03.06.2024, 23:18 ✶
No tak, mało kto przejmował się zwierzętami, szczególnie kiedy jakaś tajemnicza siła tego miejsca albo kompletnie psuła mu cały wyjazd, albo sprawiała że stawiał się najlepszym czasem w całym życiu. Może w ta magia tego miejsca wcale nie była aż taka złożona i potrzebowała zwyczajnie istot żywych, żeby funkcjonować, a może chodziło coś co było zdolne odczuwać złożone emocje. Przydałoby im się w tym momencie jakieś towarzystwo, żeby ich przepytać wszystkich jak leci, tak samo fioletowych jak i czarnych, to może wtedy udałoby im się dojść do jakichś spójnych wniosków, zamiast głowić się nad czymś czemu przyjrzeli się tylko przelotnie.
Bulstrode zamrugał, spoglądając najpierw na Stewarda, a potem wzdłuż ścieżki, do rosnącego przed nimi grzyba czerni, próbując dopatrzeć się czegoś co faktycznie ich łączyło, tak jak mówił towarzyszący mu mężczyzna. Ale nie ważne jak wytężał wzrok, widział dokładnie to samo co wcześniej. Poczuł ukłucie zawodu, trochę nie rozumiejąc początkowo dlaczego akurat Patrick był tutaj specjalny, ale ufał jego słowom. Nie było w tym momencie niczego, co sugerowałoby że mógłby go okłamać, bo przecież nie był tą przewrotną Moody, która tylko czekała, niby to ledwo przytomna od leków, by zbić mu nóż w plecy.
Im dalej w las, tym przyroda zdawała się zmieniać. Tak samo jak otaczająca ośrodek zieleń była świeża i energicznie pięła się ku górze, tak z każdym kolejnym krokiem krzewy i drzewa marniały. Ich sylwetki ciemniały, a podłoże pozbawione było roślinności. Nie zauważył tego od razu, ale kiedy wreszcie zdał sobie z tego sprawę, przyjął tę zmianę z lekkim niepokojem. Chyba zwyczajnie nie spodziewał się, że działająca tutaj siła mogła aż tak wypaczyć to miejsce. Nie kiedy nie tak daleko tętniło życie.
- Ostatnie ostrzeżenie żeby nie iść dalej? - mruknął, patrząc na zbite gałązki jagodowego krzewu. - Może tak to zadziałało w naszym przypadku - zgodził się, bez problemu przystając na tę opcję, nawet jeśli natrętnie ocierała się o niewygodny temat. Westchnął ciężko. - Mam wrażenie, że trafienie do limbo bardziej dotknęło moich bliskich niż mnie. I tym bardziej drażni mnie to, biorąc pod uwagę jak powoli przychodzi nam zbieranie kolejnych informacji - kłamał tylko trochę, bo gdzieś w głębi uważał, że nie ważne jak bardzo martwiła się o niego Florence, Orion czy rodzice, nie byli oni w stanie wyobrazić sobie tego, jak bardzo go to męczyło. Atreus miał wprawę w chowaniu tego, co było dla niego niewygodne. Wiedział, że ich bliskich także dotykała jego tragedia, ale był zbyt egoistyczny by dojść w pełni do porozumienia z faktem, że ich ból był jak najbardziej pełnoprawny i na miejscu. To on był tutaj ofiarą. To był przede wszystkim jego problem, a jednocześnie w koszmarny sposób prześladowały go słowa Laurenta z początku czerwca. Że nie pozwalał sobie pomóc i że robił za mało. - Powiem Florence, żeby wysłała ci eliksiry o które ją poprosiłem. Imituje ciepłotę ciała, ale prawdę powiedziawszy to sztuczka bardziej dla innych, niż dla nas. Nie zmienia to zimna w środku - dłonie świerzbiły go, żeby sięgnąć po papierosy i zapalić, dlatego szybko sięgnął po paczkę. Odpalał tego papierosa, jakby miał cały dostępny pod słońcem czas, aż wreszcie zebrał się w sobie, znowu wypuszczając ciężko powietrze. - Boję się, że cokolwiek nie zrobimy już tacy zostaniemy - jego głos brzmiał pusto, jakby na ten jeden moment odstawił emocje całkowicie na bok. Trochę tak było, bo kiedy o tym myślał zwyczajnie wzbierała w nim złość. A teraz nie mógł pozwolić sobie na tego typu rozterki.
- Trzy lata temu. Hmm... warto by było przejrzeć jakieś tutejsze archiwum.
W oddali zamajaczyła przed nimi sylwetka kościelnych ruin i Bulstrode mimowolnie uśmiechnął się pod nosem na ten widok. Już krypta wydawałaby się bardziej właściwa niż pełnoprawna budowla sakralna. Miejsca kultu miały jakąś dziwną atmosferę zadumy i powagi, która utrzymywała się nawet kiedy niszczały, a to z kolei wprawiało go w dziwny nastrój. Jakby nie wszystko było w tym miejscu właściwe, nawet jeśli rządzące nim bóstwo pewnie już dawno odwróciło spojrzenie w inną stronę.
- Rytuału? - zapytał, unosząc lekko brew i zerkając na Patricka kątem oka. No ładnie. Nie no super, świetnie wręcz. Jakaś jego część nie miała prawa się spodziewał tej rewelacji. Nigdy. No bo kto to widział, żeby jego siostra pozwoliła sobie na tego typu zabawy? Miłosne rytuały, serio Florence? Ale z drugiej strony czy był w jej życiu inny mężczyzna, który był jej tak bliski jak Patrick? Atreus mógł nieszczególnie dbać o to, by Stewarda poznać, ale wiedział o nim wystarczająco dużo by zdawać sobie sprawę z tego jak ważny był dla jego siostry. - Czekaj moment chwileczkę, bo ja chyba nie nadążam - potrząsnął głową. W sumie to bardzo by chciał w tym momencie, żeby jego umysł był zbyt wolny, bo to co rodziło się w jego głowie to było chyba za dużo. - Powiedziała mi jedną rzecz i... czy to ty się jej oświadczyłeś na Beltane? - zapytał, trochę podejrzliwie przyglądając się aurorowi.
Bulstrode zamrugał, spoglądając najpierw na Stewarda, a potem wzdłuż ścieżki, do rosnącego przed nimi grzyba czerni, próbując dopatrzeć się czegoś co faktycznie ich łączyło, tak jak mówił towarzyszący mu mężczyzna. Ale nie ważne jak wytężał wzrok, widział dokładnie to samo co wcześniej. Poczuł ukłucie zawodu, trochę nie rozumiejąc początkowo dlaczego akurat Patrick był tutaj specjalny, ale ufał jego słowom. Nie było w tym momencie niczego, co sugerowałoby że mógłby go okłamać, bo przecież nie był tą przewrotną Moody, która tylko czekała, niby to ledwo przytomna od leków, by zbić mu nóż w plecy.
Im dalej w las, tym przyroda zdawała się zmieniać. Tak samo jak otaczająca ośrodek zieleń była świeża i energicznie pięła się ku górze, tak z każdym kolejnym krokiem krzewy i drzewa marniały. Ich sylwetki ciemniały, a podłoże pozbawione było roślinności. Nie zauważył tego od razu, ale kiedy wreszcie zdał sobie z tego sprawę, przyjął tę zmianę z lekkim niepokojem. Chyba zwyczajnie nie spodziewał się, że działająca tutaj siła mogła aż tak wypaczyć to miejsce. Nie kiedy nie tak daleko tętniło życie.
- Ostatnie ostrzeżenie żeby nie iść dalej? - mruknął, patrząc na zbite gałązki jagodowego krzewu. - Może tak to zadziałało w naszym przypadku - zgodził się, bez problemu przystając na tę opcję, nawet jeśli natrętnie ocierała się o niewygodny temat. Westchnął ciężko. - Mam wrażenie, że trafienie do limbo bardziej dotknęło moich bliskich niż mnie. I tym bardziej drażni mnie to, biorąc pod uwagę jak powoli przychodzi nam zbieranie kolejnych informacji - kłamał tylko trochę, bo gdzieś w głębi uważał, że nie ważne jak bardzo martwiła się o niego Florence, Orion czy rodzice, nie byli oni w stanie wyobrazić sobie tego, jak bardzo go to męczyło. Atreus miał wprawę w chowaniu tego, co było dla niego niewygodne. Wiedział, że ich bliskich także dotykała jego tragedia, ale był zbyt egoistyczny by dojść w pełni do porozumienia z faktem, że ich ból był jak najbardziej pełnoprawny i na miejscu. To on był tutaj ofiarą. To był przede wszystkim jego problem, a jednocześnie w koszmarny sposób prześladowały go słowa Laurenta z początku czerwca. Że nie pozwalał sobie pomóc i że robił za mało. - Powiem Florence, żeby wysłała ci eliksiry o które ją poprosiłem. Imituje ciepłotę ciała, ale prawdę powiedziawszy to sztuczka bardziej dla innych, niż dla nas. Nie zmienia to zimna w środku - dłonie świerzbiły go, żeby sięgnąć po papierosy i zapalić, dlatego szybko sięgnął po paczkę. Odpalał tego papierosa, jakby miał cały dostępny pod słońcem czas, aż wreszcie zebrał się w sobie, znowu wypuszczając ciężko powietrze. - Boję się, że cokolwiek nie zrobimy już tacy zostaniemy - jego głos brzmiał pusto, jakby na ten jeden moment odstawił emocje całkowicie na bok. Trochę tak było, bo kiedy o tym myślał zwyczajnie wzbierała w nim złość. A teraz nie mógł pozwolić sobie na tego typu rozterki.
- Trzy lata temu. Hmm... warto by było przejrzeć jakieś tutejsze archiwum.
W oddali zamajaczyła przed nimi sylwetka kościelnych ruin i Bulstrode mimowolnie uśmiechnął się pod nosem na ten widok. Już krypta wydawałaby się bardziej właściwa niż pełnoprawna budowla sakralna. Miejsca kultu miały jakąś dziwną atmosferę zadumy i powagi, która utrzymywała się nawet kiedy niszczały, a to z kolei wprawiało go w dziwny nastrój. Jakby nie wszystko było w tym miejscu właściwe, nawet jeśli rządzące nim bóstwo pewnie już dawno odwróciło spojrzenie w inną stronę.
- Rytuału? - zapytał, unosząc lekko brew i zerkając na Patricka kątem oka. No ładnie. Nie no super, świetnie wręcz. Jakaś jego część nie miała prawa się spodziewał tej rewelacji. Nigdy. No bo kto to widział, żeby jego siostra pozwoliła sobie na tego typu zabawy? Miłosne rytuały, serio Florence? Ale z drugiej strony czy był w jej życiu inny mężczyzna, który był jej tak bliski jak Patrick? Atreus mógł nieszczególnie dbać o to, by Stewarda poznać, ale wiedział o nim wystarczająco dużo by zdawać sobie sprawę z tego jak ważny był dla jego siostry. - Czekaj moment chwileczkę, bo ja chyba nie nadążam - potrząsnął głową. W sumie to bardzo by chciał w tym momencie, żeby jego umysł był zbyt wolny, bo to co rodziło się w jego głowie to było chyba za dużo. - Powiedziała mi jedną rzecz i... czy to ty się jej oświadczyłeś na Beltane? - zapytał, trochę podejrzliwie przyglądając się aurorowi.