05.06.2024, 18:23 ✶
Wie doskonale, że podobne dywiagacje go nie interesują. Robert w końcu nie jest mężczyzną który z przyjemnością wdawałby się w rozmowy dotyczące koloru szafek bądź tego, że kanapy ściągała z Francji, nie znajdując w Wielkiej Brytanii brył które pasowałyby do jej gustu. To jest kwestią nieistotną. Nieistotna jest również kuchnia w której zasiadają, smak herbaty czy miód, który miał skryć możliwą goryczkę. Istotny jest zaś cel jego wizyty, który nie miał okazji jeszcze wybrzmieć oraz to, jakie miał wobec niej oczekiwania. Vera nie przypomina sobie aby, po za dawnym romansem oraz wspólnym projektem, istniały między nimi jakiekolwiek sprawy. Ich drogi rozdzieliły się i pozornie nic zdawało ich nie łączyć. Dlaczego więc teraz obserwowała go uważnie, próbując wyczytać to, co skrywała maska Roberta Mulcibera? Nie wie, uznaje to jednak za pewien nawyk, pamięć mięśniową która pomimo lat jakie minęły, nadal gdzieś w niej pozostała.
Unosi delikatnie kąciki ust na jego odpowiedź, która mimo swej lakoniczności zdradza więcej, niż zapewne powinna. Nie łudzi się, że to do niej tak mu się dłużyło; że to na jej towarzystwo tak bardzo czekał cały dzień - nie jest już trzpiotką, lecz doświadczoną kobietą, która wszelkie romantyczności rozbija zawsze o rzeczywistość. Ten fakt uznaje jednak za objaw tego, iż sprawa z którą do niej przyszedł musiała naprawdę zaprzątać jego myśli. Naprzykrzać się i nie dać mu odpocząć - Vera naznaczona chorobą Milforda wiedziała doskonale, jak uciążliwym to bywa.
- Cieszę się, że nic nie nadepęło ci dziś na odcisk. - Zaczyna, po czym siada na krześle wygodniej. Opiera się plecami o oparcie i zakłada subtelnie nogę na nogę, zupełnie jakby szykowała się do wysłuchania długiej opowieści.
- Cieszę się również, że dzisiejszy dzień upływa ci powoli… - Zaczyna, po czym na chwilę unosi filiżankę do ust, aby upić łyk herbaty. Gorący napar przyjemnie rozgrzewa gardło i delikatnie różowi wargi. - … to znaczy, że nie musimy się spieszyć. - Dodaje. W dawnych czasach zapewne byłoby to zaproszenie do zupełnie innej rozmowy, prowadzonej językiem ciał i fantazji. I choć idealna pamięć podsuwa pod powieki wydarzenia, jakie często po tych słowach zastępowały, Vera nie wierzy w prawdziwość takiego obrotu zdarzeń. - Powiedz mi Robercie, co to za pilna i prywatna sprawa? Twój list był… specyficzny. - Niepokojący, nietypowy, interesujący, wzbudzający podejrzliwość… Vera odnalazłaby jeszcze kilkanaście innych określeń tych kilku spisanych słów. Rozgrzali się kilkoma zdaniami wstępu, teraz należało zaś przejść do konkretów.
Unosi delikatnie kąciki ust na jego odpowiedź, która mimo swej lakoniczności zdradza więcej, niż zapewne powinna. Nie łudzi się, że to do niej tak mu się dłużyło; że to na jej towarzystwo tak bardzo czekał cały dzień - nie jest już trzpiotką, lecz doświadczoną kobietą, która wszelkie romantyczności rozbija zawsze o rzeczywistość. Ten fakt uznaje jednak za objaw tego, iż sprawa z którą do niej przyszedł musiała naprawdę zaprzątać jego myśli. Naprzykrzać się i nie dać mu odpocząć - Vera naznaczona chorobą Milforda wiedziała doskonale, jak uciążliwym to bywa.
- Cieszę się, że nic nie nadepęło ci dziś na odcisk. - Zaczyna, po czym siada na krześle wygodniej. Opiera się plecami o oparcie i zakłada subtelnie nogę na nogę, zupełnie jakby szykowała się do wysłuchania długiej opowieści.
- Cieszę się również, że dzisiejszy dzień upływa ci powoli… - Zaczyna, po czym na chwilę unosi filiżankę do ust, aby upić łyk herbaty. Gorący napar przyjemnie rozgrzewa gardło i delikatnie różowi wargi. - … to znaczy, że nie musimy się spieszyć. - Dodaje. W dawnych czasach zapewne byłoby to zaproszenie do zupełnie innej rozmowy, prowadzonej językiem ciał i fantazji. I choć idealna pamięć podsuwa pod powieki wydarzenia, jakie często po tych słowach zastępowały, Vera nie wierzy w prawdziwość takiego obrotu zdarzeń. - Powiedz mi Robercie, co to za pilna i prywatna sprawa? Twój list był… specyficzny. - Niepokojący, nietypowy, interesujący, wzbudzający podejrzliwość… Vera odnalazłaby jeszcze kilkanaście innych określeń tych kilku spisanych słów. Rozgrzali się kilkoma zdaniami wstępu, teraz należało zaś przejść do konkretów.