Dzienniki!? To brzmiało bardzo dobrze! Zawierały pewnie ogrom informacji. Pewnie trzeba było to jakoś posortować... Ale chyba Sam wiedział lepiej, jak się do tego zabrać.
— Wiesz, ja się naprawdę nie znam na podróżach. Wiem tylko jak załatwić świstoklik z Londynu do mojej wsi. Nawet nigdy specjalnie nie jeździłam na wycieczki z rodzicami. No wiesz, nad morze, czy tam w góry, czy inne wakacje. Czasem z babcią, ale to głównie po rodzinie.
Dałam się złapać i wyprowadzić. Mógł mnie zabrać gdziekolwiek, bo za dobrze się z nim czułam, by oponować.
— Nie do końca jest o czym!? — Zaprotestowałam. — Dobry żart. Nie zgadzam się, chętnie dowiem się więcej o tobie. A prace... może w kolejną niedzielę? Wiesz, muszę je trochę uporządkować...
...i dorobić coś, co nadawałoby się do pokazania. Może poproszę babcię o te kilka prac, które wiszą u niej. To całkiem dobre malunki. Powinnam zrobić ich kopie do portfolio, bo w końcu i tak nie mam niczego lepszego...
— I, wiesz... tylko nie nastawiaj się, że moje prace są jakieś super ekstra... To znaczy, jestem w tym w miarę dobra, ale tak szczerze, to nie mam wiele do pokazania. Miałam kilka prac, które wystawiałam na Beltane, ale... one wszystkie spłonęły. A moje rysunki jeszcze z Polski... — Wzięłam głęboki wdech. — Ich też już nie ma.