Ten groźnie wystawiony palec był... bardzo niegroźny. Może byłby groźniejszy, gdyby Nikolai wiedział o Neilu więcej, niż wiedział, i miał świadomość, że koń nie jest jedynym zwierzęcym wcieleniem drugiego chłopaka. A przecież nie wiedział. Wiedział tylko o koniu.
Nie mógł powstrzymać grymasu, w jakiś dziwny sposób zmieszanego z rozbawieniem, kiedy Neil stwierdził, że robienie herbaty z kwiatów, które wyrosłyby mu z głowy, było dobrym pomysłem. Samo robienie to może... Ale jakby miał ją komuś podawać... Jeżeli kiedykolwiek doszłoby do takiego momentu, że Neil zaproponowałby mu coś do picia, raczej nie będzie prosił o herbatę. Albo spyta, skąd drugi chłopak wziął składniki.
-Gdyby zaczęły ci wyrastać z głowy, to... Wiesz... Nie bolałoby cię przy ścinaniu? - w końcu, jeśli łodyga zacznie wyrastać z głowy, to mogły przez nią przechodzić nerwy.
Przy ścięciu z łodygi lałaby się krew.
-Co z moją mamą? - ton, z jakim Neil wypowiedział te dwa słowa, był trochę dziwny.
Powiedział coś nie tak?
Zadane pytanie może nie należało do najdelikatniejszych, bo przecież były rzeczy, o których nie chciało się mówić, tym bardziej osobom, które widzi się po raz pierwszy, czy drugi. Z drugiej strony, nie było przecież tak godzące, by zaraz się obrażać, urządzać dramaty i rzucać się na z płaczem na łóżko, bo "BUUU, JAK MI ŹLEEE! MOJE ŻYCIE JEST TAKIE TRUDNE I NIEDOBRE!!".
-Em... - odwiesił skrzypce na ścianę. -Powiedzmy, że nie dogadywałem się najlepiej z moim ojcem... I starszym bratem... Hm, dziadek w sumie też niespecjalnie mnie lubił - teraz to do niego dotarło? -Tak było po prostu lepiej dla nas wszystkich - Akurat! Po prostu nie chciał Neilowi smęcić. -A co z tobą? Dlaczego Anglia?