Nie było czasu dłużej przyglądać się zmieniającemu wyrazowi twarzy swoich towarzyszy, kiedy czas trochę grał rolę i trzeba było coś zrobić, działać, myśleć nad kolejnymi rozwiązaniami. Mógłby ich zostawić, ruszyć dalej, ale nie chciał już tak szybko mieć problemy z Ministerstwem, gdyby coś im się stało. Musiałby składać raport. Dlatego też teleportował się przed Atreusa, aby w razie niepowodzenia zaklęć rozpraszających urok, klątwę, bronić drogi przed nimi, lub ruszać dalej.
Trudno stwierdzić, czy zaklęcia podziałały. Na jednego i na drugiego. Od razu zmian nie było widać. Mógł spróbować ponownie, gdyby nie dobiegający za jego plecami ruch kamieni, skał? Odwrócił się przodem do słyszanego dźwięku. Woń czarnej magii bardzo była odczuwalna. Znana. Dla niego akceptowalna. Wtedy wyłoniła się postać. "Inferius…" – pomyślał, święcie będąc przekonanym, co ma przed sobą. Nie bał się go. Nie czuł lęku. Śmierć w innej postaci tutaj zawitała. Mógł być przekonany w tym, że mogli mieć do czynienia z jakimś czarnoksiężnikiem tego miejsca. Bardzo chętnie by spróbował oswoić to stworzenie, ale niestety nie miał czasu, aby teraz robić za jego niańkę. Machnął różdżką, aby rzucić w jego kierunku zaklęcie Incendio. Światło i ciepło rzucone na te stworzenia to jedyne, czym można je przegonić, albo upiec na ruszcie skalnym.
Będąc skupionym na Inferiusie, nie zaobserwował zmian zachodzących u swoich towarzyszy.
Rzut na kształtowanie, aby użyć zaklęcia do przepędzenia, pokonania Inferiusa.
Sukces!
Krytyczna porazka