Zaryzykował wysłanie listu z pytaniem, spodziewając się najpewniej odmowy. Zrozumiałby jej decyzję. Lecz na całe szczęście Camille zgodziła się towarzyszyć mu tym dniu. Nie mógł tym razem zawalić. Nie odstępował jej na krok, chyba że była potrzeba skorzystania z toalety jednego z nich. Nie chciał aby czuła się jakoś obco tym miejscu. Mogła nie wszystkich gości znać.
- To zależy od preferencji rodzin i samych przyszłych małżonków.Odpowiedział takim samym, ściszonym tonem. Nie powie jej przecież, że te rodziny lubują się w czerni i nawet na imprezach urodzinowych mogą figurować czarne dekoracje. Nie zdziwiłoby pewnie nikogo, gdyby dwie osoby do ślubu zostałyby zmuszone przez aranż i dlatego cała uroczystość mogła wyglądać bardziej pogrzebowo. Ważne, że Para Młoda była zadowolona z całokształtu wystroju. Każdy w końcu pokazuje swój styl, dzieląc go wspólnie z drugą osobą.
Podobno o gustach się nie dyskutuje. Nawet jeżeli nie każdemu mogła muzyka odpowiadać, panująca atmosfera, to sama obecność na rodziny powinna być najważniejsza.
Dla siebie Laurence wziął czerwone wino. Nie sięgał po mocniejszy alkohol, nie widział potrzeby spijania się jak niektórzy na weselach. Jako że był także uzdrowicielem, wolał mieć trzeźwy umysł na otoczenie, gdyby komuś coś się miało stać. A już przecież gdzieś jakaś bójka miała miejsce.
Jeżeli o incydentach mowa, poza bójką, zdawało mu się wcześniej, albo faktycznie widział gdzieś przemieszczającą się kapibarę. Biorąc jednak pod uwagę reakcję innych, ten incydent miał jednak miejsce. Zmarszczył brwi. Mimo tego o czym rozmawiali i można było odnieść wrażenie, że wesele dekoracyjnie wygląda jak żałoba, to poczucia humoru ktoś miał bardzo dużo, dbając o magiczne sytuacje rozbawiające zapewnie gości. Upił łyk wina. Spojrzawszy na Camille.
- Chcesz się przejść?Zapytał. Mogli wrócić do stolika, zrobić spacer do ogrodu. Zdał się na jej decyzję.