06.06.2024, 17:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 17:25 przez Brenna Longbottom.)
- Pouczeni? - oburzył się mężczyzna. - Domagam się, żeby zapłacili za swoją zbrodnię. Mogli mnie zabić! A ta miotła jest warta majątek. Była warta majątek, zanim mi ją zniszczyli. Azkaban to za mała kara!
Jego rozpacz zaczęła przeradzać się w złość, nieświadom jednak ani tego, że to było wciąż za mało na Azkaban, ani tego, że go rozpoznała (I chyba niezbyt sprytny, skoro nie wpadł na to, że Brygada może znać jego twarz z listów gończych) wstał. Zatoczył się nieco, zapewne ze względu na doznane obrażenia i ciężko podparł na Heather, gdy wraz z nią ruszał do centrum zamieszania.
A to tylko narastało.
– Czy ten dywan nie jest przeznaczony do przewozu maksymalnie dwóch osób? - spytała Brenna łagodnie, bo na razie to miała tutaj pijanego gościa na miotle i mężczyznę bez dokumentów, który pilotował niesprawny technicznie dywan, i leciał na nim w trzy osoby, gdy chyba ten model był przeznaczony maksymalnie dla dwóch. Sama kraksa to było za mało na więzienie, ale obaj uczestnicy zamieszania z każdą kolejną chwilą zaliczali kolejne pozycje na liście oskarżeń, a gdy Brenna spojrzała na pasażerów (wciąż rozmawiających w obcym języku i chyba nie rozumiejących, o co chodzi z tą kłótnią) nawiedziło ją Złe Przeczucie.
Biedna Detektyw nie miała pojęcia, co jeszcze szykuje dla niej zły los.
Bo na poszukiwanym, którego prowadziła Heather, wcale nie miało się skończyć.
- Moja miotła! - wydarł się ktoś, i o dziwo nie był to wcale "podopieczny" Wood. Pomiędzy gapiami przepychał się jakiś niski, młody chłopak i wskazał na miotłę, trzymaną przez podpitego mężczyznę, z którym rozmawiała Brenna i właściciel dywanu. – On ukradł mi moją miotłę!!!
Czarodziej, do tej pory oskarżający drugiego o wypadek, potwierdził te oskarżenia błyskawicznie. Przynajmniej w oczach Brenny: bo niewinni naprawdę rzadko uciekają, chyba że nie mają żadnego wyboru, a ona póki co nie wyciągała kajdanek i nie zdążyła powiedzieć choćby jednego zdania. Podpity złodziejaszek, który latał na kradzionej miotle i wziął udział w kraksie, rzucił się do ucieczki. A Longbottom zaklęła, chwytając różdżkę i celując mu w plecy: próbując wyczarować więzy, które go spętają, a potem chcąc przyciągnąć go ku sobie za pomocą translokacji.
Sznur otoczył nie tylko nogi, ale i ręce człowieka, a potem jakąś siła cofnęła go o kilka kroków, tak że Brenna zdążyła go dopaść i wyciągnąć z kieszeni kajdanki.
- Jest pan aresztowany... - zaczęła tradycyjną formułkę.
Tymczasem "kolega" Heather spiął się, jakby dopiero do niego dotarło, że te kobiety mogą aresztować i jego...
Jego rozpacz zaczęła przeradzać się w złość, nieświadom jednak ani tego, że to było wciąż za mało na Azkaban, ani tego, że go rozpoznała (I chyba niezbyt sprytny, skoro nie wpadł na to, że Brygada może znać jego twarz z listów gończych) wstał. Zatoczył się nieco, zapewne ze względu na doznane obrażenia i ciężko podparł na Heather, gdy wraz z nią ruszał do centrum zamieszania.
A to tylko narastało.
– Czy ten dywan nie jest przeznaczony do przewozu maksymalnie dwóch osób? - spytała Brenna łagodnie, bo na razie to miała tutaj pijanego gościa na miotle i mężczyznę bez dokumentów, który pilotował niesprawny technicznie dywan, i leciał na nim w trzy osoby, gdy chyba ten model był przeznaczony maksymalnie dla dwóch. Sama kraksa to było za mało na więzienie, ale obaj uczestnicy zamieszania z każdą kolejną chwilą zaliczali kolejne pozycje na liście oskarżeń, a gdy Brenna spojrzała na pasażerów (wciąż rozmawiających w obcym języku i chyba nie rozumiejących, o co chodzi z tą kłótnią) nawiedziło ją Złe Przeczucie.
Biedna Detektyw nie miała pojęcia, co jeszcze szykuje dla niej zły los.
Bo na poszukiwanym, którego prowadziła Heather, wcale nie miało się skończyć.
- Moja miotła! - wydarł się ktoś, i o dziwo nie był to wcale "podopieczny" Wood. Pomiędzy gapiami przepychał się jakiś niski, młody chłopak i wskazał na miotłę, trzymaną przez podpitego mężczyznę, z którym rozmawiała Brenna i właściciel dywanu. – On ukradł mi moją miotłę!!!
Czarodziej, do tej pory oskarżający drugiego o wypadek, potwierdził te oskarżenia błyskawicznie. Przynajmniej w oczach Brenny: bo niewinni naprawdę rzadko uciekają, chyba że nie mają żadnego wyboru, a ona póki co nie wyciągała kajdanek i nie zdążyła powiedzieć choćby jednego zdania. Podpity złodziejaszek, który latał na kradzionej miotle i wziął udział w kraksie, rzucił się do ucieczki. A Longbottom zaklęła, chwytając różdżkę i celując mu w plecy: próbując wyczarować więzy, które go spętają, a potem chcąc przyciągnąć go ku sobie za pomocą translokacji.
Rzut W 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 47
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Sznur otoczył nie tylko nogi, ale i ręce człowieka, a potem jakąś siła cofnęła go o kilka kroków, tak że Brenna zdążyła go dopaść i wyciągnąć z kieszeni kajdanki.
- Jest pan aresztowany... - zaczęła tradycyjną formułkę.
Tymczasem "kolega" Heather spiął się, jakby dopiero do niego dotarło, że te kobiety mogą aresztować i jego...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.