05.06.2024, 19:57 ✶
Nie chciałby się z nim bić w czasie pełni, szczególnie, że mógłby go pogryźć i zarazić. Chociaż może później mogliby chodzić do ministerstwa razem. Nie, czułby, że Petrov byłby na niego zły za przemienienie, bo to nie jest nic przyjemnego.
Perfumy brzydkie nie były, ale ich skład sprawił, że oddychanie zrobiło się cięższe niż myślał. Na szczęście przeżył.
Zadał pytanie, niepewny odpowiedzi i to jaką otrzymał go zaskoczyła. Jego matka żyła? Dlaczego nie była z nim tutaj? Nie chciała, żeby został? Nie pojechała z synem? Nie przemówiła mężowi i synowi do rozumu? Nie rozumiał.
-Oh, ty masz naprawdę duża rodzinę.-skomentował. Trochę było to dla niego abstrakcyjne. Matka, ojciec, ciotka i jakieś tam kuzynki gdzieś z chin, które widział dwa razy w życiu.
Obaj rozumieli trudności w nauce angielskiego, ale obecnie był to jedyny język jaki ich łączył, więc musieli w nim mówić. W sumie może powinien się nauczyć jego języka? Nie wiedział czy by dał radę, do tego to wymaga czasu i znalezienia kursu czy tłumacza.
- Tak, już trochę. Przyjechałem tu jak miałem jakieś dziesięć lat, więc ze dwanaście lat będzie na spokojnie.- zmrużył oczy myśląc.- Chyba, że miałbym liczyć pełne lata, wtedy będzie dużo mniej, bo jednak cały rok szkolny siedziałem w Akademii...- no a akademia nie jest w Anglii. Ale nie ma co się zagłębiać w takie pierdoły.
Znów kiwnął głową, zerkając na swoje bandaże.
-No to póki co siedzimy w Anglii.- rzucił lekko, odbijając się od parapetu. -Lubię twój pokój, podobny jest do mojego. Tylko w moim jest więcej roślin.- dopowiedział, przemykając spojrzeniem po jego postaci.-Chcesz mi pokazać resztę domu?- zagadnął. Nie ma co rozważać nad dziwną przeszłością czy niepewną przyszłością. Na razie są tu, z rannymi dłońmi, niestygnącą herbatą i zwierzętami za oknem. Dziwnie mu było, bo wydawało mu się, że się naprasza, ale jakoś coraz mniej mu to przeszkadzało.
Perfumy brzydkie nie były, ale ich skład sprawił, że oddychanie zrobiło się cięższe niż myślał. Na szczęście przeżył.
Zadał pytanie, niepewny odpowiedzi i to jaką otrzymał go zaskoczyła. Jego matka żyła? Dlaczego nie była z nim tutaj? Nie chciała, żeby został? Nie pojechała z synem? Nie przemówiła mężowi i synowi do rozumu? Nie rozumiał.
-Oh, ty masz naprawdę duża rodzinę.-skomentował. Trochę było to dla niego abstrakcyjne. Matka, ojciec, ciotka i jakieś tam kuzynki gdzieś z chin, które widział dwa razy w życiu.
Obaj rozumieli trudności w nauce angielskiego, ale obecnie był to jedyny język jaki ich łączył, więc musieli w nim mówić. W sumie może powinien się nauczyć jego języka? Nie wiedział czy by dał radę, do tego to wymaga czasu i znalezienia kursu czy tłumacza.
- Tak, już trochę. Przyjechałem tu jak miałem jakieś dziesięć lat, więc ze dwanaście lat będzie na spokojnie.- zmrużył oczy myśląc.- Chyba, że miałbym liczyć pełne lata, wtedy będzie dużo mniej, bo jednak cały rok szkolny siedziałem w Akademii...- no a akademia nie jest w Anglii. Ale nie ma co się zagłębiać w takie pierdoły.
Znów kiwnął głową, zerkając na swoje bandaże.
-No to póki co siedzimy w Anglii.- rzucił lekko, odbijając się od parapetu. -Lubię twój pokój, podobny jest do mojego. Tylko w moim jest więcej roślin.- dopowiedział, przemykając spojrzeniem po jego postaci.-Chcesz mi pokazać resztę domu?- zagadnął. Nie ma co rozważać nad dziwną przeszłością czy niepewną przyszłością. Na razie są tu, z rannymi dłońmi, niestygnącą herbatą i zwierzętami za oknem. Dziwnie mu było, bo wydawało mu się, że się naprasza, ale jakoś coraz mniej mu to przeszkadzało.