03.06.2024, 20:48 ✶
Przy wejściu do ogrodów.
Z Atreusem i Maeve.
– Myślę, że oboje doskonale wiedzieli, że ich nie unikną.
Błyskawiczny ślub po rozwodzie sugerował, że Perseus nigdy nie był żonie wierny albo że w grę wchodziły dzieci, a i mały Regulus Black w ogrodach wykrzyczał to, co chodziło po głowie niektórych gości.
Postarała się znów dostosować do rytmu, dokończyć taniec: zbiegając z parkietu teraz tylko zwróciłaby na siebie większą uwagę. Jedynie pewna sztywność ramion i ślad czerwieni na policzkach, powoli znikającej, trudne do dostrzeżenia dla kogoś poza Morpheusem, świadczyły o tym, że nie bawiła się już tak dobrze, jak chwilę temu. Z pewną ulgą zeszła jednak z parkietu i zmierzyła spojrzeniem osoby, do których odezwał się Longbottom. Leviathana kojarzyła bardzo przelotnie, Septimy właściwie wcale – mignęła jej wczoraj na parkiecie w ramionach Niewymownego, ale i nie mogła być pewna, czy to ta sama osoba. Nie odezwała się więc, a jedynie skinęła im uprzejmie głową, nim powędrowali dalej.
– Rozumiem. Nie krępuj się – powiedziała krótko. Normalnie może i uznałaby to za pewien nietakt, ale po pierwsze Morpheus nie musiał pozostawać u jej boku przez cały wieczór, po drugie, to była dobra okazja, aby sprawdzić, co ostatecznie stało się z bratem. Nie miała pojęcia, czy wyprowadzono jego i drugiego chłopaka, by usunąć ich z wesela, czy może jeszcze tu wrócą i przede wszystkim chciała wiedzieć, co tu się właściwie wydarzyło. Nim znikła z sali, obejrzała się jeszcze za „panną w brzoskwiniowym”, ale była niemal pewna, że nigdy jej nie spotkała i chociaż ta niewątpliwie wyglądała ładnie, Florence nie rozumiała, dlaczego stała się powodem takiego zamieszania. To w końcu nie był wiejski festyn, na którym nie dziwna była bójka o dziewczynę.
Możliwie dyskretnie więc skierowała się ku wyjściu, licząc, że może napotka jeżeli nie brata, to przynajmniej kogoś z ochrony i będzie mogła spytać, dokąd odeskortowano tych dwóch hultajów.
Nie musiała jednak zaczepiać obcych ani nawet wychodzić do ogrodów.
- Atreusie. Właśnie cię szukałam – oświadczyła, podchodząc do brata i mierząc go bardzo uważanym spojrzeniem, a potem zwróciła na moment wzrok na kobietę, z którą popijał drinki. Kuzynka Amelia Bulstrode pozostawała Florence zupełnie obca. Szansa na dyskretną rozmowę właśnie umarła w powijakach. – Kim jest twoja towarzyszka? Dobry wieczór.
Z Atreusem i Maeve.
– Myślę, że oboje doskonale wiedzieli, że ich nie unikną.
Błyskawiczny ślub po rozwodzie sugerował, że Perseus nigdy nie był żonie wierny albo że w grę wchodziły dzieci, a i mały Regulus Black w ogrodach wykrzyczał to, co chodziło po głowie niektórych gości.
Postarała się znów dostosować do rytmu, dokończyć taniec: zbiegając z parkietu teraz tylko zwróciłaby na siebie większą uwagę. Jedynie pewna sztywność ramion i ślad czerwieni na policzkach, powoli znikającej, trudne do dostrzeżenia dla kogoś poza Morpheusem, świadczyły o tym, że nie bawiła się już tak dobrze, jak chwilę temu. Z pewną ulgą zeszła jednak z parkietu i zmierzyła spojrzeniem osoby, do których odezwał się Longbottom. Leviathana kojarzyła bardzo przelotnie, Septimy właściwie wcale – mignęła jej wczoraj na parkiecie w ramionach Niewymownego, ale i nie mogła być pewna, czy to ta sama osoba. Nie odezwała się więc, a jedynie skinęła im uprzejmie głową, nim powędrowali dalej.
– Rozumiem. Nie krępuj się – powiedziała krótko. Normalnie może i uznałaby to za pewien nietakt, ale po pierwsze Morpheus nie musiał pozostawać u jej boku przez cały wieczór, po drugie, to była dobra okazja, aby sprawdzić, co ostatecznie stało się z bratem. Nie miała pojęcia, czy wyprowadzono jego i drugiego chłopaka, by usunąć ich z wesela, czy może jeszcze tu wrócą i przede wszystkim chciała wiedzieć, co tu się właściwie wydarzyło. Nim znikła z sali, obejrzała się jeszcze za „panną w brzoskwiniowym”, ale była niemal pewna, że nigdy jej nie spotkała i chociaż ta niewątpliwie wyglądała ładnie, Florence nie rozumiała, dlaczego stała się powodem takiego zamieszania. To w końcu nie był wiejski festyn, na którym nie dziwna była bójka o dziewczynę.
Możliwie dyskretnie więc skierowała się ku wyjściu, licząc, że może napotka jeżeli nie brata, to przynajmniej kogoś z ochrony i będzie mogła spytać, dokąd odeskortowano tych dwóch hultajów.
Nie musiała jednak zaczepiać obcych ani nawet wychodzić do ogrodów.
- Atreusie. Właśnie cię szukałam – oświadczyła, podchodząc do brata i mierząc go bardzo uważanym spojrzeniem, a potem zwróciła na moment wzrok na kobietę, z którą popijał drinki. Kuzynka Amelia Bulstrode pozostawała Florence zupełnie obca. Szansa na dyskretną rozmowę właśnie umarła w powijakach. – Kim jest twoja towarzyszka? Dobry wieczór.