Może i Thomas pozwoliłby jej spędzić dzień w łóżku, ale kto zająłby się wypiekami? Norka czuła się odpowiedzialna za to co działo się w cukierni, więc przez myśl jej nie przeszło, że tak błahy powód jak kac mógłby ją zatrzymać w łóżku. Wolała nie doprowadzić do kuchennej katastrofy, bo miała świadomość, że nikt z pracowników nie był jej w stanie zastąpić w kuchni. Ta sytuacja uświadomiła ją w tym, że może warto by było wreszcie znaleźć kogoś, kto byłby jej w stanie dorównać, kto mógłby im pomagać w sytuacjach, w których ona będzie niedysponowana.
- Mam dla ciebie radę, nie pij nigdy z Longbottomami, a jak już pijesz to nie bierz do ust bimbru ich skrzatki. - Okazał się bowiem być bardzo zdradliwy. Coś czuła, że nie tylko dla niej, poskładał ich trójkę jak domki z kart.
Miała wrażenie, że brat strasznie głośno się zachowuje, nawet oddychał jakoś tak intensywniej niż zwykle. Mierzyła go niezbyt przyjemnym spojrzeniem, wydawało jej się, że robi to celowo.
Wypiła jednym haustem zawartość szklanki, którą przed nią postawił. Strasznie ją suszyło, mogłaby chyba wypić i całe wiadro wody.
- Tak po prostu wzięło cię na sadzenie słoneczników, nie ma co, ty to masz wyczucie czasu. - Patrzyła na niego nieco podejrzliwe, po co mu były te słoneczniki? - Rób sobie co chcesz, a umiesz sadzić kwiatki, czy do tego jestem potrzebna ci ja? - Była to akurat taka dziedzina, na której się znała. Mało kto mógł jej dorównać z wiedzy o magicznych i tych niemagicznych roślinach i tym, jak je hodować.
Podał jej fiolkę, najpewniej sama uwarzyła ten eliksir. Nie wpadła jednak na to, żeby go wypić wcześniej. - Postaram się, ale to wcale nie takie proste. - Znała ten smak i wiedziała, czego może się spodziewać. Otworzyła fiolkę, próbowała nie wąchać zawartości, bo to mogło się źle skończyć, ponownie jednym haustem wypiła jej zawartość i zaczęła czuć szybki efekt działania eliksiru, świat już nie był taki okropny, słońce nie świeciło tak głośno, a Thomas wydawał się oddychać normalnie.