Dziękowałby Bogu, gdyby stworzył go od podszewki Diabłem wcielonym. Gdyby nie musiał zastanawiać się nad krzywdami wokół i nie był też taki miękki i boleśnie pobierający zło tego świata do swojego serca. To ono w końcu łamało kolana i kości. To ono wyciągało z człowieka to, co najgorsze. Korzystasz z kłów jadowych, jeśli natura cię w nie wyposażyła, to tylko te bzdurne emocje nie pozwalają ci rozwinąć pełnego potencjału. A może nie..? Bajka o czerni i bieli dzisiaj nie splatała się w tym pokoju. Zielonym? Jadeitowym? Już zapomniał, a przecież Perseus tłumaczył. To była czerń z czernią, jadeit z błękitem. To nie wojna. To naturalna mieszanka. Granice i wygody do przestrzegania były jasne i klarowne, prawda? Postawione już na końcu spotkania, po którym Laurent wolał odłożyć wizyty u terapeuty, żeby móc spotkać się z człowiekiem.
- Ktoś mądry mi powiedział, że wrażliwość i delikatność powinno się nosić jak tarczę. - Czy jakoś tak to było? Chyba nie słowo w słowo, ale sens wypowiedzi Perseusa z tamtego dnia zdaje się, że został zachowany? Ta spolegliwość, jak to ładnie określił, wcale nie musiała być wadą, lecz może Vespera zdoła w swoich palcach obrócić to w coś lepszego. Przynajmniej tego mu życzył. Im życzył, nawet jeśli nie znał Vespery i jej istnienie było dla niego przez długą część tego wszystkiego solą w oku. Już mu minęło. Nie chodziło w końcu o tą konkretną kobietę - chodziło o wszystkie kobiety, którym zazdrościł, o które były zły i... cóż, do kogo wznosić swe pretensje jeśli nie do Boga? Matka miała okrutne poczucie humoru, że potrafiła tak pomylić ciało, do którego powinna trafić dusza.
- Perseusowi Blackowi zależy na dobrym humorze sług, którzy robią sobie z niego żarty... - Prawie szeptał, ale szept to nie był - przyciszony, napięty głos od ciepła, od zbierającego podniecenia. Serce w jego klatce piersiowej miało szybszy rytm. Jeśli chciał cokolwiek więcej powiedzieć - nie powiedział. Bliskość aksamitnych ust na moment rozproszyła wszystkie myśli i dopiero następny krok w tańcu przywrócił je na swoją pozycję. Było za późno - cisza stała się słodsza. Tak, właśnie ona - ta platyna w tym wszystkim. Snująca się między kolejnymi nutami wybrzmiewającymi z gramofonu. Vespera na niego czeka. Poczuł dreszcz przesuwający się po kręgosłupie i nacisk na dół żołądka. Miał już i tak napięte ciało - taniec przecież tego wymagał, przyjęcia odpowiedniej pozycji, stworzenia ramy z ramienia dla... partnera w tym wypadku, skoro przejął kroki tańca. Ten aksamitne poduszeczki warg prawie go dotknęły. Zamiast tego odurzony został perfumami Perseusa i w jednej chwili czuł duchotę tak przyjemną, tak podobną do palców zaciskających się na jego szyi, kiedy... Dotyk policzka na policzku, Laurent przymknął oczy. Ciepło na skórze, kolejny dreszcz, jego ramiona nieco się rozluźniły, nieco przesunął swoją dłonią na boku Perseusa w dół...
I odsunął się od niego szybszym ruchem.
Muzyka jeszcze płynęła w tle, kiedy w ciszy wpatrywał się w oczy tego człowieka przez kilka ciągnących się sekund.
- Cóż... dziękuję za taniec. Powinniśmy wracać. - Złapał dłonią własną dłoń, próbując powstrzymać drżenie swojego ciała i doprowadzić się do porządku. Ale nagle zrobiło się naprawdę chłodno. A on bardzo szeroko otwierał swoje niebieskie oczy.