— El Dorado! — odparłam entuzjastycznie, po czym kolejna otrzymana informacja dała mi cios w twarz.
Jego mama nie żyła. Nie wiedziałam, kiedy to się stało i na jakim etapie żałoby był Sam, ale mnie ten obraz dotknął tak, jakby to było coś zupełnie świeżego. Nie miałam dużego kontaktu ze śmiercią. Dziadka od strony mamy nigdy nie poznałam, poza tym wszyscy moi najbliżsi żyli. Stratę doznawałam tylko ze strony zwierząt, ale nawet ta największa, podczas pożaru całego gospodarstwa, nie przynosiła tyle bólu co myśl o utracie rodzica.
Jego mama szukała El Dorado, ale nie udało jej się. Sam chciał dokończyć jej misję. Dla samego miejsca, czy przez wzgląd na nią? I czy El Dorado faktycznie mogło istnieć? Nie jest to tylko legenda? W świecie czarodziejów ciężko wykluczyć cokolwiek. Ale skoro ta kobieta go szukała tyle czasu, to na pewno miała jakieś poszlaki.
— To dlatego tak interesujesz się pojazdami i translokacją? Szukasz najlepszych sposobów podróżowania? — spytałam.
Nie wiedziałam, kiedy moja ręka znalazła się na jego ramieniu. Być może gest wsparcia nie był potrzebny w tej sytuacji, ale wyszedł odruchowo z mojej strony. Kto wie, ile takich nieprzemyślanych odruchów przyjdzie mi jeszcze uczynić.