04.06.2024, 15:00 ✶
Prezent? Jaki prezent? Chyba że chodziłoby o to, że to ona miałaby być prezentem, to wtedy tak, Jonathan miał trochę racji. Może nawet powiedziałaby Selwynowi, żeby teraz pobawił się trochę sam, zjadł truskawkę w czekoladzie albo poszedł sprawdzić, która dziewczyna tańczy tutaj prawie najlepiej (bo najlepiej to tańczyła Charlotte, oczywiście, przynajmniej we własnym mniemaniu), a sama poszła szukać Blacka, gdyby nie to, że skutecznie rozproszył ją widok Longbottoma.
Wwiercała wzrok w tę dwójkę nawet się z tym nie kryjąc, jakby miała nadzieję, że padną na podłogę nie żywi od samego jej spojrzenia… A nie, zaraz. Że tylko Vakel padnie nieżywy, Morpheusa wolała jednak żywego. Przywykła do jego obecności, a poza tym był nieoceniony, kiedy musiała wybrać nowy płaszcz.
– Morphy? Wie co robi? – spytała z powątpiewaniem, jakby Morpheus Longbottom nie miał czterdziestu trzech lat czyli dokładnie tylu, co ona, nie pracował w Departamencie Tajemnic, wśród naukowców i specjalistów z różnych dziedzin, nie podróżował po świecie i (o czym Charlotte nie wiedziała) nie mieszał się w działania wojenne przeciwko najpotężniejszemu czarnoksiężnikowi tego wieku.
W porządku, tak naprawdę wiedziała, że Morpheus był dorosły. Ale wiedziała też, że dorośli robili różne głupoty. O, ona na przykład. Była doskonała w robieniu głupot! I nie chodziło nawet o tę ucieczkę z mugolakiem, to może i była głupota, ale miała zdjęcie miny matki z chwili, gdy ta się o tym dowiedziała, więc absolutnie było warto.
A potem rzuciła znad drinka spojrzeniem na Jonathana, i już już miała znów patrzeć na Morpheusa i Vakela, ale dostrzegła, że przyjaciel jakoś tak… dziwnie podrygiwał.
- Dolega ci co? – powiedziała i odruchowo uniosła dłoń do ust, nieco skonsternowana, bo przecież zamierzała powiedzieć coś zupełnie innego. A raczej nie, miała zamiar powiedzieć to, co powiedziała, tylko zabrzmiało to jakoś dziwnie, jakby słowa same się poprzestawiały… – Licha do co… – mruknęła, i z tej całej frustracji zachowała się jak dorosły, absolutnie nieodpowiedzialny człowiek, czyli już prawie pewna, że za tę dziwną anomalię odpowiadają te drinki, złapała za kolejnego drinka i wychyliła go na jeden łyk.
!weselnedrinki
Wwiercała wzrok w tę dwójkę nawet się z tym nie kryjąc, jakby miała nadzieję, że padną na podłogę nie żywi od samego jej spojrzenia… A nie, zaraz. Że tylko Vakel padnie nieżywy, Morpheusa wolała jednak żywego. Przywykła do jego obecności, a poza tym był nieoceniony, kiedy musiała wybrać nowy płaszcz.
– Morphy? Wie co robi? – spytała z powątpiewaniem, jakby Morpheus Longbottom nie miał czterdziestu trzech lat czyli dokładnie tylu, co ona, nie pracował w Departamencie Tajemnic, wśród naukowców i specjalistów z różnych dziedzin, nie podróżował po świecie i (o czym Charlotte nie wiedziała) nie mieszał się w działania wojenne przeciwko najpotężniejszemu czarnoksiężnikowi tego wieku.
W porządku, tak naprawdę wiedziała, że Morpheus był dorosły. Ale wiedziała też, że dorośli robili różne głupoty. O, ona na przykład. Była doskonała w robieniu głupot! I nie chodziło nawet o tę ucieczkę z mugolakiem, to może i była głupota, ale miała zdjęcie miny matki z chwili, gdy ta się o tym dowiedziała, więc absolutnie było warto.
A potem rzuciła znad drinka spojrzeniem na Jonathana, i już już miała znów patrzeć na Morpheusa i Vakela, ale dostrzegła, że przyjaciel jakoś tak… dziwnie podrygiwał.
- Dolega ci co? – powiedziała i odruchowo uniosła dłoń do ust, nieco skonsternowana, bo przecież zamierzała powiedzieć coś zupełnie innego. A raczej nie, miała zamiar powiedzieć to, co powiedziała, tylko zabrzmiało to jakoś dziwnie, jakby słowa same się poprzestawiały… – Licha do co… – mruknęła, i z tej całej frustracji zachowała się jak dorosły, absolutnie nieodpowiedzialny człowiek, czyli już prawie pewna, że za tę dziwną anomalię odpowiadają te drinki, złapała za kolejnego drinka i wychyliła go na jeden łyk.
!weselnedrinki