-Nawet, jeśli to zwierzę, to obowiązują pewne reguły, narzucone przez naturę. Nie wiem, czy staruszek faktycznie opowiadał bajki, czy może mówił prawdę, ale nawet najsilniejsza więź nie mogłaby zmienić zasad, narzuconych przez naturę.
Możesz ujarzmić kobrę, ale nie sprawi to, że jej jad nie będzie na ciebie działał. Można wierzyć w bajki, ale w pewny momencie dostrzega się realia, które wcale nie wyglądają tak dobrze, jak opowiadali dorośli.
Rana na przedramieniu ładnie się zabliźniła i czasami Nikolai po prostu o niej zapominał, ale kiedy padał na nią wzrok, albo w jakiś sposób zwracała na siebie uwagę, była idealnym przypomnieniem, by uważać na te pazury. Nawet te, należące do kochanej, młodej Suzie.
-Ukradli ci różdżkę? Czemu? - pytanie wymsknęło mu się, zanim zdążył dokładnie je przemyśleć.
Czemu ukradli? Bo byli zwykłymi złodziejami, psia ich mać.
Ale dlaczego akurat różdżkę? Przez jej rdzeń? Mogli to w jakikolwiek sposób wykorzystać dla zysku? Niedopasowana różdżka mogła gwałtownie słabnąć, płatać figle, a nawet uderzyć rykoszetem, więc próba odsprzedania jej komuś innemu miała marne szanse powodzenia. Kto normalny kupiłby różdżkę od jakiegoś podejrzanego typa, zamiast iść do porządnego sklepu z różdżkami, gdzie doświadczony sprzedawca pomógłby znaleźć tą najlepiej dopasowaną? -Hm... Wydaje mi się, że może tak być. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że jeśli tamta była idealnie do ciebie dopasowana, to teraz powinna dopasować się do ciebie bardzo podobna. W Anglii można kupić różdżkę z piórem pegaza, czy po taką będziesz musiał kupić we Francji?
W sumie powinien się tego spodziewać, ale ramiona mu opadły przez własną głupotę. No przecież sam mu nałożył te bandaże i teraz dał mu wilgotną szczotkę, którą musiał maczać w wodzie? No geniusz normalnie!
-Zaraz ci je zmienię.
Mruknął pytająco. Arno lubił go mniej niż Kalio? Hm...
-Nie określałbym tego w ten sposób - powiedział, podnosząc się powoli z ziemi. -Arno jest... Jest zdecydowanie spokojniejszy od pozostałych - zwłaszcza od Suzie -ale też ma swoje humorki. Czasami nie pozwala się dotknąć nawet mi.
To nie było więc tak, że Arno Neila nie lubił. Neil, mimo wszystko, był obcym, chociaż ze znajomym człowiekiem, a tego dnia Arno nie chciał czuć na sobie obcych dłoni.
Cóż można było na to powiedzieć? W końcu ta para skrzydeł musiała udźwignąć w powietrzu cały ciężar hipogryfa, czasami z dodatkowym bagażem. Musiały być duże. Musiały być silne, a to szło w parze z masą.
-Moja różdżka? - pytanie jakby wyrwało go z rozmyślań. -To mahoń i rdzeń ze szpona hipogryfa... Chodź, zmienimy ci te bandaże.
Maść, którą nałożył na rany, miała przyśpieszyć proces regeneracji, ale nie przyśpieszał go na tyle, by nie było już śladu. Lepiej więc tego nie bagatelizować.