05.06.2024, 19:05 ✶
Czy byłby groźny dla Nikolaia? Gdyby nie zdążył do ministerstwa, to pewnie tak, ale jak na razie w każdą pełnie, jak w zegarku zjawiał się w ministerstwie, dawał się zamknąć i pilnować.
Czarodzieje z różnych rzeczy robili napoje, wystarczy spojrzeć na eliksir wielosokowy. Włosy, czyjeś włosy? OHYDNE! A co się robi z paznokci! To jeszcze gorsze! Nie, koniec. Kwiaty ujdą jeszcze, ale inne rzeczy były nie do przełknięcia.
-Nie wiem, chyba nie. Kaktusa nie czułem, jak mi go sąsiadka zdejmowała z głowy, ale też nie byłem wtedy przytomny. Zemdlałem od jej perfum.-to było średnio przyjemne wspomnienie. Naprawdę myślał wtedy, że się udusi.
-A... Wiesz, nie chcę wsadzać nosa w nieswoje sprawy. Chciałem się zapytać co u niej...- na bogów, to brzmiało źle. Co u niej? Ale jak inaczej? Twoja mama nie żyje? Twoja mama cię porzuciła? Twoja mama... No co? No palnął, to palnął. Widać było, że mu niezręcznie na własne słowa.
Owszem, widzieli się po raz drugi, ale coraz bardziej czuł, że jakoś tak przyjemnie mu się z nim rozmawia. Dlatego na pierwszy ogień wystawił chłopaka, genialnie...
Zmarszczył lekko brwi na jego słowa. Nie dogadywał się? Co było tego powodem? Czemu z aż tak dużą ilością osób? Wiedział też jednak, że czasem jedna osoba zacznie, a reszta podłapuje i się robi kółko nienawiści. Pokiwał ze zrozumieniem głową, darując sobie dopytywanie o bardziej osobiste sprawy. Tyle starczy, zwłaszcza, że Nikolai odbił piłeczkę i w końcu mógł przejąć na siebie ciężar nieprzyjemnych opowieści.
-Aaa....- machnął ręką. -Wiesz, jak jest. We Francji skończyły się nam pieniądze, no i ludzie tam to rasiści, moja mama jest z Chin i no... Po wojnie tam łatwo nie miała. A Anglia bo ciocia tu mieszkała i zgodziła się nas przyjąć, bo pomoc w polu zawsze się przyda.- wytłumaczył gładko, bujając się na nogach.- Nauka angielskiego ciężka była. Do tego chodziłem do Beauxbatons, tam też po francusku cały czas.- zrobił krok w stronę okna. -Kiedyś nawet chciałem wrócić do Francji, ale teraz... Jakoś tak nie wiem czy bym sobie tam poradził. Tu sobie ledwo radzę, ale jednak czegoś już się nauczyłem. Tam musiałbym zaczynać wszystko od nowa.- dodał, opierając się tyłem o parapet.- Ty chciałbyś wrócić do siebie?- może mogliby kiedyś pojechać na wycieczkę razem.
Czarodzieje z różnych rzeczy robili napoje, wystarczy spojrzeć na eliksir wielosokowy. Włosy, czyjeś włosy? OHYDNE! A co się robi z paznokci! To jeszcze gorsze! Nie, koniec. Kwiaty ujdą jeszcze, ale inne rzeczy były nie do przełknięcia.
-Nie wiem, chyba nie. Kaktusa nie czułem, jak mi go sąsiadka zdejmowała z głowy, ale też nie byłem wtedy przytomny. Zemdlałem od jej perfum.-to było średnio przyjemne wspomnienie. Naprawdę myślał wtedy, że się udusi.
-A... Wiesz, nie chcę wsadzać nosa w nieswoje sprawy. Chciałem się zapytać co u niej...- na bogów, to brzmiało źle. Co u niej? Ale jak inaczej? Twoja mama nie żyje? Twoja mama cię porzuciła? Twoja mama... No co? No palnął, to palnął. Widać było, że mu niezręcznie na własne słowa.
Owszem, widzieli się po raz drugi, ale coraz bardziej czuł, że jakoś tak przyjemnie mu się z nim rozmawia. Dlatego na pierwszy ogień wystawił chłopaka, genialnie...
Zmarszczył lekko brwi na jego słowa. Nie dogadywał się? Co było tego powodem? Czemu z aż tak dużą ilością osób? Wiedział też jednak, że czasem jedna osoba zacznie, a reszta podłapuje i się robi kółko nienawiści. Pokiwał ze zrozumieniem głową, darując sobie dopytywanie o bardziej osobiste sprawy. Tyle starczy, zwłaszcza, że Nikolai odbił piłeczkę i w końcu mógł przejąć na siebie ciężar nieprzyjemnych opowieści.
-Aaa....- machnął ręką. -Wiesz, jak jest. We Francji skończyły się nam pieniądze, no i ludzie tam to rasiści, moja mama jest z Chin i no... Po wojnie tam łatwo nie miała. A Anglia bo ciocia tu mieszkała i zgodziła się nas przyjąć, bo pomoc w polu zawsze się przyda.- wytłumaczył gładko, bujając się na nogach.- Nauka angielskiego ciężka była. Do tego chodziłem do Beauxbatons, tam też po francusku cały czas.- zrobił krok w stronę okna. -Kiedyś nawet chciałem wrócić do Francji, ale teraz... Jakoś tak nie wiem czy bym sobie tam poradził. Tu sobie ledwo radzę, ale jednak czegoś już się nauczyłem. Tam musiałbym zaczynać wszystko od nowa.- dodał, opierając się tyłem o parapet.- Ty chciałbyś wrócić do siebie?- może mogliby kiedyś pojechać na wycieczkę razem.