Skinął głową. Cieszyło go, że przynajmniej wykluczyła z listy blondynów, bo znając życie, upatrzyłaby sobie jeszcze Elliotta i zapragnęła go prześwietlić, co w obecnych okolicznościach byłoby uznane za przynajmniej nietaktowne. Sam też zbytnio nie pałał radością na myśl o tym, że miałby wypytywać przyjaciela o to, czy przypadkiem nie wdał się w krótki romans z jego najlepszą przyjaciółką. Zdecydowanie nie czułby się z tym komfortowo. Zdecydowanie.
— Nie dziwię się. To było dosyć prawdopodobne. Była naprawdę przestraszona, kiedy mi powiedziała o Mabel. — Wzruszył sztywno ramionami. — Nauczyciel wpasowałby się w tę całą opowieść.
Aż przeszły go ciarki, gdy wyobraził sobie, że dziewczynka miała trafić za parę lat do szkoły i tam trafić pod skrzydła nauczyciela, który mógłby się okazać jej ojcem. Gdyby jeszcze to od niego dowiedziała się o tym, kim właściwie dla niego jest. Pokręcił nagle głową, pocierając nieco nerwowo dłonią o dłoń. Zaczynał rozumieć, czemu po ostrzeżeniach Salema Brenna była tak zafiksowana na tym, aby zacząć coś robić w kierunku ustalenia tożsamości ojca. Dobrze, że żaden z nich nie jest nauczycielem, pomyślał z ulgą. Różnica wieku też nie była aż tak wielka, chociaż dalej trochę znacząca.
— Tak chyba będzie najlepiej — potwierdził, mając przede wszystkim na myśli Salema. Kocur był najmniej przewidywalną częścią tej całej układanki, więc należało zadbać o to, aby nagle nie zaczął działać na własną rękę tudzież łapę. — Oby ufał nam na tyle, aby faktycznie dać nam trochę czasu na znalezienie jakiegoś konkretnego tropu.
Bądź co bądź, z tego osobliwego trio to właśnie ich dwójka miała najwięcej doświadczenia w prowadzeniu różnego rodzaju dochodzeń. Rudy kot mógł aspirować do tego, aby rozwiązać tę tajemnicę dla dobra swoich najbliższych, jednak Erik miał wątpliwości, czy miał ku temu odpowiednie predyspozycje. Gdyby nagle zaczął znikać z klubokawiarni na długie godziny i włóczyć się po mieście, szukając wskazówek, czy zagadując ludzi, zwróciłby na siebie uwagę.
Koty Figgów nie były standardem w Londynie, a teraz, gdy biznes Nory nabrał tempa, coraz więcej ludzi będzie kojarzyć zwierzaka z tym miejscem. Longbottomowie może i byli rozpoznawalni, ale też wiedzieli już gdzie szukać, a to drobne śledztwo raczej nie sprawi, że będą musieli zagłębić się w najciemniejsze uliczki Śmiertelnego Nokturnu. Prędzej wylądują u kogoś na kolacji lub w ogrodzie na lunchu, co by zadać parę pytań, jeśli zajdą już odpowiednio daleko w swoich poczynaniach.
— Z Adelardem i Alastorem nie powinnaś mieć większych problemów — zauważył. Oboje mieli powiązanie z departamentem, w którym pracowali, więc niewinne pytanie co do wydarzeń sprzed paru lat nie powinny zwrócić niczyjej uwagi. Gorzej będzie z Perseuszem. To będzie twardszy orzech do zgryzienia, zwłaszcza jeśli nie chcieli od razu wypytywać nikogo wprost o określone zdarzenia.
Trwali przez dłuższą chwilę w ciszy, chłonąc, a może raczej przetrawiając ustalony plan działania. Potem Erik uderzył parokrotnie otwartymi dłońmi o swoje kolana, wykrzesując z siebie przy okazji lekki uśmiech. Cóż, jeśli będą tu tak siedzieć z tymi świeczkami, to na pewno zaraz ktoś ich z tym nakryje. Trzeba będzie się tym zająć.
— To co, ja doprowadzę salon do porządku, a ty zagotujesz nam wodę na herbatę? Skoro dalej nie mogę wchodzić do kuchni... — Wywrócił teatralnie oczami i podniósł się z miejsca, aby koniec końców sięgnąć po różdżkę. Czekał tylko na sygnał od siostry, aby wziąć się do roboty.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞