06.06.2024, 22:07 ✶
Czy faktycznie można było to nazwać trójkątem? Na pewno nie miłosnym, bo do tego stanu w przypadku całej trójki było wyjątkowo daleko. Każde z nich łączyły z pozostałą dwójką dosyć silne więzi, jednak trudno byłoby je jednoznacznie zakwalifikować jako aurę miłości czy pożądania. Na pewno nie było to tak jednolite.
Poza tym raczej żadne z nich nie spodziewało się, że niewinna zabawa organizowana przez kowen splecie ich tak silną magią na kolejne miesiące. Bądź co bądź, na obchody miały wstęp nawet dzieciaki czy nastolatki z Hogwartu. Erik wolał nie wiedzieć, jak zareagowałoby grono pedagogiczne, gdyby dowiedzieli się, że magia Beltane spenetrowała (hehe) mury zamku.
— Więc trzeba będzie mieć nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem za pierwszym razem — podsumował słabym głosem Erik. Może trzeba było przed przyjściem tutaj zahaczyć o główną siedzibę kowenu Whitecroft? Mała ofiara i krótka modlitwa mogła potencjalnie zwiększyć szanse powodzenia rytuału Florence... Cóż, teraz było na to trochę za późno. — Przynajmniej będzie co wpisać do potencjalnych badań nad skutkami tej hmm przypadłości.
To strasznie intensywny okres dla badaczy magicznych fenomenów, zdał sobie sprawę Longbottom. Najpierw Limbo i Polana Ognisk, które na pewno były badane przez co najmniej kilka departamentów Ministerstwa Magii i niezależnych specjalistów, a teraz jeszcze medycy, którzy musieli opracować metody walki z rytuałem miłości. Oczami wyobraźni już widział te wszystkie publikacje i oczywiście masę wywiadów, jakie ukażą się na łamach Proroka Codziennego czy innych magazynów.
Skinął głową na kolejną porcję tłumaczeń medyczki. W duchu modlił się, aby druga połowa miesiąca okazała się miła i spokojna. Poniekąd dalej mierzył się z konsekwencjami własnej głupoty i splotu pewnych zdarzeń z końcówki lipca... I już wtedy był na granicy wytrzymałości. Zasługiwał na odpoczynek, a ostatnie czego chciał to wplątać się w jakieś kłopoty, które na nowo rozpaliłyby rytuał majowych pali.
— Będziemy musieli na siebie uważać — mruknął nieco żałosnym tonem, zerkając kątem oka na Norę. Parę dni przerwy od niebezpieczeństw i ryzykownych sytuacji zdecydowanie im się przyda.
Zamknął oczy, gdy Florence zaczęła ich powoli okrążać. Starał się uspokoić oddech i skupić na równomiernym wdychaniu i wydychaniu powietrza. Powinien być wdzięczny za to, że lekarzom ze Świętego Munga udało się opracować chociaż takie l lekarstwo, jednak... Nie pogardziłby, gdyby czar dało się zdjąć przy pomocy jednej porcji naparu czy tabletki wyprodukowanej w aptece Lupinów na Pokątnej.
Poza tym raczej żadne z nich nie spodziewało się, że niewinna zabawa organizowana przez kowen splecie ich tak silną magią na kolejne miesiące. Bądź co bądź, na obchody miały wstęp nawet dzieciaki czy nastolatki z Hogwartu. Erik wolał nie wiedzieć, jak zareagowałoby grono pedagogiczne, gdyby dowiedzieli się, że magia Beltane spenetrowała (hehe) mury zamku.
— Więc trzeba będzie mieć nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem za pierwszym razem — podsumował słabym głosem Erik. Może trzeba było przed przyjściem tutaj zahaczyć o główną siedzibę kowenu Whitecroft? Mała ofiara i krótka modlitwa mogła potencjalnie zwiększyć szanse powodzenia rytuału Florence... Cóż, teraz było na to trochę za późno. — Przynajmniej będzie co wpisać do potencjalnych badań nad skutkami tej hmm przypadłości.
To strasznie intensywny okres dla badaczy magicznych fenomenów, zdał sobie sprawę Longbottom. Najpierw Limbo i Polana Ognisk, które na pewno były badane przez co najmniej kilka departamentów Ministerstwa Magii i niezależnych specjalistów, a teraz jeszcze medycy, którzy musieli opracować metody walki z rytuałem miłości. Oczami wyobraźni już widział te wszystkie publikacje i oczywiście masę wywiadów, jakie ukażą się na łamach Proroka Codziennego czy innych magazynów.
Skinął głową na kolejną porcję tłumaczeń medyczki. W duchu modlił się, aby druga połowa miesiąca okazała się miła i spokojna. Poniekąd dalej mierzył się z konsekwencjami własnej głupoty i splotu pewnych zdarzeń z końcówki lipca... I już wtedy był na granicy wytrzymałości. Zasługiwał na odpoczynek, a ostatnie czego chciał to wplątać się w jakieś kłopoty, które na nowo rozpaliłyby rytuał majowych pali.
— Będziemy musieli na siebie uważać — mruknął nieco żałosnym tonem, zerkając kątem oka na Norę. Parę dni przerwy od niebezpieczeństw i ryzykownych sytuacji zdecydowanie im się przyda.
Zamknął oczy, gdy Florence zaczęła ich powoli okrążać. Starał się uspokoić oddech i skupić na równomiernym wdychaniu i wydychaniu powietrza. Powinien być wdzięczny za to, że lekarzom ze Świętego Munga udało się opracować chociaż takie l lekarstwo, jednak... Nie pogardziłby, gdyby czar dało się zdjąć przy pomocy jednej porcji naparu czy tabletki wyprodukowanej w aptece Lupinów na Pokątnej.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞