04.06.2024, 01:49 ✶
W odpowiedzi na jego wątpliwości, to Bulstrode wzruszył teraz ramionami. Byli aurorami, tak? A pracą aurorów było mierzenie się właśnie z czarnoksiężnikami. Znajdowanie ich i łapanie, ewentualnie upewnienie się że nikogo już nie skrzywdzą, ale to w skrajnych sytuacjach. Pułapki? Cóż, musieli się z tym liczyć, ale Atreus ani trochę nie wyglądał, jakby go w ten sposób przedstawiona sytuacja miała zniechęcać. Może się nawet trochę ucieszył.
- Mam wrażenie, że stara się tak nie myśleć. A przez to tego nie mówić - powiedział ostrożnie. Nie przypominał sobie, żeby Longbottom wypowiedziała do niego podobne słowa i nawet jej się szczególnie nie dziwił. Przewidywanie śmierci swoich przyjaciół nie było czymś, do czego człowiek się garnął, a Atreus miał wrażenie, że Longbottom walczyła o każdy skrawek informacji wręcz rozpaczliwie. Chodziło o jej przyjaciółkę i przyjaciela. Chodziło o Mavelle, którą chyba traktowała jak rodzoną siostrę. Jeśli Bulstrode miałby wskazać z całej czwórki kogoś, kim przejmowała się najmniej, to był to on, a nie Steward, ale pewnie w tym momencie mogliby się o to nawet pobić, a Patrickowi i tak nie przybyłoby rozumu. - Tak, wspominała mi o swojej lipcowej wycieczce - powiedział, mimowolnie odwzajemniając jego uśmiech. Ale auror nie miał go przecież za co przepraszać. Oboje tkwili w tym po uszy i wieści Brenny, nawet jeśli nie były najlepsze, wciąż były... jakieś. Powoli, ale metodycznie przesuwały ich do przodu. - Tak się zastanawiałem; podczas Beltane Voldemort użył kamieni? Tych katalizatorów które świeciły w ziemi. Co jeśli samo spróbowanie odzyskanie tej energii w Samhain nie wystarczy? Co jeśli też potrzebujemy czegoś o podobnej mocy, żeby w ogóle umożliwić tę próbę? Próbowałem w ogóle rozmawiać z Arcykapłanem, po tym jak Isobell Macmillan zamknęli w Lecznicy Dusz, ale niewiele to zmieniło. Wiesz, chodziło o to jak właściwie mnie stamtąd wyciągnęli, bo liczyliśmy na to, że może da to jakieś wskazówki - westchnął, czując jak cała ta sytuacja ciąży mu tym bardziej im dłużej o niej rozmawiają, ale mimo wszystko nie wycofał się. - Zazdroszczę optymizmu.
- Może to zwyczajnie ważne dla niego miejsce? Albo niektóre kościoły posiadają chyba jakieś katakumby, może coś tam łatwiej schować? Zgaduję że cokolwiek wpływa na to miejsce i jest powiązane z przedmiotem, potrzebowało w miarę bezpiecznego miejsca do umieszczenia. Kościół to miejsce święte, mało kto rozbierze je cegła po cegle - równie dobrze mogli w tym momencie rzucać kośćmi, o to który z nich może mieć rację, a i tak pewnie upadłaby na ściance, której żaden z nich nie obstawił. - W sumie... podobno tu żywe trupy miały biegać, a gdzie łatwiej o zwłoki jak na cmentarzu lub katakumbach? - tknęło go nagle, że w sumie mieli w tym lesie nie być sami, a do tej pory chyba nic nie zwróciło ich uwagi między tymi drzewami. Było cicho i spokojnie.
Na wzmiankę o palach i amortencji w herbacie, Atreus zwyczajnie roześmiał się w głos, a w końcu i potarł twarz, ostatecznie przecierając mocniej oczy.
- Ja pierdolę, no tak - podobieństwo ich przypadków było wręcz nieznośne, tyle że wrzucenie wianka na pal w jego przypadku dokonała Brenna, a nie on sam. I póki nie musiał się tym komuś pochwalić, to nawet go to specjalnie nie bolało. - Wiesz, że ona ma cały czas ten pierścionek? - zapytał, jak gdyby nigdy nic, drapiąc się przez moment po policzku. Ale zaraz te dłonie uniósł ku górze jakby w obronnym geście, kiedy Patrick przystanął. - Wiesz... mam nadzieję. Ale imiennie nie wywołała cię do tablicy, ponieważ moja siostra tak samo jak lubi wściubiać swoje trzecie oko w życie innych, tak samo nienawidzi chwalić się swoimi sprawami - rzucił z pewnym przekąsem, właściwym dla nieco urażonego młodszego brata. Florence była świetna w rozwiązywaniu problemów, ale swoimi rzadko kiedy dzieliła się z innymi. Nie dziwił się jej - od dziecka robiła za opiekunkę i rozjemczynię dla młodszego rodzeństwa i kuzynostwa. Musiała naprawiać popsute noski, obdarte kolana i cucić nieprzytomnego Laurenta pod stołem bo jej najmłodszy brat znowu coś zmalował. - Też się tego świństwa napiłem i byłem zdania, że powinni tę ich budkę wyrzucić. Całe szczęście na następnych sabatach już doprawionych napojów nie sprzedawali. O, ale wiesz co? Black na swoim weselu postanowił się bawić w podobny sposób. 'Super' zabawa - sarknął, pstrykając palcami resztkę papierosa gdzieś na ogołoconą ziemię. A potem znieruchomiał, wsłuchując się w otulającą ich ciszę. Przeciągała się nieznośnie, podkreślając tylko upiorną atmosferę otaczającego ich miejsca. Bulstrode rozejrzał się jeszcze, a potem zaciągnął powietrzem. W skali od 1 do 10, jak bardzo waliło tu czarną magią?
- Mam wrażenie, że stara się tak nie myśleć. A przez to tego nie mówić - powiedział ostrożnie. Nie przypominał sobie, żeby Longbottom wypowiedziała do niego podobne słowa i nawet jej się szczególnie nie dziwił. Przewidywanie śmierci swoich przyjaciół nie było czymś, do czego człowiek się garnął, a Atreus miał wrażenie, że Longbottom walczyła o każdy skrawek informacji wręcz rozpaczliwie. Chodziło o jej przyjaciółkę i przyjaciela. Chodziło o Mavelle, którą chyba traktowała jak rodzoną siostrę. Jeśli Bulstrode miałby wskazać z całej czwórki kogoś, kim przejmowała się najmniej, to był to on, a nie Steward, ale pewnie w tym momencie mogliby się o to nawet pobić, a Patrickowi i tak nie przybyłoby rozumu. - Tak, wspominała mi o swojej lipcowej wycieczce - powiedział, mimowolnie odwzajemniając jego uśmiech. Ale auror nie miał go przecież za co przepraszać. Oboje tkwili w tym po uszy i wieści Brenny, nawet jeśli nie były najlepsze, wciąż były... jakieś. Powoli, ale metodycznie przesuwały ich do przodu. - Tak się zastanawiałem; podczas Beltane Voldemort użył kamieni? Tych katalizatorów które świeciły w ziemi. Co jeśli samo spróbowanie odzyskanie tej energii w Samhain nie wystarczy? Co jeśli też potrzebujemy czegoś o podobnej mocy, żeby w ogóle umożliwić tę próbę? Próbowałem w ogóle rozmawiać z Arcykapłanem, po tym jak Isobell Macmillan zamknęli w Lecznicy Dusz, ale niewiele to zmieniło. Wiesz, chodziło o to jak właściwie mnie stamtąd wyciągnęli, bo liczyliśmy na to, że może da to jakieś wskazówki - westchnął, czując jak cała ta sytuacja ciąży mu tym bardziej im dłużej o niej rozmawiają, ale mimo wszystko nie wycofał się. - Zazdroszczę optymizmu.
- Może to zwyczajnie ważne dla niego miejsce? Albo niektóre kościoły posiadają chyba jakieś katakumby, może coś tam łatwiej schować? Zgaduję że cokolwiek wpływa na to miejsce i jest powiązane z przedmiotem, potrzebowało w miarę bezpiecznego miejsca do umieszczenia. Kościół to miejsce święte, mało kto rozbierze je cegła po cegle - równie dobrze mogli w tym momencie rzucać kośćmi, o to który z nich może mieć rację, a i tak pewnie upadłaby na ściance, której żaden z nich nie obstawił. - W sumie... podobno tu żywe trupy miały biegać, a gdzie łatwiej o zwłoki jak na cmentarzu lub katakumbach? - tknęło go nagle, że w sumie mieli w tym lesie nie być sami, a do tej pory chyba nic nie zwróciło ich uwagi między tymi drzewami. Było cicho i spokojnie.
Na wzmiankę o palach i amortencji w herbacie, Atreus zwyczajnie roześmiał się w głos, a w końcu i potarł twarz, ostatecznie przecierając mocniej oczy.
- Ja pierdolę, no tak - podobieństwo ich przypadków było wręcz nieznośne, tyle że wrzucenie wianka na pal w jego przypadku dokonała Brenna, a nie on sam. I póki nie musiał się tym komuś pochwalić, to nawet go to specjalnie nie bolało. - Wiesz, że ona ma cały czas ten pierścionek? - zapytał, jak gdyby nigdy nic, drapiąc się przez moment po policzku. Ale zaraz te dłonie uniósł ku górze jakby w obronnym geście, kiedy Patrick przystanął. - Wiesz... mam nadzieję. Ale imiennie nie wywołała cię do tablicy, ponieważ moja siostra tak samo jak lubi wściubiać swoje trzecie oko w życie innych, tak samo nienawidzi chwalić się swoimi sprawami - rzucił z pewnym przekąsem, właściwym dla nieco urażonego młodszego brata. Florence była świetna w rozwiązywaniu problemów, ale swoimi rzadko kiedy dzieliła się z innymi. Nie dziwił się jej - od dziecka robiła za opiekunkę i rozjemczynię dla młodszego rodzeństwa i kuzynostwa. Musiała naprawiać popsute noski, obdarte kolana i cucić nieprzytomnego Laurenta pod stołem bo jej najmłodszy brat znowu coś zmalował. - Też się tego świństwa napiłem i byłem zdania, że powinni tę ich budkę wyrzucić. Całe szczęście na następnych sabatach już doprawionych napojów nie sprzedawali. O, ale wiesz co? Black na swoim weselu postanowił się bawić w podobny sposób. 'Super' zabawa - sarknął, pstrykając palcami resztkę papierosa gdzieś na ogołoconą ziemię. A potem znieruchomiał, wsłuchując się w otulającą ich ciszę. Przeciągała się nieznośnie, podkreślając tylko upiorną atmosferę otaczającego ich miejsca. Bulstrode rozejrzał się jeszcze, a potem zaciągnął powietrzem. W skali od 1 do 10, jak bardzo waliło tu czarną magią?