06.06.2024, 22:58 ✶
– Tylko nie pomyl co mówić kiedy – zażartował słysząc jego francuskie mamrotanie, nigdy nie mogąc się powstrzymać, by nie wtrącić paru słów w obcym języku, który wyjątkowo znali oni oboje, nawet jeśli często rozemocjonowanemu gadaniem Jonathanowi zdarzało się przekręcać niektóre akcenty, czy też całe słowa. Największe problemy miał zawsze z tym, by pamiętać, że e i è wymawiało się nieco inaczej. Naprawdę, gdyby nie to, że był sobą, rodowa zdolność Shafiqa dostarczyłaby mu pewnie wielu kompleksów.
Ponownie się uśmiechnął. Chyba nigdy nie przyznał by mu się do tego, jak dużą radość sprawiało mu wysłuchiwanie politycznych przemówień Anthony'ego. Shafiq przypominał Jonathanowi wtedy smoka, nie takiego rujnującego wszystko na swojej drodze, jak z historii na dobranoc dla małych czarodziejów, a dumnego gada, który pierwsze co robił, budząc się z drzemki, to obrzucał wszystkich w pobliżu dostojnym spojrzeniem, krzyczącym niemal wręcz, że, nawet w rezerwacie, to on jest panem tego miejsca. Dziennikarze nie mieli szans. Mogli jedynie podziwiać smoka.
– Masz już w głowie potencjalnych sponsorów, czy podesłać ci sową kilka nazwisk, gdy już wrócę do siebie? – spytał, jakby Shafiq wcale nie wymyślił na szybko kolejnego elementu umowy, o którym jeszcze kilka sekund wcześniej absolutnie nie było mowy. To nie było jednak ich zmartwienie na teraz. Jonathan tanecznym krokiem odsunął się od szefa i płynie przeszedł w chodzenie po całym gabinecie z rękami założonymi na plecach.
– A jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Saetann Sìerìekìet? – Po tylu tygodniach prób Selwyn wreszcie nauczył się poprawnie wymawiać nazwisko czarownicy, chociaż uszy doskonale znającego się na językach Anthony'ego, mogły zostać lekko okaleczone przez niepoprawnie wymawiane tony, tak ważne w języku wietnamskim. – Czemu rzekomo przebywająca do naszego kraju dyplomatka nie dość, że nie pojawia się publicznie, to jeszcze, według niektórych artykułów, nie ma żadnego dowodu na jej istnienie? Czemu pobyt córki Arcymaga jest tak tajemniczy?
Ponownie się uśmiechnął. Chyba nigdy nie przyznał by mu się do tego, jak dużą radość sprawiało mu wysłuchiwanie politycznych przemówień Anthony'ego. Shafiq przypominał Jonathanowi wtedy smoka, nie takiego rujnującego wszystko na swojej drodze, jak z historii na dobranoc dla małych czarodziejów, a dumnego gada, który pierwsze co robił, budząc się z drzemki, to obrzucał wszystkich w pobliżu dostojnym spojrzeniem, krzyczącym niemal wręcz, że, nawet w rezerwacie, to on jest panem tego miejsca. Dziennikarze nie mieli szans. Mogli jedynie podziwiać smoka.
– Masz już w głowie potencjalnych sponsorów, czy podesłać ci sową kilka nazwisk, gdy już wrócę do siebie? – spytał, jakby Shafiq wcale nie wymyślił na szybko kolejnego elementu umowy, o którym jeszcze kilka sekund wcześniej absolutnie nie było mowy. To nie było jednak ich zmartwienie na teraz. Jonathan tanecznym krokiem odsunął się od szefa i płynie przeszedł w chodzenie po całym gabinecie z rękami założonymi na plecach.
– A jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Saetann Sìerìekìet? – Po tylu tygodniach prób Selwyn wreszcie nauczył się poprawnie wymawiać nazwisko czarownicy, chociaż uszy doskonale znającego się na językach Anthony'ego, mogły zostać lekko okaleczone przez niepoprawnie wymawiane tony, tak ważne w języku wietnamskim. – Czemu rzekomo przebywająca do naszego kraju dyplomatka nie dość, że nie pojawia się publicznie, to jeszcze, według niektórych artykułów, nie ma żadnego dowodu na jej istnienie? Czemu pobyt córki Arcymaga jest tak tajemniczy?