04.06.2024, 13:36 ✶
- Panowie, bardzo proszę, spokojnie - zażądała Brenna, wpychając się pomiędzy nich. - Nazwiska i dowody tożsamości na początek... - oświadczyła, wyciągając notatnik.
I w tym momencie "kierowca" dywanu stropił się nieco.
- Swój zostawiłem w domu - burknął, ale zaraz znów się uniósł. - Przecież to on na mnie wleciał! Zniszczył dywan! Proszę spojrzeć!!!
I Brenna, która już zaczęła się robić podejrzliwa na ten brak dowodu tożsamości (i czemu nie podawał nazwiska, je też zostawił w domu?) faktycznie spojrzała. Rzeczywiście dywan był rozdarty w jednym miejscu, zapewne na skutek zderzenia. Im dłużej na niego patrzyła, tym jednak wyraźniej widziała łaty. I ślad nadpalenia. Ślad nadpalenia, który wcale nie wydawał się nowy. Brenna, pełna złych przeczuć, przykucnęła i przesunęła dłonią po dywanie, a chociaż zupełnie nie znała się na rzemiośle, nagle pomyślała, że może ten dywan wcale nie spadł dlatego, że uderzyła w niego miotła, a przynajmniej nie tylko dlatego.
– Kiedy ostatnio ten dywan miał przegląd?
– To nowy dywan! Doskonały dywan! Sprzedawca płakał, jak go sprzedawał! I gardło sobie podrzynał, że tak tanio! – wrzasnął mężczyzna, wymachując przy tym rękoma, a Brenna poczuła nagle, że bardzo, bardzo boli ją głowa. Wcześniej tylko trochę ćmiło, ale teraz ból narastał, bo pod palcami poczuła kolejne przetarcia i już była pewna, że ten cholerny dywan sam w sobie stanowił zagrożenie.
– Proszę pana… – zaczęła, podnosząc się i znów ustawiając między mężczyznami.
Heather słyszała całą tę rozmowę, wszystkie pokrzykiwania, chociaż nie patrząc w tamtą stronę, nie mogła dostrzec, w jak złym stanie był latający dywan. Tymczasem „jej” uczestnik całego zamieszania, uniósł ku Brygadzistce udręczone spojrzenie.
– Jak ma być w porządku? To moja miotła. Moja ukochana miotła. Najnowszy model. Zniszczyli moją ukochaną miotłę. Aresztujcie ich. Wtrąćcie ich do Azkabanu! Leciałem sobie po prostu, a oni się zderzyli i na mnie wpadli!!!
Sądząc po krzykach między tamta dwójką, była to całkiem prawdopodobna wersja wydarzeń.
Problem leżał jednak gdzieś indziej.
Bo gdy Heather zobaczyła dokładnie twarz miotlarza, przekonała się, że… zna ją. Nie osobiście, ale już z listów gończych – jak najbardziej.
I w tym momencie "kierowca" dywanu stropił się nieco.
- Swój zostawiłem w domu - burknął, ale zaraz znów się uniósł. - Przecież to on na mnie wleciał! Zniszczył dywan! Proszę spojrzeć!!!
I Brenna, która już zaczęła się robić podejrzliwa na ten brak dowodu tożsamości (i czemu nie podawał nazwiska, je też zostawił w domu?) faktycznie spojrzała. Rzeczywiście dywan był rozdarty w jednym miejscu, zapewne na skutek zderzenia. Im dłużej na niego patrzyła, tym jednak wyraźniej widziała łaty. I ślad nadpalenia. Ślad nadpalenia, który wcale nie wydawał się nowy. Brenna, pełna złych przeczuć, przykucnęła i przesunęła dłonią po dywanie, a chociaż zupełnie nie znała się na rzemiośle, nagle pomyślała, że może ten dywan wcale nie spadł dlatego, że uderzyła w niego miotła, a przynajmniej nie tylko dlatego.
– Kiedy ostatnio ten dywan miał przegląd?
– To nowy dywan! Doskonały dywan! Sprzedawca płakał, jak go sprzedawał! I gardło sobie podrzynał, że tak tanio! – wrzasnął mężczyzna, wymachując przy tym rękoma, a Brenna poczuła nagle, że bardzo, bardzo boli ją głowa. Wcześniej tylko trochę ćmiło, ale teraz ból narastał, bo pod palcami poczuła kolejne przetarcia i już była pewna, że ten cholerny dywan sam w sobie stanowił zagrożenie.
– Proszę pana… – zaczęła, podnosząc się i znów ustawiając między mężczyznami.
Heather słyszała całą tę rozmowę, wszystkie pokrzykiwania, chociaż nie patrząc w tamtą stronę, nie mogła dostrzec, w jak złym stanie był latający dywan. Tymczasem „jej” uczestnik całego zamieszania, uniósł ku Brygadzistce udręczone spojrzenie.
– Jak ma być w porządku? To moja miotła. Moja ukochana miotła. Najnowszy model. Zniszczyli moją ukochaną miotłę. Aresztujcie ich. Wtrąćcie ich do Azkabanu! Leciałem sobie po prostu, a oni się zderzyli i na mnie wpadli!!!
Sądząc po krzykach między tamta dwójką, była to całkiem prawdopodobna wersja wydarzeń.
Problem leżał jednak gdzieś indziej.
Bo gdy Heather zobaczyła dokładnie twarz miotlarza, przekonała się, że… zna ją. Nie osobiście, ale już z listów gończych – jak najbardziej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.