06.06.2024, 21:48 ✶
Na całe szczęście Brennie zupełnie nie przeszkadzało, że ktoś ją obejmował – nawet jeżeli ta osoba była naćpana, przynajmniej dopóki to był znajomy, a nie jakiś przypadkowy ćpun, którego aresztowała. Wiecznie obejmowała ludzi albo ciągała ich gdzieś za ręce. I również na szczęście Basilius usiadł, kiedy i ona usiadła, bo trochę się bała, czy nie zacznie na przykład biegać po tej sali albo nie powie czegoś w rodzaju „patrz, jaką znam sztuczkę”, nie spróbuje zrobić salta i się nie zabije.
– Mógłby być zazdrosny o stanowisko ulubionego uzdrowiciela – zapewniła z powagą (chociaż tak naprawdę szczerze w to wątpiła, a poza tym to nie tak, że nie lubiła Cedrica Lupina, który uzdrowicielem dopiero właściwie został). – Hasło to włochatość serca – odparła, powstrzymując uśmiech, bo jednak choroba nie była powodem do żartów. Nawet jeżeli chorujący chciał grać o tę nazwę w wisielca.
A kiedy wyciągnął talię kart, Brenna zaczęła się zastanawiać, czy magomedyk BUMu miał rację i specyfik zamieszał Prewettowi w głowie, czy tylko wyciągnął z niego samą kwintesencję basilusowatości: tę na dnie, którą Basilius przykrywał na co dzień, bo pewne rzeczy nie uchodziły poważnemu uzdrowicielowi i w ogóle członkowie społeczeństwa.
– A pamiętasz, co robiłeś, zanim rozmawiałeś z tym nudnym uzdro… – zaczęła pytanie, nie zdążyła jednak dokończyć, bo może Basilius nie pamiętał, że był świadkiem zbrodni, za to najwyraźniej doskonale pamiętał, kto jest jego klątwą. – Nie, nie, spokojnie, nie jestem ranna – powiedziała pośpiesznie, też się podrywając i chwytając go za przedramiona, a potem spróbowała lekko pociągnąć go ku krzesłu, tak by z powrotem usiadł. – Wszystko w porządku! – zawołała nieco głośniej, już słysząc, że ktoś zbliża się do drzwi, najwyraźniej w reakcji na te wszystkie nawoływania. Jak miała mu wyjaśnić, że tym razem miała wszystkie kości, i wcale się nie wykrwawiała, i nie ciążyła na niej żadna starożytna klątwa, a piątek trzynastego objawił się… no nim? Bo oczywiście, po prostu zagrali w te karty, a on wszystko by sobie przypomniał, pewnie byłoby zbyt normalnie jak na ten piątek trzynastego, prawda? Musiało ich po drodze spróbować zabić przynajmniej jedno łóżko, zmaterializować się jakiś wielki stawonóg, a jeżeli nie to, to chociaż Prewett musiał spanikować, że Brenna oszalała. – Oddycham, serce też bije, przysięgam, żadnych ran, słowo honoru.
– Mógłby być zazdrosny o stanowisko ulubionego uzdrowiciela – zapewniła z powagą (chociaż tak naprawdę szczerze w to wątpiła, a poza tym to nie tak, że nie lubiła Cedrica Lupina, który uzdrowicielem dopiero właściwie został). – Hasło to włochatość serca – odparła, powstrzymując uśmiech, bo jednak choroba nie była powodem do żartów. Nawet jeżeli chorujący chciał grać o tę nazwę w wisielca.
A kiedy wyciągnął talię kart, Brenna zaczęła się zastanawiać, czy magomedyk BUMu miał rację i specyfik zamieszał Prewettowi w głowie, czy tylko wyciągnął z niego samą kwintesencję basilusowatości: tę na dnie, którą Basilius przykrywał na co dzień, bo pewne rzeczy nie uchodziły poważnemu uzdrowicielowi i w ogóle członkowie społeczeństwa.
– A pamiętasz, co robiłeś, zanim rozmawiałeś z tym nudnym uzdro… – zaczęła pytanie, nie zdążyła jednak dokończyć, bo może Basilius nie pamiętał, że był świadkiem zbrodni, za to najwyraźniej doskonale pamiętał, kto jest jego klątwą. – Nie, nie, spokojnie, nie jestem ranna – powiedziała pośpiesznie, też się podrywając i chwytając go za przedramiona, a potem spróbowała lekko pociągnąć go ku krzesłu, tak by z powrotem usiadł. – Wszystko w porządku! – zawołała nieco głośniej, już słysząc, że ktoś zbliża się do drzwi, najwyraźniej w reakcji na te wszystkie nawoływania. Jak miała mu wyjaśnić, że tym razem miała wszystkie kości, i wcale się nie wykrwawiała, i nie ciążyła na niej żadna starożytna klątwa, a piątek trzynastego objawił się… no nim? Bo oczywiście, po prostu zagrali w te karty, a on wszystko by sobie przypomniał, pewnie byłoby zbyt normalnie jak na ten piątek trzynastego, prawda? Musiało ich po drodze spróbować zabić przynajmniej jedno łóżko, zmaterializować się jakiś wielki stawonóg, a jeżeli nie to, to chociaż Prewett musiał spanikować, że Brenna oszalała. – Oddycham, serce też bije, przysięgam, żadnych ran, słowo honoru.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.