06.06.2024, 19:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 19:09 przez Charlotte Kelly.)
– Zażądałeś zmian w swojej szacie siedemnaście razy – przypomniała jeszcze Charlotte, na podobieństwo tej żony, co pamięta, co mąż odstawił dwie dekady temu, chociaż była żoną byłą i to nie jego, a on z kolei był mężem niedoszłych.
Żadnych żartów ze strony Shafiqa – śmiertelna powaga. Och, to było poważne. To znaczy Anthony bywał poważny, najpoważniejszy z nich wszystkich, potrafiących przybierać maski clownów, ale teraz zdawał się dotknięty do żywego. Trafiło go, do licha, absolutnie go trafiło i to wyrwało kolejne westchnienie z ust Charlotte, gdy schodziła do „łazienki”, inspirowanej tą hogwarcką, przeznaczoną dla prefektów. Minęła ich obu, nie komentując, pozwalając im na ten moment pojednania, jakby niczego nie dostrzegała.
Tamtego ostatniego wieczora w Hogwarcie wszyscy zgodnie przyznali, że będą za tą łazienką koszmarnie tęsknić, może najbardziej ze szkoły, a Anthony najwyraźniej wziął to sobie do serca. Był sentymentalny, a Charlotte, gdy była w nastroju do „bycia Charlie”, kpiła z tego lekko, chociaż w istocie sama też nosiła w sobie odrobinę sentymentów i była do tego miejsca ogromnie przywiązana.
W przeciwieństwie do Anthony’ego nie odwiesiła szlafroka, a pozwoliła by zsunął się z jej pleców i opadł na kafelki. Chwilę później, już zmierzając do basenu, ściągnęła przez głowę obcisłą, złocistą sukienkę, zostając w skąpym kostiumie, o który zadbała na tę okazję, a różdżkę ułożyła na jednej z pater. Dawno minęły czasy, gdy krępowała się ich trochę – nawet w Hogwarcie to skrępowanie kryła póki nie znikło, a teraz nic jej nie obchodziło, że jest w basenie półnaga z trzema mężczyznami. Zresztą, od dawna wiedziała, że przed Tonym mogłaby tańczyć całkiem naga zumbę, a on co najwyżej oceniałby technikę tańca. Morpheus nie był do końca jej typem – jeśli szło o nią, to ona sama uważała, że jest w typie każdego, a z kolei Morpheus nie miał jednego typu, ale lubił krótkie przygody i żadne z nich nie psułoby w ten sposób przyjaźni. Jeśli szło o Jonathana, za dobrze i za długo go znała, by się krępować, a i kiedyś, w Hogwarcie, ona pokochała Neda, który ją hołubił, Johny zaczął oglądać się za Shafiqiem, później zaś żadne nie chciałoby ryzykować rozpadnięcia tego kwartetu, gdyby doszło do jakichś dramatów.
Zsunęła się do wody i ułożyła obok brzegu, dłonie układając na krawędziach basenu.
– Czyżby w tym zakochaniu chodziło o Morpheusa? – zakpiła lekko na tę opowieść, choć wiedziała przecież doskonale, że w tym wypadku chodziło o coś więcej: tych dwóch mężczyzn łączyła więź raczej braterska niż romantyczna. – Och, wiesz, Tony, to wygląda tak, że prezenty sprzed dwudziestu trzech lat się trochę zużyły. Wymyśliliśmy, że trzeba powtórzyć całą zabawę, to może znowu dostaniemy trochę upominków. Tylko z jakichś powodów nikt nie chce potwierdzić przybycia na uroczystość i obawiam się, że jednak nie dostaniemy tylu prezentów, żeby to było warte zachodu – westchnęła, odchylając głowę w tył i przymykając oczy. – Nie wiem, o czym mówisz, Jonathan ślubował zachować dziewictwo aż do ślubu.
Żadnych żartów ze strony Shafiqa – śmiertelna powaga. Och, to było poważne. To znaczy Anthony bywał poważny, najpoważniejszy z nich wszystkich, potrafiących przybierać maski clownów, ale teraz zdawał się dotknięty do żywego. Trafiło go, do licha, absolutnie go trafiło i to wyrwało kolejne westchnienie z ust Charlotte, gdy schodziła do „łazienki”, inspirowanej tą hogwarcką, przeznaczoną dla prefektów. Minęła ich obu, nie komentując, pozwalając im na ten moment pojednania, jakby niczego nie dostrzegała.
Tamtego ostatniego wieczora w Hogwarcie wszyscy zgodnie przyznali, że będą za tą łazienką koszmarnie tęsknić, może najbardziej ze szkoły, a Anthony najwyraźniej wziął to sobie do serca. Był sentymentalny, a Charlotte, gdy była w nastroju do „bycia Charlie”, kpiła z tego lekko, chociaż w istocie sama też nosiła w sobie odrobinę sentymentów i była do tego miejsca ogromnie przywiązana.
W przeciwieństwie do Anthony’ego nie odwiesiła szlafroka, a pozwoliła by zsunął się z jej pleców i opadł na kafelki. Chwilę później, już zmierzając do basenu, ściągnęła przez głowę obcisłą, złocistą sukienkę, zostając w skąpym kostiumie, o który zadbała na tę okazję, a różdżkę ułożyła na jednej z pater. Dawno minęły czasy, gdy krępowała się ich trochę – nawet w Hogwarcie to skrępowanie kryła póki nie znikło, a teraz nic jej nie obchodziło, że jest w basenie półnaga z trzema mężczyznami. Zresztą, od dawna wiedziała, że przed Tonym mogłaby tańczyć całkiem naga zumbę, a on co najwyżej oceniałby technikę tańca. Morpheus nie był do końca jej typem – jeśli szło o nią, to ona sama uważała, że jest w typie każdego, a z kolei Morpheus nie miał jednego typu, ale lubił krótkie przygody i żadne z nich nie psułoby w ten sposób przyjaźni. Jeśli szło o Jonathana, za dobrze i za długo go znała, by się krępować, a i kiedyś, w Hogwarcie, ona pokochała Neda, który ją hołubił, Johny zaczął oglądać się za Shafiqiem, później zaś żadne nie chciałoby ryzykować rozpadnięcia tego kwartetu, gdyby doszło do jakichś dramatów.
Zsunęła się do wody i ułożyła obok brzegu, dłonie układając na krawędziach basenu.
– Czyżby w tym zakochaniu chodziło o Morpheusa? – zakpiła lekko na tę opowieść, choć wiedziała przecież doskonale, że w tym wypadku chodziło o coś więcej: tych dwóch mężczyzn łączyła więź raczej braterska niż romantyczna. – Och, wiesz, Tony, to wygląda tak, że prezenty sprzed dwudziestu trzech lat się trochę zużyły. Wymyśliliśmy, że trzeba powtórzyć całą zabawę, to może znowu dostaniemy trochę upominków. Tylko z jakichś powodów nikt nie chce potwierdzić przybycia na uroczystość i obawiam się, że jednak nie dostaniemy tylu prezentów, żeby to było warte zachodu – westchnęła, odchylając głowę w tył i przymykając oczy. – Nie wiem, o czym mówisz, Jonathan ślubował zachować dziewictwo aż do ślubu.