05.06.2024, 01:10 ✶
Rozmawiam z Charlotte przy drinkach, potem przechodzę do sali bankietowej do Anthony'ego i Lorraine.
Skinął głową bez słowa przyglądając się rozgrywającej się przed nimi scence. Czy będzie ona tragiczna? Komiczna? Tragikomiczna? Dowiedzą się już za chwilę! Nie ważne jednak czego by nie mówił i jak bardzo, by się teraz nie martwił o przyjaciela, czasem ciężko było nie patrzeć na pozostałą trójkę przez pryzmat dziecięcych wspomnień z Hogwartu, Jonathan wierzył, że Morpheus potrafił sam sobie z tym poradzić, a jeśli nie był… Stali tuż obok.
To znaczy, jak zaraz miał się przekonać, to tylko on stał.
– Tak. Dolega – zaczął niemal smutno, podrygując już nieco bardziej widocznie i totalnie nie do muzyki, która dobiegała ich. – Widzisz Lottie, myślę, że moim powołaniem w życiu od zawsze był taniec, a my dalej nie poszliśmy na parkiet.
Nagle zmarszczył brwi. Zaraz. Co ona powiedziała? – Wszystko dobrze? To te drinki, czy udar? – Już chciał jej podać coś, niealkoholowego, do picia, lub krzyczeć, czy na sali był jakiś magimedyk, gdy Charlotte wzięła kolejnego drinka, czknęła i… Zniknęła.
Rozejrzał się nerwowo po pomieszczeniu. Nigdzie jej nie widział, ale przynajmniej miał całkiem porządne podstawy, by sądzić, że to jednak była kwestia drinków, a nie udarów, a co za tym szło – Lottie nie groziło raczej żadne niebezpieczeństwo... A jeśli groziło, to Jonathan współczuł temu niebezpieczeństwu. Ponownie zerknął na Morpheusa i wziął głęboki wdech. Nie. Nie ma mowy. Ufał mu, ale nie będzie sam kontrolował przebiegu tej sytuacji samodzielnie. Już mu wystarczyło, że Lottie gdzieś zniknęła, a taniec dalej go wyzwał. Idzie szukać Anthony'ego, a potem tańczyć. Niech Shafiq oceni co robić.
Wydawało się, że świat dzisiejszej nocy wspiera jego chęć rzucenia się w objęcia tańca, bo oto wypatrzył przyjaciela nie gdzie indziej, jak na parkiecie, tańczącego z blondwłosą czarownicą. Idealnie. Od razu znalazł partnerkę do tańca. Selwyn poprawił krawat i zdecydowanym krokiem ruszył w ich kierunku.
– Anthony, pani Malfoy – przywitał się uprzejmie, a następnie przeniósł spojrzenie na Shafiqa. – Przyjacielu, najmocniej przepraszam, że przerywam wam ten niezaprzeczalnie widowiskowy taniec, ale obawiam się, że twoja ekspertyza jest niezwłocznie potrzebna w sali jadalnej – powiedział z najprzyjemniejszym i najbardziej swobodnym uśmiechem na jaki tylko było go stać. Jaka szkoda, że oczy człowieka były w stanie przekazać cały wachlarz emocji, ale nie ważne, jakby nie próbowały, nie potrafiłyby przekazać tak prostego zdania jakim było Morpheus rozmawia z Vakelem, uważam że powinniśmy mu na to pozwolić, ale to ty dzieliłeś z nim dormitorium przez siedem lat, więc ty to oceń, a tak poza tym to Lottie gdzieś się teleportowała, a mnie wzywa taniec. Teraz brązowe oczy Selwyna, które potrafiły przekazać Anthony'emu jedynie lekkie zaniepokojenie, spoczęły na czarownicy. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Ale bez obaw, pani Malfoy, jeśli wyraża pani taką chęć, jestem bardziej, niż skory, przejąć obowiązki Shafiqa jako pani partnera w tańcu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że mam w tym nawet więcej talentu, niż mój drogi przyjaciel.
Skinął głową bez słowa przyglądając się rozgrywającej się przed nimi scence. Czy będzie ona tragiczna? Komiczna? Tragikomiczna? Dowiedzą się już za chwilę! Nie ważne jednak czego by nie mówił i jak bardzo, by się teraz nie martwił o przyjaciela, czasem ciężko było nie patrzeć na pozostałą trójkę przez pryzmat dziecięcych wspomnień z Hogwartu, Jonathan wierzył, że Morpheus potrafił sam sobie z tym poradzić, a jeśli nie był… Stali tuż obok.
To znaczy, jak zaraz miał się przekonać, to tylko on stał.
– Tak. Dolega – zaczął niemal smutno, podrygując już nieco bardziej widocznie i totalnie nie do muzyki, która dobiegała ich. – Widzisz Lottie, myślę, że moim powołaniem w życiu od zawsze był taniec, a my dalej nie poszliśmy na parkiet.
Nagle zmarszczył brwi. Zaraz. Co ona powiedziała? – Wszystko dobrze? To te drinki, czy udar? – Już chciał jej podać coś, niealkoholowego, do picia, lub krzyczeć, czy na sali był jakiś magimedyk, gdy Charlotte wzięła kolejnego drinka, czknęła i… Zniknęła.
Rozejrzał się nerwowo po pomieszczeniu. Nigdzie jej nie widział, ale przynajmniej miał całkiem porządne podstawy, by sądzić, że to jednak była kwestia drinków, a nie udarów, a co za tym szło – Lottie nie groziło raczej żadne niebezpieczeństwo... A jeśli groziło, to Jonathan współczuł temu niebezpieczeństwu. Ponownie zerknął na Morpheusa i wziął głęboki wdech. Nie. Nie ma mowy. Ufał mu, ale nie będzie sam kontrolował przebiegu tej sytuacji samodzielnie. Już mu wystarczyło, że Lottie gdzieś zniknęła, a taniec dalej go wyzwał. Idzie szukać Anthony'ego, a potem tańczyć. Niech Shafiq oceni co robić.
Wydawało się, że świat dzisiejszej nocy wspiera jego chęć rzucenia się w objęcia tańca, bo oto wypatrzył przyjaciela nie gdzie indziej, jak na parkiecie, tańczącego z blondwłosą czarownicą. Idealnie. Od razu znalazł partnerkę do tańca. Selwyn poprawił krawat i zdecydowanym krokiem ruszył w ich kierunku.
– Anthony, pani Malfoy – przywitał się uprzejmie, a następnie przeniósł spojrzenie na Shafiqa. – Przyjacielu, najmocniej przepraszam, że przerywam wam ten niezaprzeczalnie widowiskowy taniec, ale obawiam się, że twoja ekspertyza jest niezwłocznie potrzebna w sali jadalnej – powiedział z najprzyjemniejszym i najbardziej swobodnym uśmiechem na jaki tylko było go stać. Jaka szkoda, że oczy człowieka były w stanie przekazać cały wachlarz emocji, ale nie ważne, jakby nie próbowały, nie potrafiłyby przekazać tak prostego zdania jakim było Morpheus rozmawia z Vakelem, uważam że powinniśmy mu na to pozwolić, ale to ty dzieliłeś z nim dormitorium przez siedem lat, więc ty to oceń, a tak poza tym to Lottie gdzieś się teleportowała, a mnie wzywa taniec. Teraz brązowe oczy Selwyna, które potrafiły przekazać Anthony'emu jedynie lekkie zaniepokojenie, spoczęły na czarownicy. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Ale bez obaw, pani Malfoy, jeśli wyraża pani taką chęć, jestem bardziej, niż skory, przejąć obowiązki Shafiqa jako pani partnera w tańcu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że mam w tym nawet więcej talentu, niż mój drogi przyjaciel.