Wiara zajmuje bardzo ważne miejsce w życiu Lorraine, od najmłodszej lat dziecinnych silnie związanej z kowenem i kultem Matki, której pozostaje gorliwą wyznawczynią. Zarówno Arcykapłankę, jak i Arcykapłana darzy wielkim szacunkiem, nie uznaje ich jednak za autorytety moralne: nie są bogami, myśli Lorraine, przedkładająca wagę osobistych doświadczeń duchowych ponad doświadczenia kongregacyjne, a jedynie narzędziami w rękach bogów.
Chociaż w lato 1972 roku dotknął ją kryzys wiary, Lorraine, powszechnie kojarzona w szeregach wyznawców Matki – zarówno wśród wiernych świeckich jak i duchowieństwa – wciąż aktywnie uczestniczyła w życiu kowenu Whitecroft. Od kilku lat, na prośbę Arcykapłana, opiekuje się chórem, a choć sama śpiewa rzadko, woląc przygrywać innym na chwałę Matki, pomaga w przygotowaniu oprawy liturgicznej mszy i sabatów. Chętnie poświęca swój czas na pomaganie innym w rozwijaniu talentu śpiewaczego, prowadząc w tym celu dedykowane warsztaty, gdzie na chwałę Matki wprowadza w zagadnienia z teorii muzyki oraz uczy emisji głosu laików i samouków. Ma w tym doświadczenie, z czasem wyrobiła w sobie zresztą dryg pedagogiczny, w młodości uczyła bowiem dzieci z bogatych domów śpiewu i gry na fortepianie. Zwykle to Lorraine prowadzi więc próby chóru, wspierając innych swoją wiedzą i umiejętnościami.
Lorraine nieco zdystansowała się emocjonalnie od kowenowej wspólnoty z powodu wydarzeń, jakie miały miejsce na święcie Lithy, nie porzuciła jednak choćby na chwilę organizacji warsztatów muzycznych dedykowanych chórzystom, a po Lammas powróciła do aktywnego uczestnictwa w życiu kowenu. Wydarzenia Spalonej Nocy również zbliżyły ją bardzo do kongregacji wiernych. Obecna jest na każdym ważniejszym nabożeństwie czy spotkaniu, zajmując miejsce w ostatniej ławce u boku swojego brata stryjecznego, Baldwina.
Chociaż w lato 1972 roku dotknął ją kryzys wiary, Lorraine, powszechnie kojarzona w szeregach wyznawców Matki – zarówno wśród wiernych świeckich jak i duchowieństwa – wciąż aktywnie uczestniczyła w życiu kowenu Whitecroft. Od kilku lat, na prośbę Arcykapłana, opiekuje się chórem, a choć sama śpiewa rzadko, woląc przygrywać innym na chwałę Matki, pomaga w przygotowaniu oprawy liturgicznej mszy i sabatów. Chętnie poświęca swój czas na pomaganie innym w rozwijaniu talentu śpiewaczego, prowadząc w tym celu dedykowane warsztaty, gdzie na chwałę Matki wprowadza w zagadnienia z teorii muzyki oraz uczy emisji głosu laików i samouków. Ma w tym doświadczenie, z czasem wyrobiła w sobie zresztą dryg pedagogiczny, w młodości uczyła bowiem dzieci z bogatych domów śpiewu i gry na fortepianie. Zwykle to Lorraine prowadzi więc próby chóru, wspierając innych swoją wiedzą i umiejętnościami.
Lorraine nieco zdystansowała się emocjonalnie od kowenowej wspólnoty z powodu wydarzeń, jakie miały miejsce na święcie Lithy, nie porzuciła jednak choćby na chwilę organizacji warsztatów muzycznych dedykowanych chórzystom, a po Lammas powróciła do aktywnego uczestnictwa w życiu kowenu. Wydarzenia Spalonej Nocy również zbliżyły ją bardzo do kongregacji wiernych. Obecna jest na każdym ważniejszym nabożeństwie czy spotkaniu, zajmując miejsce w ostatniej ławce u boku swojego brata stryjecznego, Baldwina.
Relacja przyjęta 20.03.26 (Dearg Dur)