To było miłe ze strony Stelli, że chciała zadbać o coś takiego. O ten mały gest, którym było przyniesienie szampana czy innego trunku, tylko po to, aby mogli potem świętować. Taki mały gest, który niby nie znaczył zbyt wiele i w zasadzie można było doszukiwać się większego sensu w tym wszystkim, ale czy było to potrzebne? Stanley nie doszukiwał się w tym żadnych podprogowych wiadomości czy drugiego dna.
Nie wyczuwając żadnych złych zamiarów w jej słowach, po prostu się uśmiechnął, a następnie pokiwał przecząco głową. Nie chciał jej fatygować, a zresztą z jej talentem - to było pewne, że coś dostanie od gawiedzi, która przybyła obejrzeć jej koncert.
Trunek, którym mieli się za chwilę raczyć miał po prostu sponiewierać, a nie jakoś szczególnie smakować. Oczywiście to była tylko i wyłącznie interpretacja Borgina, który tak podchodził do wszelkiej maści alkoholu. Tak też było ze zdobycznym szampanem.
- Po wstępnych oględzinach brzmi jakby nas nie oszukali - zgodził się. Nadal jednak czekał na opinię Avery odnośnie smaku tego alkoholu.
I na to nie musiał zbyt długo czekać. Stella zaraz zrobiła minę, która mówiła więcej, niż 1000 słów - "to nie jest najlepszy trunek". Obserwował bacznie czy nie będzie potrzebowała pomocy, a w międzyczasie odebrał od niej butelkę.
- Czyżby nas jednak oszukali? - uśmiechnął się pod nosem. Nie czekał jednak ani chwili dłużej, aby samemu spróbować "tego". Ohydne ale z procentami Podsumował we własnych myślach. W ogólnym rozrachunku nie było takie złe, ale na co dzień nie mógłby tego spożywać.
Stanley jednak pociągnął jeszcze jednego łyka, a później jeszcze jeden. No i jeszcze jeden. Jakoś tak mu to wchodziło. Może od tego przepitego przełyku, który akceptował alkohol w każdej formie? Istniała duża szansa.
- Wiesz, jakimś ekspertem od tego typu relacji może nie jestem... Ale ten jegomość to dziwnie się zachowywał jak na kogoś, kto "nic nie chciał" - ponownie zaakcentował ostatnią część zdania - Ktoś mądry kiedyś powiedział, że "Nasuwa mi się ponura, cyniczna refleksja, że miłosne cierpienia mają więcej wspólnego z urażoną dumą niż poczuciem straty". I jak mam być szczery, to gość właśnie wydaje się mieć urażoną dumę, bo ktoś go odrzucił? - wzruszył ramionami, bo co innego miał zrobić? Pójść po właściciela, aby z nim to wszystko wyjaśnić? A może od razu mu sprzedać cios z bańki na głowę.
Stanley zaczął jednak odpływać do własnych myśli, które go w tym momencie całkowicie zabrały. Powiedzieć, że stracił kontakt z rzeczywistością to jak nie powiedzieć nic.
Szybko zmienił jednak swój sposób myślenia - zapomniał o tym całym właścicielu, który nie znał kroków i nie mógł za nimi nadążyć. Mieli się dobrze bawić i spędzić miło czas. Aż zaczął zastanawiać się czy może nie powinni wyjechać gdzieś po za Londyn? Może do Kornwalii? Z dala od tego całego zgiełku? Na miejscu mogliby się wkręcić na jakiś lokalny ślub czy inne wydarzenie, co z umiejętnościami Stelli nie powinno być jakoś szczególnie trudne. A dalej co? To prostsze, niż się mogło wydawać. Taniec, życie, śpiew. W końcu czy życie nie było jednym, wielkim tańcem? A może trzeba było zwolnić z tego wielkomiejskiego tanga, aby móc oddać się wioskowej potańcówce? Docenić to co się miało? Sprawić, aby cały świat nie miał znaczenia, a ich taniec miałby być ostatnią rzecz na tym świecie? Zatracić się w tym wszystkim - to brzmiało jak plan. Reszta nie miałaby przecież wtedy najmniejszego znaczenia, a te wszystkie zazdrosne oczy byłyby nagrodą na poniesiony trud. W końcu jak można było nazwać ich inaczej, niż gapiów, którzy nie wnosili więcej, niż całe nic do ogółu sprawy.
Borgin mógłby przysiąść, że słyszy rytm muzyki. Że słyszy te obcasy, które odbijają się od ziemi. Że słyszy dźwięki przyrody, których nie brakowało przecież na wsiach czy polach. I wszystko było pięknie, bo taniec trwał, aż nagle został przerwany - przez niego samego, ponieważ ocknął się ze swojego przebłysku. Ze swoich myśli.
- Mówiłaś coś? - zapytał, mrugając kilkukrotnie - Przepraszam. Na chwilę się zamyśliłem - dodał jako swoje usprawiedliwienie, wyciągając butelkę w jej stronę. Całkowicie zapomniał, że przecież Avery to nie smakowało jakoś szczególnie dobrze.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972