06.06.2024, 23:45 ✶
Kąciki jej ust unoszą się nieznacznie, gdy Robert zgadza się przejść w końcu do sedna spotkania. Obserwuje go uważnie. To w jaki sposób stoi, jak układa swoje ramiona i gdzie kieruje się jego spojrzenie. Słucha go uważnie, zaś w miarę kolejnych słów jakie padają ze strony czarodzieja, uśmiech znika z jej ust. Z każdą kolejną chwilą rozumie coraz więcej, a powaga sytuacji spoczywa na jej ramionach ciężarem. Ile to lat minęło, odkąd leczyła po raz ostatni? Vera nie potrafi sobie przypomnieć, jest jednak pewna, iż była wtedy jeszcze panną. Nie boi się o to, iż zapomniała - choroba Milforda skutecznie jej na to nie pozwala - coś jednak w tej całej sytuacji sprawia, iż wzdycha ciężko, przenosząc spojrzenie na swoją filiżankę.
Myśli rwą potokiem niczym rzeka, która nie spotkała nigdy śladów istnienia człowieka na swej drodze. Wspomnienia zalewają głowę Very, tak samo jak urywki wykładów profesora, pierwszego dnia w Mungu czy twarze pacjentów, których przyszło jej kiedyś leczyć. Zastyga. W swoim przepastnym umyśle poszukuje wypowiedzianej przez towarzysza choroby oraz wszelki informacji na jej temat. W czasach Munga nie miała wiele styczności z magipsychiatrią, z pewnością się w niej nie specjalizuje… Jednocześnie jest jednak Niewymowną z Komnaty Mózgu, która doskonale zna jego działanie. Czy jest w stanie mu pomóc? Z pewnością, ewentualne braki w wiedzy może niezwykle szybko nadrobić, wystarczy kilka wieczorów w bibliotece, a zapamięta to, co powinna. Nie myśli o kwestiach etycznych oraz moralnych - te już dawno przestały być elementem konsternacji.
Tkwi w zastygnięciu. Mijają kolejne uderzenia serca, mijają minuty w których Vera zdaje się być zatrzymana w czasie i przeniesiona do innej rzeczywistości, jak za każdym razem gdy słodka lecz toksyczna pamięć przejmuje panowanie. Porusza się w końcu, zielone oczy przenoszą się na Roberta zaś jej palce wędrują do skroni, by rozmasować pojawiający się w niej ucisk.
- Usiądź, proszę. Herbata gdy ostygnie nie będzie dobra. - Mówi spokojnie. Pomija wszelkie zwroty w stylu przykro mi, że cię to spotkało czy jakie to straszne gdyż wie, że zwroty te nie znaczą nic. Litość jest dla słabych i zniedołężniałych.
Robert na takiego nie wygląda.
- Bratankowi nie ufasz. - Nie pyta, lecz stwierdza fakt, w końcu gdyby tak było zapewne nie zjawiłby się u niej prosząc, w ten specyficzny sposób, w jaki Robert Mulciber to robił, o pomoc. W zamyśleniu przesuwa palcami po swoim obojczyku. - Neurastemia jak i bezsenność zwykle są problemami psyche, nie ciała. Czasem jednak to w jakim ciało potrafi je podsycać. - Mówi spokojnie, merytorycznym tonem w jaki nieraz wchodziła. - Wpierw trzeba odnaleźć początek tej nici, dopasować przyczyny do skutku. Należy również sprawdzić stan serca, a gdy wszystko się wyklaruje wdrożyć odpowiednie leczenie. - Zarysowany plan wydaje jej się całkiem rozsądny i nieźle ułożony, gdyby nie dwie niewielkie w nim zadry które mogły sprawić iż rozsypie się w drobny maczek. Chcąc kupić sobie chwilę czasu unosi filiżankę do ust, aby upić łyk naparu. Odkłada ją następnie starannie na spodeczek, jakoby to w jaki sposób jest ułożona miało jakiekolwiek znaczenie.
- Jeśli mam udzielić ci pomocy będę musiała zgłębić pewne… aspekty. I jest to kwestia której nie ominiemy, musisz być na to gotowy. - Nie ma zamiaru nazbyt wnikać w jego życie bądź prywatne sprawy, musi mieć jednak pogląd na to, jak funkcjonuje jego organizm. - Po drugie, wymagam bezwzględnego posłuszeństwa, głównie w kwestii zaleceń oraz szczerości dotyczącej objawów, chorób oraz wszelkich anomalii. - Kolejny warunek. Oczywisty dla niej, gdyż bez niego nie da się do niczego dość i zapewne trudny do zniesienia dla niego. W końcu kto lubi, gdy stawia mu się warunki?
Milknie, tym samym dając mu chwilę na przetrawienie tego, co na świat wydały jej usta. Wie, że wymaga sporo, sprawa jednak była poważna. I Vera tak do niej właśnie podchodziła. W każdym, najmniejszym nawet aspekcie.
Myśli rwą potokiem niczym rzeka, która nie spotkała nigdy śladów istnienia człowieka na swej drodze. Wspomnienia zalewają głowę Very, tak samo jak urywki wykładów profesora, pierwszego dnia w Mungu czy twarze pacjentów, których przyszło jej kiedyś leczyć. Zastyga. W swoim przepastnym umyśle poszukuje wypowiedzianej przez towarzysza choroby oraz wszelki informacji na jej temat. W czasach Munga nie miała wiele styczności z magipsychiatrią, z pewnością się w niej nie specjalizuje… Jednocześnie jest jednak Niewymowną z Komnaty Mózgu, która doskonale zna jego działanie. Czy jest w stanie mu pomóc? Z pewnością, ewentualne braki w wiedzy może niezwykle szybko nadrobić, wystarczy kilka wieczorów w bibliotece, a zapamięta to, co powinna. Nie myśli o kwestiach etycznych oraz moralnych - te już dawno przestały być elementem konsternacji.
Tkwi w zastygnięciu. Mijają kolejne uderzenia serca, mijają minuty w których Vera zdaje się być zatrzymana w czasie i przeniesiona do innej rzeczywistości, jak za każdym razem gdy słodka lecz toksyczna pamięć przejmuje panowanie. Porusza się w końcu, zielone oczy przenoszą się na Roberta zaś jej palce wędrują do skroni, by rozmasować pojawiający się w niej ucisk.
- Usiądź, proszę. Herbata gdy ostygnie nie będzie dobra. - Mówi spokojnie. Pomija wszelkie zwroty w stylu przykro mi, że cię to spotkało czy jakie to straszne gdyż wie, że zwroty te nie znaczą nic. Litość jest dla słabych i zniedołężniałych.
Robert na takiego nie wygląda.
- Bratankowi nie ufasz. - Nie pyta, lecz stwierdza fakt, w końcu gdyby tak było zapewne nie zjawiłby się u niej prosząc, w ten specyficzny sposób, w jaki Robert Mulciber to robił, o pomoc. W zamyśleniu przesuwa palcami po swoim obojczyku. - Neurastemia jak i bezsenność zwykle są problemami psyche, nie ciała. Czasem jednak to w jakim ciało potrafi je podsycać. - Mówi spokojnie, merytorycznym tonem w jaki nieraz wchodziła. - Wpierw trzeba odnaleźć początek tej nici, dopasować przyczyny do skutku. Należy również sprawdzić stan serca, a gdy wszystko się wyklaruje wdrożyć odpowiednie leczenie. - Zarysowany plan wydaje jej się całkiem rozsądny i nieźle ułożony, gdyby nie dwie niewielkie w nim zadry które mogły sprawić iż rozsypie się w drobny maczek. Chcąc kupić sobie chwilę czasu unosi filiżankę do ust, aby upić łyk naparu. Odkłada ją następnie starannie na spodeczek, jakoby to w jaki sposób jest ułożona miało jakiekolwiek znaczenie.
- Jeśli mam udzielić ci pomocy będę musiała zgłębić pewne… aspekty. I jest to kwestia której nie ominiemy, musisz być na to gotowy. - Nie ma zamiaru nazbyt wnikać w jego życie bądź prywatne sprawy, musi mieć jednak pogląd na to, jak funkcjonuje jego organizm. - Po drugie, wymagam bezwzględnego posłuszeństwa, głównie w kwestii zaleceń oraz szczerości dotyczącej objawów, chorób oraz wszelkich anomalii. - Kolejny warunek. Oczywisty dla niej, gdyż bez niego nie da się do niczego dość i zapewne trudny do zniesienia dla niego. W końcu kto lubi, gdy stawia mu się warunki?
Milknie, tym samym dając mu chwilę na przetrawienie tego, co na świat wydały jej usta. Wie, że wymaga sporo, sprawa jednak była poważna. I Vera tak do niej właśnie podchodziła. W każdym, najmniejszym nawet aspekcie.