05.06.2024, 09:38 ✶
– Ale ja już siedzę w piwnicy i masowo produkuję kadzidła - stwierdziła Marilla, nagle trochę skonsternowana, bo zamiast skupić się na myśleniu o tym, jak stąd spierdolić, i jak zapierdolić winnego, zaczęła zastanawiać się nad tym, jak mogłaby ukarać je Mads Chang za to skandaliczne zaniedbanie. No bo Maeve miała rację, zabicie ich byłoby trochę marnotrawieniem zasobów, ale tak bez kary to przecież nie da rady, tyle że czy zamurowanie Marilli w piwnicy cokolwiek by zmieniło? I tak najszczęśliwsza była pochylając się nad kociołkiem eliksirów albo produkując te swoje kadzidełka. Ewentualnie siedząc przy stoliku w palarni i z maniakalnym uśmiechem obserwując, jak jej nowe kadzidełko działa na gościa, z którym siedzi i pije, a on biedny nieświadom ani tego, że Changówny to upić nie zdoła, i że to kadzidełko wcale nie jest takie nieszkodliwe, jak mogłoby się wydawać.
Ale te wszystkie cudowne rozważania przerwało najpierw pojawienie się bezczelnego typa, a potem wrzucenie jej z tarasu z powrotem do tego śliczniutkiego domku. Zebrała się z ziemi z pomocą Maeve, trochę zbyt wściekła, i trochę zbyt zamroczona od uderzenia, żeby naprawdę porządnie się przestraszyć.
– N-nic – powiedziała, zająknąwszy się przy tym, bo jednak jebnęła głową o ścianę dość mocno, i świat tak jakoś wirował przed oczami, a Maeve to przez chwilę były dwie Maeve, i Rilla wiedziała, że Mewa zna dużo sztuczek ze zmianą wyglądu, ale żeby umiała się rozdwoić? – Kiedy nauczyłaś się siebie kopiować? – wyrwało się jej, jakby na moment zapomniała, że o, jest tutaj ten drań, ale zaraz kolejne słowa siostry jej o nim przypomniały. – Jego! Jego, do cholery, zabije, mam nadzieję – syknęła, a potem rzuciła się w stronę kominka, po drodze tylko raz się potykając, łapiąc najcięższą rzeźbę, która tam stała, bo jak nie miała różdżki, to trudno, rozwali temu gościowi ten durny łeb. I nie zauważyła nawet, że pod jej rękami ta rzeźba jest jakaś trochę zamazana, dziwaczna, jakby zmieniała ten kształt, bo teraz jej umysł przyćmiewało albo pragnienie mordu, albo wstrząśnienie mózgu – to już była opcja otwarta.
Tymczasem mężczyzna miał dość czasu, aby wyłonić się spomiędzy krzewów, wejść na werandę i stanąć w drzwiach balkonowych. Zdawał się nie dostrzegać wręcz Maeve, skupiony na swoim celu, a tym w tej chwili była Marilla, w którą wycelował różdżką, by zaatakować już po raz trzeci…
Ale te wszystkie cudowne rozważania przerwało najpierw pojawienie się bezczelnego typa, a potem wrzucenie jej z tarasu z powrotem do tego śliczniutkiego domku. Zebrała się z ziemi z pomocą Maeve, trochę zbyt wściekła, i trochę zbyt zamroczona od uderzenia, żeby naprawdę porządnie się przestraszyć.
– N-nic – powiedziała, zająknąwszy się przy tym, bo jednak jebnęła głową o ścianę dość mocno, i świat tak jakoś wirował przed oczami, a Maeve to przez chwilę były dwie Maeve, i Rilla wiedziała, że Mewa zna dużo sztuczek ze zmianą wyglądu, ale żeby umiała się rozdwoić? – Kiedy nauczyłaś się siebie kopiować? – wyrwało się jej, jakby na moment zapomniała, że o, jest tutaj ten drań, ale zaraz kolejne słowa siostry jej o nim przypomniały. – Jego! Jego, do cholery, zabije, mam nadzieję – syknęła, a potem rzuciła się w stronę kominka, po drodze tylko raz się potykając, łapiąc najcięższą rzeźbę, która tam stała, bo jak nie miała różdżki, to trudno, rozwali temu gościowi ten durny łeb. I nie zauważyła nawet, że pod jej rękami ta rzeźba jest jakaś trochę zamazana, dziwaczna, jakby zmieniała ten kształt, bo teraz jej umysł przyćmiewało albo pragnienie mordu, albo wstrząśnienie mózgu – to już była opcja otwarta.
Tymczasem mężczyzna miał dość czasu, aby wyłonić się spomiędzy krzewów, wejść na werandę i stanąć w drzwiach balkonowych. Zdawał się nie dostrzegać wręcz Maeve, skupiony na swoim celu, a tym w tej chwili była Marilla, w którą wycelował różdżką, by zaatakować już po raz trzeci…