07.06.2024, 00:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 00:17 przez Atreus Bulstrode.)
niedaleko wejścia do ogrodu? trochę dalej?
Spojrzał na Maeve z ukosa, bo trochę mu się nie podobało jej podejście, ale no niech jej będzie że nagle zaczęła wykazywać aż taką solidarność z żeńskim rodzajem, zamiast ruszać na podryw każdej jednej w zasięgu wzroku. W sumie może gdyby nie rozmowa z Chrisem, którą odbył dosłownie przed chwilą, to by się teraz bronił zaciekle, że Millie to w ogóle demon wcielony i zgubiła umysł jeszcze zanim ją pierdolnęło w głowę na tym Beltane.
- Pewnie ją nawet polubisz. Jestem sobie to w stanie wyobrazić - nadął się wybitnie zniesmaczony tą wizją, ale może to on miał jakieś wyjątkowo negatywne doświadczenie z Moody. Ale może to był ich cały shtick, że wyglądali jakby chcieli się pozabijać, ale jakby im ktoś ten proces przerwał, to by go solidarnie razem skopali. - Gdzieś taka - wymierzył ręką wzrost, dodając jej niechcący parę centymetrów, ale co on, latał za nią z miarką? - W takiej jasnej sukience. Zauważysz ją z miejsca bo wystaje jak... no widać ją. Różowa jakaś? - wzruszył ramionami. Nawet się nie kwapił żeby jej powiedzieć, że od Rosierów, bo to już chyba nic by jej nie powiedziało. Jemu z resztą też, gdyby mu sam pan autor nie powiedział że to jego.
Brylowania Lorraine natomiast już nie skomentował, niby to kiwając głową, niby to puszczając to mimo uszu. Ale Chang miała trochę rację, zarówno co do tego że Malfoy nieczęsto miała ku temu okazję, jak i tego że nie warto ją od tego teraz odciągać. Blondynka była świetnym przykładem zblazowanej panny z socjety, która potrafiła idealnie odnaleźć się w zwykłym pierdoleniu, które uskuteczniano na tego typu przyjęciach.
A potem przyszła Florence i było mu smutno.
No tak, musiał się oczywiście pomylić z tego wszystkiego i prawie nazwać Maeve prawdziwym imieniem. I przez to żal w piersi wezbrał tylko jeszcze bardziej, bo no jeszcze ją tutaj zaraz wsypie i cały misterny plan trafi szlag. Nie to, żeby oni tutaj mieli jakieś sztuczki odstawiać, ale no mogli chociaż starać się zachować low profile. A jeśli nie on (bo szło mu to fenomenalnie), to przynajmniej ona. Westchnął, przecierając palcami załzawione oczy.
- Nie - obruszył się nagle, ale łamiącym się głosem - Nigdzie nie idę - ale najwyraźniej wspomnienie o amortencji to był strzał w dziesiątkę, bo Florence zaraz zmieniła całe podejście. Zrozumiała! Jak dobrze, pewnie nawet by mu ulżyło, gdyby mu znowu nie ścisnęło gardła w żałosnym szlochu. Dał się jej swobodnie odciągnąć nieco od wejścia przy którym do tej pory stali, wczepiony w nią jak w jakieś koło ratunkowe. - Uduszę dosłownie Perseusa gołymi rękoma - pociągnął nosem, tym razem przecierając lejące się po policzkach łzy rękawem koszuli. - Czy chociaż na jednej imprezie ktoś może nie próbować zrobić z gości idiotów? Dobrze że wczoraj Longbottom nie postanowiła zrobić tego samego bo bym znowu... - urwał, wciągając głośno powietrze w płuca, ni to od płaczu, ni to by się zamknąć.