrapał w wyobraźni. A niewygoda odeszła na dalszy plan, owszem, czasem dam się dźgnie paznokciem, rękawiczki jak powiedziane też są problematyczne, ale kiedy żyje się z takimi paznokciami już jakiś czas przestaje się zwracać uwagę na nie.
Pokiwał głową. Jeśli nadal chciał mu dać lalkę, to chętnie ją przyjmie, ma tylko nadzieję, że nie daje jej na siłę.
-To ktoś kto okrada groby, bo zmarli często są chowani w drogich ubraniach z ulubioną biżuterią... Ale tak myślę, że ja cię z lalki nie okradam i nie jesteś zwłokami, więc, to powiedzenie nie ma sensu tutaj.- nie ma, prawda? Chyba, że w przenośni czy coś, ale... nie, nadal nie.
Palnął pytanie i zaraz trochę się wszystko posypało, a raczej wylało. Wstał gotów posprzątać po sobie, do tego zestresował się jeszcze widząc, jak on wstaje, no i po co wstaje?
-Nie, nie, z resztą to tylko kropla.- zamachał głową na boki. Skapnęło mu coś na skórę, ale były to takie ilości herbaty, co wystygły w trakcie lotu i reki dotknęły będąc już ledwo ciepłe. Z poczuciem winy patrzył, jak Nikolai idzie po ścierkę, jak wyciera rozlanie, jak ogląda dywan, by ocenić czy jeszcze jakieś straty wywołał. Nie wydawał się być zły mimo wszystko, a Neil dopiero po chwili zaczął się zastanawiać, czemu właściwie miałby być zły. To tylko herbata i to nie rozlało się aż tak wiele. Głupoty myślał, oj głupoty. Zaciśniętymi ustami uśmiechnął się na jego mówienie o szczęściu.
-To jak tłuczenie naczyń przez nowożeńców.- dodał. Niszczenie czegoś w ramach życzenia szczęścia, brzmiało, jak ciekawa tradycja.
Uniósł jedną brew na historię o wuju i nawet poczuł ulgę, że mężczyzna wróci dopiero wieczorem. Czemu dziwnie się czuł z myślą, że mógłby go spotkać? Może to ten dom pusty, bez wyrazu osobistego dawał mu takie wrażenie, że mało kto jest tu mile widziany.
-Tak, kawałek stąd, godzinę samochodem około.-zaczął, nadal stojąc przy stoliku, nie wiedząc, czy ma siąść czy nie. Może pójdzie odnieść ścierkę? Chyba już nie powinien dotykać tej herbaty.-Moja mama pracuje z domu, wiesz, jaka jest praca na wsi. Niby człowiek nie wyjeżdża nigdzie, ale cały czas coś robi, a to krowami się trzeba zająć, a to pole zaorać, zebrać kamienie, rośliny, wyjść do lasu, coś naprawić.-w końcu przysiadł niezręcznie na krawędzi kanapy.-Jadę ich odwiedzić właśnie, znaczy jechałem rano, teraz jestem tu, ale... No, narobiłem dla nich maści i kadzideł, wiesz, trzy osoby zużywają tego dużo, jak co chwila coś się trafia przy takiej pracy. Bo moja mama, mój tata i jego siostra mieszkają razem.- dodał, co chwila coś mu umykało.- Nie mogę się trochę doczekać, aż do nich pojadę. Londyn nie jest zły, ale co chwila coś pod oknem słychać i powietrze tam jest inne. Poza tym z rodzicami planujemy powoli wycieczkę, tego też się doczekać nie mogę. Byłeś kiedyś za granicą? Znaczy, pewnie byłeś, na pewno, ale tak na wycieczkę?- po akcencie słyszał, że nie był stąd, do tego imię, no i to, że nie był z Hogwartu też wiele mówiło. Może powinien zacząć mu zadawać bardziej personalne pytania, aby coś więcej wiedzieć o nim, na przykład jego wiek, skąd właściwie jest, gdzie mieszka na stałe, co robił wtedy w Londynie.
Pytania dla rozwinięcia wypowiedzi? Tak, no właśnie na tym polega rozmowa. Zapomniał na chwilę. Musiał rozmawiać częściej z ludźmi w normalnych warunkach. Do tego to dopytywanie o jego stan i zachowania było... ciekawe. Nie chciał całej ten uwagi, dostawanie jej go zaskakiwało.
-Może. Kiedyś nie miałem takich długich, ale nimi wygodniej rozkopuje się ziemię gdy nie ma nic obok, łatwiej rozdziela się zioła. No i podoba i się dźwięk jaki wydają gdy uderza się nimi o blat i dużo przyjemniej się nimi drapie.- zwykłe, prozaiczne rzeczy, nad którymi nie bardzo się zastanawiał.- No i możesz podrapać kogoś, jak cię napadną.- zaśmiał się, przypominając sobie, jak bardzo na nic mu się paznokcie nie przydały, gdy w uliczce rzucono na niego czar i okradziono. Sobie podrapał w wyobraźni. A niewygoda odeszła na dalszy plan, owszem, czasem dam się dźgnie paznokciem, rękawiczki jak powiedziane też są problematyczne, ale kiedy żyje się z takimi paznokciami już jakiś czas przestaje się zwracać uwagę na nie.
Pokiwał głową. Jeśli nadal chciał mu dać lalkę, to chętnie ją przyjmie, ma tylko nadzieję, że nie daje jej na siłę.
-To ktoś kto okrada groby, bo zmarli często są chowani w drogich ubraniach z ulubioną biżuterią... Ale tak myślę, że ja cię z lalki nie okradam i nie jesteś zwłokami, więc, to powiedzenie nie ma sensu tutaj.- nie ma, prawda? Chyba, że w przenośni czy coś, ale... nie, nadal nie.
Palnął pytanie i zaraz trochę się wszystko posypało, a raczej wylało. Wstał gotów posprzątać po sobie, do tego zestresował się jeszcze widząc, jak on wstaje, no i po co wstaje?
-Nie, nie, z resztą to tylko kropla.- zamachał głową na boki. Skapnęło mu coś na skórę, ale były to takie ilości herbaty, co wystygły w trakcie lotu i reki dotknęły będąc już ledwo ciepłe. Z poczuciem winy patrzył, jak Nikolai idzie po ścierkę, jak wyciera rozlanie, jak ogląda dywan, by ocenić czy jeszcze jakieś straty wywołał. Nie wydawał się być zły mimo wszystko, a Neil dopiero po chwili zaczął się zastanawiać, czemu właściwie miałby być zły. To tylko herbata i to nie rozlało się aż tak wiele. Głupoty myślał, oj głupoty. Zaciśniętymi ustami uśmiechnął się na jego mówienie o szczęściu.
-To jak tłuczenie naczyń przez nowożeńców.- dodał. Niszczenie czegoś w ramach życzenia szczęścia, brzmiało, jak ciekawa tradycja.
Uniósł jedną brew na historię o wuju i nawet poczuł ulgę, że mężczyzna wróci dopiero wieczorem. Czemu dziwnie się czuł z myślą, że mógłby go spotkać? Może to ten dom pusty, bez wyrazu osobistego dawał mu takie wrażenie, że mało kto jest tu mile widziany.
-Tak, kawałek stąd, godzinę samochodem około.-zaczął, nadal stojąc przy stoliku, nie wiedząc, czy ma siąść czy nie. Może pójdzie odnieść ścierkę? Chyba już nie powinien dotykać tej herbaty.-Moja mama pracuje z domu, wiesz, jaka jest praca na wsi. Niby człowiek nie wyjeżdża nigdzie, ale cały czas coś robi, a to krowami się trzeba zająć, a to pole zaorać, zebrać kamienie, rośliny, wyjść do lasu, coś naprawić.-w końcu przysiadł niezręcznie na krawędzi kanapy.-Jadę ich odwiedzić właśnie, znaczy jechałem rano, teraz jestem tu, ale... No, narobiłem dla nich maści i kadzideł, wiesz, trzy osoby zużywają tego dużo, jak co chwila coś się trafia przy takiej pracy. Bo moja mama, mój tata i jego siostra mieszkają razem.- dodał, co chwila coś mu umykało.- Nie mogę się trochę doczekać, aż do nich pojadę. Londyn nie jest zły, ale co chwila coś pod oknem słychać i powietrze tam jest inne. Poza tym z rodzicami planujemy powoli wycieczkę, tego też się doczekać nie mogę. Byłeś kiedyś za granicą? Znaczy, pewnie byłeś, na pewno, ale tak na wycieczkę?- po akcencie słyszał, że nie był stąd, do tego imię, no i to, że nie był z Hogwartu też wiele mówiło. Może powinien zacząć mu zadawać bardziej personalne pytania, aby coś więcej wiedzieć o nim, na przykład jego wiek, skąd właściwie jest, gdzie mieszka na stałe, co robił wtedy w Londynie.